Najnowsze

Odsunąć „sitwę gdańską”!

Z posłem Andrzejem Jaworskim, kandydatem PiS na prezydenta miasta Gdańska, rozmawia Michał Soska

- Paweł Adamowicz (PO) pełni funkcję prezydenta Gdańska przez cztery kadencje, nieprzerwanie od 1998 r. Co ten czas oznaczał dla miasta?

- Jestem przeciwnikiem budowania dynastii. 16 lat urzędowania to zdecydowanie za długo. A dla miasta był to niestety czas zmarnowany.

- Ubiega się Pan o urząd prezydenta Gdańska po raz trzeci. Co przede wszystkim chciałby Pan zmienić?

- Gdańsk jest miastem, w którym od początku swego istnienia rządzi Platforma Obywatelska. W mieście kumuluje się wiele problemów, które są widoczne także w całej Polsce - i odpowiedzialna za nie jest PO, a zwłaszcza grupa polityczno-towarzyska, potocznie zwana „sitwą gdańską”. Ci ludzie zamieszani są w wiele afer, z najgłośniejszą z nich, Amber Gold, na czele. To afera do dziś nie wyjaśniona, choć wiadomo, że w promocję Amber Gold i linii lotniczych OLT Express zaangażowanych było wiele osób związanych z PO, a odpowiednie władze błyskawicznie wystawiały wszelkie zgody i zezwolenia. Przypomnijmy bardzo wymowną scenę: podczas uroczystości na gdańskim lotnisku samolot OLT Express (spółki należącej, podobnie jak Amber Gold, do Marcina P.) ciągnęli gdańscy samorządowcy PO, z prezydentem miasta Pawłem Adamowiczem i marszałkiem województwa pomorskiego Mieczysławem Strukiem na czele. Nigdy wcześniej tak bezpośrednie zaangażowanie władz publicznych w prywatną inicjatywę nie miało miejsca. Władze same się ośmieszyły – mieszkańcy i internauci porównywali potem Adamowicza i Struka do koni pociągowych Amber Gold i OLT Express.

Gdańsk musi odzyskać zasłużony, wielowiekowy blask miasta będącego zarówno przyjaznym dla mieszkańców, jak i otwartym dla turystów i inwestorów, miastem uczciwym, wolnym od korupcji. Wystarczy popatrzeć, ilu urzędników ma dziś „problemy z prawem” ze względu na korupcję.

- W miejscu dawnej Stoczni Gdańskiej, której był Pan prezesem, stoi dziś Europejskie Centrum Solidarności. Z 240 wpisanych do Wojewódzkiego Rejestru zabytków przetrwało zaledwie 63, a jedna z kandydatek na fotel prezydenta wprost zapewnia, że nie dopuści, by stalowe dźwigi stoczniowe zniknęły z krajobrazu miasta. Co sądzi Pan o współczesnym wykorzystaniu terenów postyczniowych?

- Na wstępie sprostowanie: teren Stoczni Gdańskiej nie obejmował tych miejsc w latach 2005 i 2006, kiedy zostałem jej prezesem. Stocznia wówczas już tych terenów nie miała. Nabyła je – moim zdaniem w sposób niezgodny z prawem – spółka Synergia 99. To władze miasta są odpowiedzialne za to, że miasto straciło tak wiele ważnych zabytków. Przypomnę, że podejmowana była próba wpisania terenów postoczniowych na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, ale było to możliwe pod warunkiem, że przeprowadzona będzie rewitalizacja, a nie wyburzanie zabytków. Ten pomysł zupełnie zignorowały władze miasta. Potem za olbrzymie pieniądze powstało ECS, w całości kontrolowane przez władze miasta i prezydenta Adamowicza. Można było postąpić zupełnie inaczej. PiS broniło stoczni i tego, co pozostało, będzie bronić nadal.

 

Cały wywiad można przeczytać w najnowszym tygodniku "Nasza Polska" z nr 39 (986) 23 IX 2014.