Z Tadeuszem Zubińskim, autorem książki „Generał Franco. Biografia niepoprawna politycznie”, rozmawia Mateusz Rawicz
- W 1936 roku w Hiszpanii wybuchła rebelia przeciw lewicowej władzy. Dlaczego doszło do wybuchu buntu?
- Przyczyn i powodów tych własnych hiszpańskich było bez liku, ale najważniejsze, te zewnętrzne, doszły w połowie lat 30., bo chyba to one były decydujące. Ta wojna musiała się odbyć. Po co niszczyć swoje, jak można cudze. To była próba sprawdzenia, jak silny jest potencjalny przeciwnik. W 1936 roku najlepsze czołgi i samoloty były na wyposażeniu Armii Czerwonej, oczywiście były to często plagiaty np. projektów brytyjskich, z tą różnicą, że Rosjanie mieli okazję swoje konstrukcję sprawdzić w boju np. z Japończykami. Hitler właśnie z uwagi na doskonałą jakość sowieckiego sprzętu i mając świadomość, że w roku 1939 jego siły zbrojne mogą nie sprostać technologicznie Rosjanom, poszedł na układ Ribbentrop-Mołotow, po prostu musiał zyskać te dwa lata, aby nadrobić opóźnienia. Oczywiście ktoś powie, że Stalin wymordował swoją najlepszą kadrę dowódczą w latach 1937-1938. To fakt, ale przecież nie spalił projektów konstrukcyjnych i nie wysadził w powietrze swoich fabryk zbrojeniowych.
- Dlaczego na czele hiszpańskiej rebelii stanął właśnie gen. Franco?
- Po pierwsze, zadecydowała sama geografia, a po drugie, w pierwszej fazie konfliktu nie było takie oczywiste, że to on będzie numerem jeden, wreszcie po trzecie, że najszybciej i najskuteczniej dotarł do Hitlera. Poza tym miał doświadczenie w kierowaniu wielkimi masami wojska jako były szef sztabu generalnego.
- Jednym z korespondentów wojennych podczas hiszpańskiej wojny domowej był Kim Philby, pracownik brytyjskiego wywiadu i sowiecki agent. Zajmował się tylko pisaniem reportaży wojennych?
- Kim Philby był co najmniej potrójnym agentem: brytyjskim, sowieckim i niemieckim. W tym ostatnim przypadku, przynajmniej do 1937 roku, miał jakieś prywatne kontakty z von Ribbentropem, gdy ten był ambasadorem Rzeszy w Londynie. Był dobrym reporterem, jego teksty czyta się jeszcze dziś z dużym zainteresowaniem i podobno był urodzonym szpiegiem. Potrafił jakby przez skórę wyczuć, co jest najważniejsze w danym momencie dla jego chlebodawcy.
- Po stronie frankistowskiej walczyli ochotnicy z różnych krajów: Niemcy, Rumuni, Włosi, Irlandczycy, biali Rosjanie. Bunt generała Franco wsparli również Polacy. Ilu ich było? Jaką rolę odegrali w wojnie?
- To jest tak zwana ciemna liczba. Moim zdaniem nie było ich więcej niż pół setki i żaden niczym specjalnym się nie wyróżnił. Wiemy sporo o białych Rosjanach, Irlandczykach lub Rumunach walczących za sprawę Hiszpanii Franco z karabinem w ręku. Hiszpanie są bardzo skrupulatni w tej mierze, więc gdyby jakiś polski frankista autentycznie się zasłużył albo wyróżnił jakimś heroicznym czynem, to byłoby to odnotowane.
- Propaganda lewicowa podkreśla, że gen. Franco wsparła hitlerowska III Rzesza i faszystowskie Włochy. Jak duże było to wsparcie i jakie miało znaczenie dla konfliktu?
- W tym przypadku bardzo łatwo o odpowiedź: gdyby nie pomoc włoska i niemiecka, najpóźniej we wrześniu 1936 r. pucz generała Franco był się załamał. Pamiętajmy, że na szerszą skalę Rosjanie weszli do gry dopiero w październiku 1936 r. Oni poważnie liczyli się, że wcześniejsze zaangażowanie było im nie na rękę, bo niewiele mogli zyskać.
- Republikanie też otrzymali wsparcie innych państw: Sowietów, Brazylii i Meksyku. Sowieci przysłali swoich doradców, jeden z agentów NKWD, działający w Hiszpanii, Stanisław Waupszasow, skonstruował nawet piec krematoryjny do palenia zwłok…
- To wszystko są fakty.
- Sowieci nie pomogli republikanom za darmo. Ceną było hiszpańskie złoto…
- Nie było przypadku w historii świata, że jakieś państwo daje w prezencie takie ilości uzbrojenia innemu za darmo, zwłaszcza państwu zagrożonemu upadkiem. Gdy w grę wchodzą miliony, odchodzą sentymenty.
- Hiszpania podczas II wojny światowej pozostała państwem neutralnym. Jak gen. Franco tego dokonał?
- To jest temat na obszerne opracowanie, które powinno być materiałem szkoleniowym dla wszystkich polityków, w tym przede wszystkim polskich. Gen. Franco, hiszpański patriota, ograł Hitlera i co najmniej zneutralizował zapędy Churchilla i Roosevelta wobec swej ojczyzny, a zapewniam, że nie były one przyjazne. Franco był świetnym strategiem politycznym, choć czasem kiepskim politycznym taktykiem, a strategia to zawsze coś ważniejszego od taktyki, którą łatwiej zmodyfikować. Franco poza swą obsesją antymasońską, która miała jakieś swoje uzasadnienie, nie był rasistą i np. do Rosjan jako narodu, a nie przecież „czerwonego” państwa, odnosił się z wielkim szacunkiem.
- Jaką rolę w państwie frankistowskim odegrało Opus Dei?
- To był ten drugi fortepian, na którym zagrał gen. Franco, taki bardziej z europejską twarzą - pragmatycy w sutannach.
- W jaki sposób Opus Dei wpłynęło na liberalizację systemu frankistowskiego?
- Ważniejsze było to, że dynamiczne przyśpieszenie gospodarcze lat 60., ten legendarny hiszpański boom, wymusił liberalizację. Po prostu partnerzy handlowi, np. z USA lub NRF, nie mogliby swobodnie funkcjonować w kraju radykalnie opresyjnej dyktatury. No i masowa turystyka. Poza tym w latach 60. Hiszpania nie była wcale państwem policyjnym: przecież to czas rozkwitu hiszpańskiego kina, a statystyki mówią, że w Hiszpanii średnia agentów i funkcjonariuszy służb tajnych i policyjnych na 100 obywateli była poniżej średniej europejskiej.