Polski sędzia przyłożył się do przegranej skargi katyńskiej

6 min. czytania

Redakcja

18 listopada 2013 r.

6 min. czytania

Redakcja

18 listopada 2013 r.

Sprawa katyńska po raz kolejny pokazała, jak trudno dochodzić sprawiedliwości, gdy po drugiej stronie stoi państwo konsekwentnie uchylające się od odpowiedzialności. Rodziny ofiar zbrodni katyńskiej, które skierowały skargę przeciwko Rosji do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, oczekiwały nie tylko prawnej oceny rosyjskiego śledztwa, ale także elementarnego uznania ich prawa do prawdy. Tymczasem wyrok Wielkiej Izby ETPC w Strasburgu pozostawił więcej pytań niż odpowiedzi.

Dlaczego polski sędzia zasiadający w Trybunale opowiedział się przeciwko badaniu części sprawy istotnej dla rodzin katyńskich? Dlaczego Wielka Izba nie odniosła się w sposób wyczerpujący do argumentów strony polskiej? I jak to możliwe, że Rosja, która nie współpracowała z Trybunałem i odmówiła przekazania kluczowych dokumentów, ostatecznie uniknęła przegranej w najważniejszym wymiarze tej sprawy?

Krzywdzący wyrok w sprawie skargi katyńskiej

Polacy, którzy doprowadzili skargę katyńską przed Europejski Trybunał Praw Człowieka, wciąż nie mogą pogodzić się z rozstrzygnięciem Wielkiej Izby. Chodzi o piętnastu krewnych ofiar zbrodni katyńskiej, którzy domagali się, aby Strasburg ocenił sposób prowadzenia przez Rosję śledztwa dotyczącego mordu na polskich jeńcach wojennych z 1940 roku.

Wyrok ogłoszono 21 października. Głosowanie siedemnastu sędziów Wielkiej Izby było tajne, ale z treści uzasadnienia oraz zdań odrębnych można odczytać układ stanowisk. Szczególne emocje wywołała postawa polskiego sędziego, prof. Krzysztofa Wojtyczka. Z jego zdania odrębnego wynika, że uważał, iż Trybunał nie powinien badać zarzutu dotyczącego rosyjskiego śledztwa w kontekście art. 2 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, czyli prawa do życia.

To właśnie ten wątek był dla skarżących fundamentalny. Nie chodziło przecież o abstrakcyjną debatę historyczną ani o ponowne ustalanie, czy zbrodnia katyńska miała miejsce. Chodziło o ocenę, czy Rosja po latach przeprowadziła rzetelne śledztwo w sprawie ludobójczego mordu i czy miała obowiązek ujawnić rodzinom ofiar oraz Trybunałowi podstawowe dokumenty, w tym uzasadnienie decyzji o umorzeniu postępowania.

Wojtyczek zaznaczył jednocześnie, że nie zgadza się z poglądem większości sędziów, według której nie doszło do naruszenia art. 3 Konwencji, dotyczącego nieludzkiego traktowania krewnych ofiar. Jednak w najważniejszym punkcie, dotyczącym możliwości badania rosyjskiego śledztwa, jego stanowisko okazało się niekorzystne dla polskich skarżących.

Rosja nie współpracowała, ale wygrała

Szczególnie niezrozumiały jest kontrast między poszczególnymi elementami wyroku. Tylko czterech sędziów uznało, że Europejski Trybunał Praw Człowieka ma prawo zbadać rzetelność rosyjskiego śledztwa katyńskiego, umorzonego w 2004 roku bez ujawnienia uzasadnienia tej decyzji. Jednocześnie wszyscy sędziowie Wielkiej Izby zgodzili się, że Rosja naruszyła art. 38 Konwencji, bo nie współpracowała z Trybunałem.

Rosja została poproszona o przekazanie akt potrzebnych do rozpoznania sprawy. Szczególne znaczenie miała kopia postanowienia o umorzeniu śledztwa katyńskiego. Moskwa dokumentów nie przekazała. Innymi słowy: państwo pozwane odmówiło Trybunałowi materiałów koniecznych do oceny sprawy, naruszyło swoje zobowiązania, a mimo to w zasadniczym wymiarze uniknęło odpowiedzialności.

Trudno się dziwić, że rodziny ofiar i osoby wspierające skargę odebrały to jako decyzję głęboko niesprawiedliwą. Rosja nie ujawniła kluczowych dokumentów, nie wyjaśniła powodów umorzenia śledztwa, nie dokonała prawnej rehabilitacji ofiar, a jednak nie poniosła konsekwencji, jakich można było oczekiwać od europejskiego sądu praw człowieka.

Przeczytaj artykuł o tym, Policja i prokurator w Trybunale Konstytucyjnym. Święczkowski pisze do komendanta Boronia i mówi o „zamachu stanu”

Przedmiotem postępowania nie była sama zbrodnia katyńska rozumiana jako wydarzenie historyczne. Ta została dokonana decyzją najwyższych władz Związku Sowieckiego. Spór dotyczył rosyjskiego śledztwa, jego nierzetelności, tajności oraz odmowy uznania praw rodzin pomordowanych. Chodziło także o to, że ofiary przez dziesięciolecia w sowieckiej narracji przedstawiano jako zdrajców, a nie jako zamordowanych polskich jeńców wojennych.

„Sprawiedliwość, ale jaka?”

4 listopada w Pałacu Prymasowskim w Warszawie odbyła się debata pod znamiennym tytułem „Sprawiedliwość, ale jaka?”. Poświęcono ją wyrokowi Trybunału w sprawie skargi katyńskiej. Już sam tytuł spotkania dobrze oddawał nastrój po rozstrzygnięciu Wielkiej Izby: formalnie zapadł wyrok, ale trudno było mówić o poczuciu sprawiedliwości.

Podczas debaty prof. Ireneusz C. Kamiński, główny pełnomocnik skarżących, wskazywał na najbardziej zaskakujące i budzące wątpliwości elementy uzasadnienia. Zwracał uwagę na twierdzenia, które trudno pogodzić z wagą sprawy, zachowaniem Rosji oraz dotychczasową linią orzeczniczą dotyczącą obowiązków państw w zakresie wyjaśniania naruszeń prawa do życia.

Wyrok nie tylko rozczarował krewnych ofiar, ale także wywołał sprzeciw części sędziów. Czterej członkowie Wielkiej Izby – Ineta Ziemele z Łotwy, Vincent De Gaetano z Malty, Julia Laffranque z Estonii oraz Helen Keller ze Szwajcarii – przedstawili wspólne zdanie odrębne, w którym bardzo ostro ocenili decyzję większości.

Napisali: “Wyrażamy nasz głęboki sprzeciw i niezadowolenie z rozstrzygnięcia większości w tej sprawie – sprawie najbardziej odrażających naruszeń praw człowieka, które sprawią, że zamienią długą historię opóźnienia sprawiedliwości w trwałą odmowę sprawiedliwości”.

Sprawdź także: Domański chroni Gazprom? Ministerstwo blokuje 174 mln zł dla polskiego budżetu

Te słowa brzmią wyjątkowo mocno. I trudno się im dziwić. Sprawa katyńska nie jest zwykłym sporem proceduralnym. To jedna z najbardziej dramatycznych kart XX wieku, a zarazem test dla europejskiego systemu ochrony praw człowieka. Jeżeli nawet w takiej sprawie, przy odmowie współpracy ze strony państwa pozwanego, Trybunał nie jest w stanie jasno stanąć po stronie ofiar i ich rodzin, to pojawia się pytanie o realne granice jego skuteczności.

Polski sędzia i pytania bez odpowiedzi

Osobny problem stanowi stanowisko polskiego sędziego w tej sprawie. Prof. Krzysztof Wojtyczek jest doktorem habilitowanym nauk prawnych, związanym z Uniwersytetem Jagiellońskim. Od 1 listopada 2012 roku zasiada w Europejskim Trybunale Praw Człowieka. Wcześniej, w latach 1998–2012, pracował w biurze Trybunału Konstytucyjnego.

Właśnie dlatego jego postawa w sprawie skargi katyńskiej budzi tak wiele pytań. Dlaczego sędzia z Polski, kraju bezpośrednio dotkniętego zbrodnią katyńską, uznał, że Trybunał nie powinien badać rosyjskiego śledztwa w zakresie art. 2 Konwencji? Dlaczego nie wsparł tej części argumentacji, która dla krewnych pomordowanych była najważniejsza? Czy względy formalne mogą w takiej sprawie całkowicie przysłonić moralny i prawny wymiar odmowy ujawnienia prawdy?

Oczywiście sędzia w międzynarodowym trybunale nie jest reprezentantem własnego państwa i nie ma głosować zgodnie z narodowym oczekiwaniem. Ma orzekać zgodnie z prawem. Ale w sprawie katyńskiej trudno uciec od pytania, czy prawo zostało zastosowane w sposób, który służy sprawiedliwości, czy raczej w sposób, który pozwolił uniknąć odpowiedzialności państwu konsekwentnie ukrywającemu dokumenty.

Wielka Izba nie odpowiedziała w sposób satysfakcjonujący na argumenty strony polskiej. Nie zmierzyła się do końca z konsekwencjami rosyjskiej odmowy współpracy. Nie przyznała rodzinom ofiar tego, czego oczekiwały od europejskiego sądu: jasnego stwierdzenia, że państwo rosyjskie miało obowiązek rzetelnie wyjaśnić sprawę i okazać elementarny szacunek krewnym zamordowanych.

Sprawa Katynia nadal pozostaje otwarta

Wyrok ETPC nie zamyka sprawy Katynia. Może zamyka pewien etap prawny, ale nie zamyka pytania o prawdę, odpowiedzialność i pamięć. Rosja nadal nie ujawniła pełnych akt śledztwa. Nadal nie dokonała rehabilitacji ofiar w sposób, którego domagają się rodziny. Nadal nie potraktowała tej zbrodni z należytą powagą prawną i moralną.

Polecamy także: Walczył z pedofilią, sam usłyszał zarzuty gwałtów. Wśród ofiar Polka – i to jej grozi deportacja

Dla Polaków skarżących Rosję w Strasburgu była to walka nie tylko o dokumenty, lecz także o godność bliskich. O to, aby ofiary zbrodni katyńskiej nie pozostawały w cieniu sowieckich kłamstw i rosyjskich przemilczeń. O to, aby europejski wymiar sprawiedliwości nie zasłaniał się formalizmem wtedy, gdy przed nim staje jedna z największych zbrodni komunistycznych.

Dlatego po wyroku Wielkiej Izby pozostaje gorzkie pytanie: czy w Strasburgu rzeczywiście zabrakło kompetencji do zbadania rosyjskiego śledztwa, czy raczej zabrakło odwagi? Jeśli państwo, które odmawia współpracy z Trybunałem, może wygrać tak ważną sprawę, to mamy do czynienia nie tylko z porażką skarżących. To porażka samej idei europejskiej sprawiedliwości.

Napisane przez

Udostępnij

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

AfD notuje historyczny wynik w Saksonii-Anhalt. Weidel: „Wasza kadencja się skończyła”

Macron zwołał kryzysowe spotkanie w Pałacu Elizejskim. Rząd ma przygotować plan ochrony infrastruktury

Andrej Babisz: w razie ataku pomoglibyśmy Polsce z artykułu 5 NATO

Macron ostrzega przed atakami Rosji i szykuje plan obrony kraju

Moskwa w ogniu. Nalot ukraińskich dronów obnażył słabość Kremla

Ukraina traci obecnie około 27 tys. żołnierzy miesięcznie

Rosja „wybrała” Dumę. Fałszerstwa widać gołym okiem

Kanclerz Niemiec nie wytrzymał po zwycięstwie AfD. Merz: „to katastrofa”

Inne kategorie

Czytaj także