Najnowsze

Budżetowa kpina ministra Rostowskiego

Związana z nowelizacją ustawy budżetowej zapowiedź kontynuacji dotychczasowej polityki finansowej państwa, kolejne cięcia w wydatkach, w tym na najważniejsze cele, jakimi są nauka i obronność, oraz słowa: „pomyliliśmy się, ale wszyscy w Europie się pomylili” - wybrzmiały z ust ministra finansów Jana Vincenta Rostowskiego niczym szyderstwo.

O tym, że nowelizacja będzie konieczna, wiadomo było już podczas przyjmowania przez parlament obecnej jeszcze obowiązującej konstrukcji budżetu. Platforma Obywatelska zdecydowała się jednak wtedy na jego przeforsowanie. Dlaczego? Zapewne dlatego, że resort finansów nie do końca jeszcze miał pewność, ile obszarów wydatkowania państwa uda się przerzucić poza sferę finansowania z jego budżetu. Minister Rostowski, oficjalnie oskarżony przez opozycję o prowadzenie „kreatywnej księgowości”, wprost z sejmowej mównicy nie próbował nawet zaprzeczyć.

- Przerzucone zadłużenie na pokolenia następne, uderzenie w polskiego podatnika – wyliczała konsekwencje decyzji Rostowskiego poseł Beata Szydło (PiS). Bo wbrew zapewnieniom ministra to właśnie obywatele najbardziej odczują podejmowane obecnie decyzje. - Mówicie państwo, że pewne działania podejmujecie i będą one wprowadzane na okres przejściowy. Przypomnę, że podatek VAT też podwyższyliście na okres przejściowy i tak już zostało – zauważyła. Wytknęła rządzącym brak jakiejkolwiek strategii gospodarczej oraz politykę „jakoś to będzie”. Podkreśliła, że sam resort finansów po sześciu latach rządów ministra Rostowskiego i jego współpracowników wskazuje na trwały brak równowagi w finansach. - Czy w ogóle można to nazwać rządami? - pytała retorycznie.

Beata Szydło ostrzegła, że proponowane przez PO 7 mld zł oszczędności zostanie uzyskane kosztem najważniejszych dla państwa obszarów. Rodzi się zatem pytanie, czy Polska może sobie na to pozwolić i czy nie należałoby szukać innych rozwiązań. Redukcja wydatków obronnych armii na ponad 3 mld złotych uniemożliwi bowiem normalne funkcjonowanie systemu bezpieczeństwa państwa. 127 mln zł mniej na wydatki na zmiany projakościowe w szkolnictwie wyższym uderzy bezpośrednio w ogólny rozwój na wielu różnych płaszczyznach. Ponad 160 mln zł mniej na innowacyjność sprawi, że Polska z 4. miejsca od końca w tej dziedzinie ma wszelkie predyspozycje, by spaść na ostatnie.

Niepokojące jest również zmniejszenie wydatków o 161 mln zł na kulturę, które zapewne odbędzie się kosztem najmniejszych i najbardziej potrzebnych ośrodków w małych gminach, oraz 104 mln zł ze środków przeznaczonych na świadczenia rodzinne. Na przeciwdziałanie skutkom klęsk żywiołowych i usuwanie tych ostatnich nie wpłynie dotacja w wysokości 173,8 mln zł. Dla porównania - cięcia wydatków w Kancelarii Premiera po uchwaleniu wspomnianej nowelizacji wyniosą zaledwie 500 tys. zł.

Jednym z zaproponowanych przez PO zabiegów mających na celu doprowadzenie do ożywienia gospodarczego jest zwiększenie o 16 mld zł deficytu budżetowego. W ocenie resortu finansów ma to stanowić istotny impuls dla rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Pomysł gry deficytem nie jest nowy. Kilka lat temu, w 2009 r., takie rozwiązanie proponowało Prawo i Sprawiedliwość. Propozycja ta spotkała się jednak z ogromnym sprzeciwem ekipy Donalda Tuska. „Dla takich propozycji nie ma i nie będzie nigdy zgody. To propozycje, które rujnują finanse publiczne” – to oficjalne stanowisko przedstawiciela klubu Platformy Obywatelskiej, będące odpowiedzią na zaproponowany przez PiS pakiet działań antykryzysowych przytoczyła poseł Beata Szydło. Uzasadnienie ministra Rostowskiego dla przyjęcia nowelizacji budżetu uznała przy tym za kuriozalne, gdyż po raz kolejny nie przedstawił on żadnych konkretnych i rozsądnych działań jeśli chodzi o politykę finansową państwa. Przypomniała, że dramatycznie brakuje ponad 20 mld zł dochodów, a przerzucanie pieniędzy z konta na konto bynajmniej tego nie zmieni.

- Jeśli chodzi o dług publiczny, prowadzimy bardzo odpowiedzialną politykę – przekonywał Rostowski i nie sposób było nie odnieść wrażenia, że sam nie wierzył w to, co mówił, ledwo powstrzymując się od śmiechu. Podkreślał, że relacja zadłużenia do produktu krajowego brutto jest w Polsce jedną z najniższych w Europie (w ciągu ostatniego roku dług w Polsce wzrósł o 10,5 pkt. proc. PKB), co nie stanowi żadnego argumentu, biorąc pod uwagę, iż pieniądze te nie zostały spożytkowane w należyty sposób, a mianowicie tak, aby przynieść konkretne, odpowiednio wysokie zyski.

Warto w tym momencie zauważyć, że założenia kształtu budżetu na rok 2014, nad którymi powinna obecnie trwać intensywna i konstruktywna dyskusja, nadal są owiane wielką tajemnicą. Zamiast tego trwa jałowa debata nad obecnym budżetem. Minister Rostowski uparcie milczy we wspomnianej sprawie, nawet podczas posiedzeń Komisji Finansów Publicznych. Jedynie on wie, ile ma do ukrycia - i to chyba nie tylko długów…

 


Anna Wiejak

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika "Nasza Polska" Nr 36 (931) z 3 września 2013 r.

 

Fot. Internet