Damian KaczanPo co nam kodeks? Mamy kserokopiarkę

Damian Kaczan20 lutego, 20218 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Pod koniec ubiegłego roku Rządowe Centrum Legislacji opracowało projekt nowelizacji ustawy o prawach konsumenta i Kodeksu cywilnego. Trwają konsultacje propozycji. Wydawałoby się, że to nic niezwykłego. Między innymi do opracowywania projektów ustaw utworzono ową instytucję. Lektura powołanego dokumentu pozwala jednak zmienić zdanie. Oto proponuje się dokonanie poważnej zmiany kierunku, w którym idzie nasze państwo.

Zacząć warto od przypomnienia, w jakim celu uchwala się ustawy nazywane kodeksami. Kodeks ma stanowić stabilne źródło podstawowych norm prawnych dla danej gałęzi prawa. Dotyczy on bardzo szerokiego zakresu spraw, ale mimo wszystko najbardziej znaczących dla życia obywateli. Krótko mówiąc kodeks ma regulować kwestie najbardziej życiowe, codzienne. W założeniu powinien stanowić punkt odniesienia dla wszystkich innych ustaw, dotyczących szczegółowych problemów – jeśli chodzi o terminologię i konstrukcje prawne. Należy więc dążyć do tego, żeby do kodeksu obywatele sięgali intuicyjnie. Kiedy większość interesujących nas przepisów prawnych możemy znaleźć w jednym dokumencie, do tego opracowanym w sposób wewnętrznie spójny i logiczny, dużo łatwiej ustalić, wedle jakich reguł powinniśmy postępować, jakie mamy prawa oraz obowiązki. Życie wówczas staje się bardziej przewidywalne i prostsze.

Do czego dążą projektodawcy? Nowelizacja ma wyprowadzić reżim rękojmi oraz gwarancji konsumenckiej z kodeksu cywilnego i przenieść go na grunt ustawy o prawach konsumenta. Rękojmia i gwarancja przy umowach, gdzie nie występuje konsument pozostanie unormowana nadal w kodeksie. To jednak nie koniec. Opisywany projekt służy implementacji do polskiego porządku prawnego dwóch dyrektyw Unii Europejskiej. Jak to często bywa w podobnych przypadkach propozycja, o której mowa, nie jest niestety dostosowaniem wymogów unijnych do polskiego prawa już obowiązującego – do czego państwa członkowskie mają nie tylko prawo, ale wręcz ciąży na nich taki obowiązek. Projekt w dużej mierze stanowi proste przeniesienie tekstu dyrektywy metodą „kopiuj-wklej” (a gdzie deklarowane przez partię rządzącą dbanie o suwerenność Polski w ramach UE na płaszczyźnie prawnej?). Tekst taki ze swej natury wpisuje się w systematykę i terminologię prawa unijnego, a nie polskiego. Dlatego znajdują się w nim pojęcia i rozwiązania nieprzystające do rozwiązań przyjętych w polskim kodeksie cywilnym. Właśnie z tego powodu Traktaty unijne stanowią, że dyrektyw nie stosuje się bezpośrednio w państwach członkowskich, lecz trzeba osiągać jedynie efekt w nich wskazany za pomocą środków przewidzianych w prawie krajowym. Polskie władze – nieważne z nadania którego obozu politycznego – często jednak wcale się tym nie przejmują. Może zwyczajnie nie mają na tyle silnego zaplecza intelektualnego, aby sprostać wspomnianemu zadaniu. Wydaje się to bardzo prawdopodobne ,skoro opinie niezależnych ekspertów niezgodne z linią danej partii nie są mile widziane.

Jaki będzie efekt uchwalenia ustawy wedle powyższego projektu? Pogłębienie chaosu prawnego i osłabienie roli kodeksu cywilnego, a w konsekwencji zwiększenie dezorientacji zarówno przedsiębiorców jak i konsumentów. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że pierwotnie rękojmia oraz gwarancja były uregulowane w Kodeksie cywilnym. Następnie w latach 2003-2014 obowiązywała w Polsce ustawa o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej, podobna w swym założeniu do opisywanego projektu. Przed siedmioma laty natomiast udało się powrócić do dobrego rozwiązania i uregulować wspomniane instytucje w Kodeksie także w przypadku umów konsumenckich.

Biorąc powyższe pod uwagę można by stwierdzić, że jedynie kręcimy się na legislacyjnej karuzeli. Politycy uchwalają raz jedno, a raz drugie, aby tylko pokazać, że coś robią, pracują dla kraju. Z pewnością jest to jeden z powodów przedstawionych działań. Szkoda tylko, że musimy za nie wszyscy płacić, nie wspominając już o związanej z nimi emisji CO2, czasie, siłach i środkach, które można byłoby poświęcić innym celom.

Dostrzegam też drugie dno projektu. Zdaje się ono wpisywać w ogólną tendencję wygodną dla władzy, dostrzegalną szczególnie silnie w czasach restrykcji Covidowych. Rozmontowywanie spójności systemu prawnego powoduje, że społeczny szacunek dla prawa spada. Skłania to ludność do robienia tzw. przekrętów, ale przede wszystkim jest wspaniałe z punktu widzenia tych spośród polityków, dla których procedury republikańskie stanowią imposybilizm, zagrożenie dla ich posad i ryzyko utraty świetnego źródła dochodu. Obywatelowi kombinującemu, obchodzącemu przepisy prawne trudniej jest mieć pretensje do rządzących o robienie tego samego – chociażby pozostawał osobiście uczciwy, ale absurdalna konstrukcja systemu prawnego zmuszała go do nieprzestrzegania norm prawnych. W takich przypadkach usprawiedliwienie dla rządzących może być dla części społeczeństwa nawet bardziej wiarygodne w myśl zasady dobry car (aktualnie rządzący politycy) – źli bojarzy (fatalna jakość prawa).

 

Udostępnij:

Damian Kaczan

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

15 + jedenaście =

Posty powiązane

Pamięć złotej rybki

Pamięć złotej rybki

18 stycznia, 2021 1
Publiczne, czy prywatne?

Publiczne, czy prywatne?

5 sierpnia, 2020