Damian KaczanKiedy każdy ma trochę racji – dalszy ciąg awantury wokół Sądu Najwyższego

Damian Kaczan Damian Kaczan13 maja, 20208 min

Dyskurs publiczny w ostatnim czasie zdominowały sprawy związane z COVID-19 i wyborami prezydenckimi. Na medialnym drugim planie toczy się natomiast walka o stanowisko Pierwszego Prezesa  Sądu Najwyższego (dalej: PPSN). Trwają obrady Zgromadzenia Ogólnego Sędziów Sądu Najwyższego, które ma wyłonić 5 kandydatów na to stanowisko. Ostatecznego wyboru dokona Prezydent RP. Oby cały proces zakończył się jeszcze w czasie bieżącej kadencji Andrzeja Dudy. W przeciwnym razie dojdzie nam wspaniały problem legalności decyzji Prezydenta RP obejmującego urząd w atmosferze skandalu związanego z pominięciem podstawowych zasad prawa wyborczego (odsyłam do moich wcześniejszych tekstów i bloga na facebooku). Jednak już na obecnym etapie zgłoszono wiele zastrzeżeń co do poprawności trwającej procedury.

Podstawowym problemem pozostaje skład gremium obradującego. Unijny Trybunał Sprawiedliwości (dalej: TS) w postanowieniu z dnia 8 kwietnia 2020 r. (C-791/19 R) nakazał Polsce wstrzymanie stosowania przepisów ustawy o Sądzie Najwyższym dotyczących Izby Dyscyplinarnej. Na pierwszy rzut oka wydawałoby się więc, że jej sędziowie niejako zostali zawieszeni w swoim urzędowaniu. Sytuacja jest nieco bardziej skomplikowana. Abstrahując od oceny orzeczenia TS, przepisy objęte wspomnianym nakazem stanowią jedynie o działalności Izby Dyscyplinarnej jako wydzielonej organizacyjnie części Sądu Najwyższego (dalej: SN). Nie regulują natomiast statusu samych sędziów. W polskim prawie do zawieszenia sędziego SN w czynnościach służbowych  stosuje się art. 129 ustawy o ustroju sądów powszechnych, którego wymienione postanowienie nie dotyczy. Sędzia SN może zatem zostać czasowo pozbawiony uprawnienia do wykonywania swej funkcji tylko przez sąd dyscyplinarny w ściśle określonych okolicznościach. Wydanie postanowienia przez TS do nich nie należy. Ponadto TS nie jest sądem dyscyplinarnym. Zgodnie z art. 36-37 ustawy o SN (także nieujętych w postanowieniu TS) w odniesieniu do osoby powołanej przez Prezydenta RP na stanowisko sędziego SN może jeszcze nastąpić wygaśnięcie stosunku służbowego albo przeniesienie w stan spoczynku – również w wyliczonych w ustawie przypadkach. Jak zapewne domyślasz się Drogi Czytelniku w przepisach tych nie przewidziano wydania orzeczenia przez TS. Mamy więc sędziów Izby Dyscyplinarnej SN, a jakoby ich nie było, co oczywiście ma znaczenie dla wyniku głosowań w sprawie kandydatów na PPSN.

Żeby tego było mało zgłasza się wątpliwości, czy aby na pewno status sędziego mają osoby powołane na stanowiska sędziów pozostałych izb SN na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa (dalej: KRS) już w składzie zdominowanym przez członków wybranych przez Sejm. Na mocy art. 179 Konstytucji z 1997 r. i art. 29 § 1 ustawy o SN rozstrzygające znaczenie ma chyba jednak dokonanie powołania przez Prezydenta RP wraz ze złożeniem wobec niego ślubowania.

Drugi istotny problem to osoba przewodniczącego obecnie trwającym obradom Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN. Wedle przepisów obowiązujących od 2003 r. funkcję tę pełnić miał najstarszy służbą sędzia SN – w razie gdyby nie mógł nim być urzędujący PPSN. Rozwiązanie owo przyjęto nawet w nowej ustawie o SN z 2017 r. (mającej „zreformować” SN). Dnia 14 lutego br. zmieniono jednak regulacje prawne i teraz przewodniczącym gremium wybierającego kandydatów na PPSN zostaje sędzia SN wyznaczony przez Prezydenta RP (również w razie, gdy nie może tego robić urzędujący PPSN).

Z tej pobieżnej analizy wynikałoby, że formalnie protesty przeciw temu, co dzieje się w SN trudno uzasadnić. Sposób w jaki Zjednoczona Prawica tworzy prawo, a następnie je stosuje pozostawia jednak wiele do życzenia. Co do nowych reguł powoływania sędziów SN to rzeczywiście z art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji z 1997 r. nie wynika wprost, kto wybiera 15 z spośród 25 członków KRS. Przepis stanowi jedynie o tym, iż członkowie ci muszą mieć status sędziego w Polsce. Uwzględniając pozostałe jego postanowienia można jednak stwierdzić, że nie powinien dokonywać tego Sejm, Senat ani Prezydent RP – zwłaszcza, że KRS ma stać na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów (art. 186 ust. 1 ustawy zasadniczej). W przypadku lutowej zmiany ustawy o SN łatwo natomiast domyślić się, że chodziło o zagwarantowanie dopuszczenia do obrad Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN osób, których status jest kwestionowany, co z kolei kierownictwo Zjednoczonej Prawicy uznaje za swój interes.

Do samych sędziów wybranych wedle wątpliwych zasad oraz obecnego przewodniczącego Zgromadzenia Ogólnego Sędziów SN nie należy mieć pretensji, że przyjęli swoją funkcję. Nie zrobili w ten sposób niczego złego. Protesty kierowałbym raczej do twórców obowiązujących przepisów. 

Udostępnij:

Damian Kaczan

Damian Kaczan

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

one × 1 =