Karol KwiatkowskiCancel culture – kultura unieważniania

Karol Kwiatkowski10 stycznia, 20216 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

J.K. Rowling, Margaret Atwood, Salman Rushdie i 150 innych autorów, podpisali się pod listem potępiającym tzw. „cancel culture”. List został opublikowany w listopadzie 2020 r.  w Harper’s Magazine.

Kultura anulowania, unieważnienia to nowoczesna forma ostracyzmu, w której ktoś zostaje wyrzucony z kręgów społecznych lub zawodowych – albo online, w mediach społecznościowych, albo w prawdziwym świecie, albo w obu równocześnie. O tych, którzy są przedmiotem tego ostracyzmu, mówi się, że są „odwołani” lub „unieważnieni”.

„Wolność wymiany informacji i idei, siła napędowa liberalnego społeczeństwa, z każdym dniem staje się coraz bardziej ograniczona. O ile oczekujemy tego od radykalnej prawicy, cenzura rozprzestrzenia się również szerzej w naszej kulturze: nietolerancja społecznych poglądów, moda na publiczne znęcanie się i ostracyzm oraz tendencja do ślepego rozwiązywania złożonych problemów politycznych (…) Zbyt często słyszy się wezwania do szybkiej i surowej zemsty” – czytamy w liście pisarzy.

„Niezależnie od argumentów w kontekście każdego incydentu, wynikiem będzie stałe zawężanie granic tego, co można powiedzieć, bez groźby odwetu” – piszą autorzy.

Cancel culture wywodzi się z lewicujących amerykańskich ośrodków akademickich. Absolwenci tych uniwersytetów wchodzą coraz mocniej w życie publiczne i uważają, że każdego można unieważnić. Każdego kto ma niezgodne z nimi poglądy.

Kultura unieważnienia to inaczej mówiąc likwidacja z przestrzeni publicznej poglądów, które nie są zgodne z lewicowym punktem postrzegania świata. Można się pokusić nawet o określenie tego jako lewackiej ortodoksji.  Kiedyś się mówiło, że kogoś takiego odsądzamy od czci i wiary, teraz go unieważniamy. Prawda, że brzmi ładniej?

Lewicowe środowiska próbują zastraszyć każdego kto ma inne poglądy i nie chodzi tu o dyskusję i przekonanie adwersarza tylko o unieważnienie, o rugowanie z przestrzeni publicznej, o likwidację autorytetu lub osoby. Spotkało to J.K. Rowling, która funkcjonowała w przestrzeni publicznej jako „poczytna pisarka i autorka bestsellerowych powieści” i nagle stała się „podrzędną pisarzyną”. Dlaczego? Ano, ośmieliła się mieć odmienne zdanie niż lewacka ortodoksja w temacie osób transseksualnych.

Wróćmy do listy, którego autorzy wcale nie występują w obronie Rowling i ciężko mu zarzucić jakiekolwiek kontrowersyjne treści.

„Ograniczenie debaty, bez względu na to, czy przez represyjną władzę, czy nietolerancyjne społeczeństwo, zawsze kończy się krzywdą tych, którzy władzy nie mają, i utrudnia wszystkim uczestnictwo w demokratycznych procesach. Złe idee pokonuje się poprzez ich obnażenie, bitwę na argumenty i przekonywanie, a nie uciszanie czy przemilczanie. Odmawiamy dokonania fałszywego wyboru pomiędzy sprawiedliwością i wolnością, jedna bez drugiej nie istnieje” – piszą autorzy listu.

Kultura unieważnienia zaczęła wychodzić z Internetu i lewicowe bojówki „unieważniają” spotkania i inne imprezy.

Wyborcza podaje, że w październiku 2019 r. Thomas de Maizière, były minister spraw zagranicznych z CDU, miał czytać fragmenty ze swojej książki. Spotkanie uniemożliwili – unieważnili – lewicowi aktywiści. W sile stu osób zablokowali salę, tłumacząc, że de Maizière i jego partia są odpowiedzialni za niemiecki eksport broni.

Zablokowano również wykład Bernda Luckego, współzałożyciela AfD, na Uniwersytecie w Hamburgu. Obrzucono go kulkami z papieru, krzyczano: „Spieprzaj!”, zwymyślano od nazistowskich świń. Opuścił budynek uniwersytecki bocznym wyjściem w asyście policji – podaje Wyborcza.

„Der Tagesspiegel” pytał po tych wydarzeniach, czy na niemieckich uniwersytetach działają lewicowi „strażnicy dyskursu”, którzy uciszają nielubiane opinie.

W Polsce „cancel culture” nie osiągnęła jeszcze poziomu porównywalnego z amerykańskim czy niemieckim, ale niestety wszystko przed nami. Kultura unieważniania jest nieodzownym elementem neomarksizmu, którego gorących zwolenników nie brakuje w naszym państwie.

 

 

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

trzy × trzy =