Maciej EckardtEndeckie rozważania

Maciej Eckardt Maciej Eckardt10 lipca, 202013 min

Różni zwolennicy Andrzeja Dudy przekonują mnie, że właśnie na niego powinienem oddać głos. Im bliżej finału wyborów, tym ich naciski stają się intensywniejsze i bardziej natarczywe. Tłumaczę im cierpliwie, że z endeckiego punktu widzenia, głosowanie na Andrzeja Dudę jest niemożliwe i że wymagają ode mnie zbyt wiele. Próbują złapać mnie w sidła, argumentując, że niektórzy endecy będą jednak głosować na Dudę. Odpowiadam im spokojnie.

Owszem, są endecy, którzy zagłosują na obecnego prezydenta. Niektórzy z własnej woli, inni na wyraźne polecenie PiS-u. Nie jest to dla mnie żaden dyskomfort, a co najwyżej okazja do zrewidowania lub potwierdzenia mojej opinii o części kolegów, którzy nadal nimi pozostaną bez względu na kogo zagłosują, a to dlatego, że łączą mnie z nimi wspomnienia i wspólna praca. Endecja już tak ma, że jest w niej rdzeń, który określić można umownie „endecją klasyczną”, od którego pod wpływem różnych okoliczności odpadają mniejsze lub większe opiłki, a czasami nawet pokaźne fragmenty.

Dopowiadam, że są także tzw. endecy „oddelegowani”. To osoby i środowiska, które mają za zadanie udawać endecję, by ją kompromitować i ośmieszać. Dzięki internetowi oraz różnym kanałom społecznościowym robią to sprawnie, osiągając nawet niezłe osiągi. Treści, które przekazują łatwo skompromitować i ośmieszyć, ale po to przecież po to są kolportowane.

Są także endecy „oddelegowani”, którzy tworzą „poważne” instytucje, portale i projekty, które wpisują się w nurt endecki i za takie uchodzą do czasu, aż nie zabrzmi pisowski róg. Momentalnie wówczas podchwytują jego melodię i zachęcają do głosowania zgodnie z wytycznymi płynącymi z ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie. Współzależność ta ma różny charakter, najczęściej merkantylny. Spotkać można również endeków „naiwnych”, co z politycznego punktu widzenia brzmi jak oksymoron. Niemniej tacy są. Nawet niemało.

Kiedy udaje mi się uporać z argumentem, że część endeków jednak zagłosuje na Andrzeja Dudę, dostaję najczęściej pytanie o powody, dla których endek nie powinien zagłosować na Andrzeja Dudę. Wskazuję wówczas na głębokie niezrozumienie przez Andrzeja Dudę, czym jest urząd prezydenta i w jaki sposób należy go sprawować. Wyjaśniam, że w polskich warunkach ustrojowych głowa państwa jest szczególnym depozytariuszem najważniejszego aktu prawnego, a mianowicie Konstytucji. Bez względu na to, czy się prezydentowi ona podoba czy też nie, jego podstawowym obowiązkiem jest jej strzec. Konstytucja, nawet z mankamentami, jest aktem stabilizującym państwo. Jest rękojmią ładu ustrojowego i społecznego oraz gwarantem praw obywatelskich. Jest ich kotwicą.

Prezydent może inicjować debatę na jej temat, ba, może podejmować działania na rzecz zmiany konstytucji, ale nie może jej obchodzić, poniewierać nią, ani tym bardziej łamać. Musi działać w zakresie prerogatyw, jakie mu ona wyznacza. To endecki kanon. Mówię, że Andrzej Duda podczas sprawowania kadencji pomylił role. Uznał, że to nie Konstytucja RP, lecz Prezydent RP jest źródłem prawa w Polsce. Skutkiem tego były popełnione przez niego delikty prawne, które dyskwalifikują go jako osobę sprawującą urząd prezydenta, a tym samym do ubiegania się o ponowną kadencję.

Potem dyskusję kieruję na politykę zagraniczną. Tłumaczę z endeckiej perspektywy, że ta prerogatywa prezydencka jest doskonałym narzędziem budowania autorytetu i wzmacniania siły państwa, tymczasem Andrzej Duda uczynił z niej instrument jednostronnego wiązania polskich interesów w ramach Pax Americana. Efektem tego było zaniedbanie w Europie ważnych dla Polski inicjatyw, takich jak Trójkąt Waimarski czy Grupa Wyszehradzka, które o wiele skuteczniej pozwoliłyby nam realizować polską rację stanu w europejskich ramach, także w odniesieniu do Rosji, którą Andrzej Duda uznał za oczywistego wroga Polski.

Tłumaczę, że endekowi trudno oddać głos za Andrzejem Dudą ze względu na upartyjnienie urzędu prezydenta. Wskazuję, że była to najbardziej partyjna prezydentura w historii III RP, że kandydat, do którego starają się mnie przekonać, nawet nie silił się, by wyjść z partyjnych butów. Stał się za to żyrantem najbardziej kontrowersyjnych ustaw oraz nominacji zlecanych mu przez PiS, często wręczanych pod osłoną nocy. To ewenement na skalę światową, biorąc oczywiście pod uwagę kraje o ugruntowanej demokracji, a nie bantustany.

Mówiąc o endeckim punkcie widzenia, wskazuję również na aspekt propagandowy, od którego nie sposób uciec. To za przyzwoleniem Andrzeja Dudy, polska opinia publiczna została poddana bezprecedensowemu bombardowaniu propagandowemu, którego skalę można porównać do propagandy sukcesu epoki Gierka. Tyle, że w zakresie stosowanych technik manipulacji oraz rozmachu w prowadzeniu akcji defamacyjnych w stosunku do przeciwników politycznych, epokę Gierka można uznać za szczyt kurtuazji i taktu. Pan prezydent stał się niestety twarzą i głównym beneficjentem tej propagandy. Dla endeka jest to sytuacja nie do zaakceptowania.

A Trzaskowski, pytają? A Trzaskowski też nie jest kandydatem endeckim, odpowiadam. Więc, jak powinien zagłosować endek? Po endecku, mówię. I wyjaśniam.

Kiedy endek nie ma swojego kandydata w drugiej turze wyborów, tym bardziej powinien kierować się rozumem i chłodną kalkulacją. Kierowanie się rozumem i chłodną kalkulacją wyklucza w tym przypadku uleganie jakimkolwiek szantażom moralnym czy aksjologicznym.

W warunkach wyniszczającej wojny politycznej, permanentnego posługiwania się kłamstwem i narzucania toksycznych narracji przez zwalczające się komitety wyborcze, endek powinien być impregnowany na każdy opad propagandowy oraz przetaczające się nad jego głową grzmoty.

Wojna między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską nie jest wojną endecką. To jest ich wojna. I tylko ich. Dlatego wojna ta nie powinna endeka angażować emocjonalnie, pomimo że słyszeć będzie endeckie zawodzenia i nawoływania. Endek powinien uznać je za syrenie śpiewy i zignorować.

Ktokolwiek zostanie wybrany w tych wyborach prezydentem, z endecją nie będzie miał wiele wspólnego. Endek wie, że po odsączeniu szlamu wyborczego, różnica pomiędzy kandydatami będzie niewielka. W obszarach, za które odpowiada prezydent będzie ona wręcz symboliczna. Obaj bowiem reprezentują to samo „ukąszenie giedroyciowskie” i okrągłostołowe.

Endek, jeśli zdecyduje się oddać głos na któregoś z nich, uzna takiego kandydata za środek, a nie cel polityczny. Endek przyjmie za punkt wyjścia to, co jest dobre dla państwa i zagłosuje przeciw kandydatowi, który państwo demoluje. Zrobi to, będąc absolutnie nieczułym na serwowane mu błyskotki wyborcze, także endeckie.

Endek zagłosuje czysto politycznie. Oznacza to, że zagłosuje przeciw kandydatowi, którego obóz polityczny stanowi także największe zagrożenie dla środowiska endeckiego. Endek przy urnie będzie pamiętał, że reprezentuje obóz szczególnie wyczulony na przejawy gnojenia państwa i brania narodu za przysłowiową „mordę”.

Endek nie obrazi się na wynik wyborów. O ile okażą się uczciwe, rzecz jasna. Uzna, że naród dokonał wyboru i nie będzie z tym dyskutował. Endek jest bowiem narodowym demokratą. Z wszystkimi tego konsekwencjami.

Endek wie, że kończy się kolejny etap narodowego mordobicia. Że po nim rozpocznie się następny, równie zaciekły i brutalny. Że jako wspólnota narodowa pędzimy ku przepaści, pod wodzą wilków w owczych skórach.

Ale endek wie, że w polityce nie ma nic wiecznego. Pamięta, że przed stu laty, wojna powszechna pomiędzy zaborcami otworzyła Polsce drogę do niepodległości.

Endek wie, że dzisiaj w Polsce również toczy się wojna powszechna. O to, jaka ma być Polska. I endek wie, co ma w takiej sytuacji zrobić.

Maciej Eckardt

Felietony i komentarze nie zawsze odzwierciedlają poglądy i opinie redakcji

Udostępnij:

Zobacz także

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

eleven − seven =

Posty powiązane