Stanisław MichalkiewiczSpór o różnicę łajdactwa

Stanisław Michalkiewicz Stanisław Michalkiewicz21 maja, 2020513 min

W miarę postępów epidemii zbrodniczego koronawirusa coraz lepiej możemy poznać naturę i przedmiot walki politycznej w naszym bantustanie, do której wciągane są coraz to nowe środowiska. Przybiera ona bowiem postać licytacji o różnicę łajdactwa. Znakomitego przykładu dostarcza „afera maseczkowa”: „jak wy tak, to my tak!”

„Gazeta Wybocza”, kierując się mądrością etapu, zdemaskowała prof. Kamila Zaradkiewicza jako sodomitę i drugsmena,  nie bacząc na zastrzeżenia ze strony sodomitów, że jakże tak można. Najwyraźniej sodomici nie czytali Woltera, który przecież  napisał, że „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku” i stąd ich zdumienie na widok pryncypialnego oburzenia pana red. Michnika, który na codzień występuje nie tylko jako unus defensor sodomiae, ale nawet jako protektor i promotor tej dewiacji, dla niepoznaki określanej mianem szlachetnej „orientacji”.

W odpowiedzi na to rządowa telewizja zaczęła wyciągać tak zwane „wstydliwe zakątki” panu Rafałowi Trzaskowskiemu, którego Wielce Czcigodny poseł Pupka, kiedy już w jakiś sposób zmłotował posągową Małgorzatę Kidawę-Błońską by zrezygnowała, wytrzepał z rękawa, jako kolejnego „najlepszego” kandydata na prezydenta. Ciekawe, ilu najlepszych kandydatów Wielce Czcigodny poseł Pupka jeszcze wytrzepie ze swego rękawa, bo widać, że jego potencjał wynalazczy nie zna granic.

Ale to jeszcze nic, bo do licytacji tych wszystkich prezydentów zdążyliśmy się już przyzwyczaić, w porównaniu z bombą z opóźnionym zapłonem, którą na uroczystość setnej rocznicy urodzin Jana Pawła II odpalili panowie bracia Sekielscy. Chodzi oczywiście o pedofilię wśród księży-sodomitów, co panowie bracia nieopatrznie w swoim filmie pokazali, a co potwierdził przewielebny ks. Tadeusz Isakowicz-Zalewski, mówiąc o „lawendowej mafii” i „rzymskiej chorobie”. Tę niestaranność nieubłaganym palcem wytknęli panom braciom Sekielskim tubylczy sodomici, oskarżając ich o „tendencje inklinacyjne” w postaci „homofobii” i w ogóle.

Być może dlatego tak szybko doszło do przyćmienia show panów braci Sekielskich przez Kazika Staszewskiego, który napisał piosenkę, to znaczy – przebój o dwóch bólach: „ten ból jest twój – ten mój; ktoś nas tu robi w… bambuko…” – i tak dalej. Ścisłe kierownictwo trzeciego Programu PR umieściło też przebój na czele „listy przebojów”, na co ścisłe kierownictwo III programu PR, unieważniło ludowe głosowanie pod pretekstem, że zostało ono zmanipulowane. Jeszcze raz potwierdziło się spiżowe spostrzeżenie klasyka demokracji Józefa Stalina, że nieważne, kto głosuje, ważne – kto liczy głosy. W tym przypadku głosy policzyło ścisłe kierownictwo programu trzeciego, więc w tej sytuacji nie mało innego wyjścia, jak demonstracyjnie opuścić tę rozgłośnię, co przyszło mu tym latwiej, że na mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby lada dzień ruszyło konkurencyjne radio Nowy Świat, gdzie excules znajdą przytulisko. Ciekawe, czy ta nowa rozgłośnia też będzie korzystała, jeśli nie z rządowych, to jakichś nierządnych subwencji, czy też będzie – jak powiadają bywalcy Rynku Bałuckiego w Łodzi – „na własnym życiu”. W tym drugim przypadku może być trudno zwłaszcza, że na rządowym wikcie każdy nabiera przyzwyczajenia do pewnego luksusu, więc kiedy trzeba będzie wydłubywać kit z okien, liczba płomiennych bojowników o wolność słowa może gwałtownie stopnieć. Na razie jednak, dopóki nie padła salwa, wszyscy demostrują postawę buńczuczną.

Po emisji filmu panów braci Sekielskich podniosły się nader krytyczne głosy przeciwko duchowieństwu, z których można było wydestylować obraz tego środowiska jako hordy dotkniętej priapizmem, która dniem i nocą poluje na ofiary płci obojga. Najwyraźniej tedy, w charakterze pierwszego poważnego ostrzeżenia, rządowa telewizja nadała film pana Sylwestra Latkowskiego „Nic się nie stało”, o – jak to określił prezydent Sopotu – „kurwidołku” ukrywającym się pod patetyczną nazwą „Zatoka Sztuki”. Ta nazwa nie jest jednak tak całkiem bezpodstawna i to z dwóch powodów. Po pierwsze różne sztuki, w dodatku z udziałem małoletnich panienek, rzeczywiście się tam wyprawiały, a po drugie – sztuki te odbywać się miały w obecności celebrytów, którzy sami pragną uchodzić za „ludzi sztuki”. Czy oni też te wszystkie sztuki wyprawiali – tego z filmu dowiedzieć się nie można, bo pan Latkowski z dziewcząt poddawanych  tam tak zwanemu „lansowaniu” („a potem lansował mnie przez dwie godziny”) niewiele wycisnął poza tym, że korzystały one z tak zwanego „sponsoringu”.

I znowu musimy tu oddać sprawiedliwość Józefowi Stalinowi, który przywiązywał wielką wagę do językoznawstwa.  Pani Blanka Lipińska, autorka pornograficznych powieści, którą pan Latkowski w swoim filmie pokazał, wyjaśniała swoją obecność w „Zatoce Sztuki” wykonywanym tam zajęciem „menażerki nocnego klubu”. Nawet nie wiedziałem, że takie słowa są, bo jako człowiek starej, bądź co bądź, daty pamiętam, że kiedyś osoba zatrudniona na takim stanowisku nazywała się „bajzelmamą”, no ale i czasy się zmieniają i nazwy też – co sokolim wzrokiem spenetrował właśnie Józef Stalin.

Oglądając film pana Latkowskiego nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że stanowi on pierwsze poważne ostrzeżenie dla tych wszyskich celebrytów, żeby się opamiętali nie w tym sensie, by zrezygnowali z uprawiania wspomnianych sztuk z panienkami, tylko żeby przestali nieubłaganymi palcami wytykać zamiłowanie czy nawet zapamiętałość do sztuki innym, a zwłaszcza osobom i środowiskom wskazanym im przez Sanhedryn i Salon jako polityczni przeciwnicy.

„Nikt nie jest bez grzechu wobec Boga, ani bez winy wobec cara” – zdawał się mówić pan Latkowski – w związku z tym nie podskakujcie, tylko róbmy sobie na rękę zgodnie z zasadą Leben und Leben lassen. Utwierdziłem się w tym przekonaniu zwłaszcza po wysłuchaniu „debaty”, podczas której pan Latkowski imiennie wywoływał celebrytów do opamiętania. W takiej sytuacji nie mieli oni innego wyjścia, jak zapowiedzieć wytoczenie panu Latkowskiemu procesów. Pierwszy oznajmił o tym pan Kuba Wojewódzki, o którym myślałem, że odkorkowuje panienki już dojrzałe, a tu proszę! Jak mówią wymowni Francuzi – „l`appetit vient en mangeant”, co się wykłada, że apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Rzecz w tym, gdzie te wszystkie procesy będą się toczyły. Jeśli celebrytom uda się załatwić, by toczyły się one przed sądami znanego na całym świecie z niezawisłości gdańskiego okręgu sądowego, to wygraną mają w kieszeni, chyba, że przezorny pan Latkowski najważniejsze asy ukrywa jeszcze w rękawie, zgodnie z zasadą „wiem, ale nie powiem”. Bo z filmu wynika, że funkcjonariusze tamtejszej prokuratury pobierali część zysków z cudzego nierządu w naturze, podczas gdy o sposobach stosowanych ad captandam benevolentiam niezawisłych sądów w znanym na całym świecie z niezawisłości gdańskim okręgu – cyt! – wobec  czego nie wiemy, czy w gotówce, czy w naturze. Jak tam było, tak tam było, zawsze jakoś było, bo jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było – mawiał dobry wojak Szwejk – toteż nic dziwnego, że niezawisłe sądy, jak dotąd, potraktowały bohaterów skandalu nader pobłażliwie.

Udostępnij:

Zobacz także

5 komentarzy

  • Avatar
    Dr. Paul Kopetzky

    23 maja, 2020 at 11:23 am

    Rzeczywiście, to, co się dzieje i narasta od wielu lat w naszej umiłowanej ojczyźnie to żenada, dno i wstyd. Jest coraz mniej rzeczy pozytywnych, optymistycznych zwyczajnie normalnych. Gdyż o tę normalność po prostu chodzi nam wszystkim! Pora uciekać?! Umierać?! Hibernowac się?!
    Zgroza AD 2020!

    Odpowiedz

    • Avatar
      PI Grembowicz

      29 maja, 2020 at 12:53 pm

      Tak, PO – PiS, akcja – reakcja jak w przyrodzie /darwinizm!/, biologii, fizyce…
      Błędne samobójcze, mordercze koło.
      Źle.
      I co z resztą, nami, Polską, życiem?!

      Odpowiedz

  • Avatar
    Katolik

    25 maja, 2020 at 11:25 am

    Wiary już nie ma więc koniec blisko.

    Odpowiedz

  • Avatar
    Dariusz

    29 maja, 2020 at 12:07 pm

    Ja tylko w sprawie adolfowej ortografii.
    Leben und Leben lassen – falsch, leben und leben lassen – richtig.
    Mamy tu bezokolicznik leben (żyć), nie zaś pisany wielką literą rzeczownik das Leben (życie).

    Odpowiedz

    • Avatar
      PI Grembowicz

      29 maja, 2020 at 3:14 pm

      Tak, ale np. w tytule to jednak /ten/ czasownik byłby pisany dużą literą!
      Ech ten język naszych odwiecznych wrogów/i teraz równie UE!
      =-O 😉 🙂 :-! :O 😀 O:-)
      Pozdrowienia!

      Odpowiedz

Odpowiedz PI Grembowicz Zrezygnuj z odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

1 × 3 =