Palavery białych człowieków z dzikimi

Stanisław Michalkiewicz2 lipca, 202012 min

Wreszcie jakaś dobra wiadomość! Pan premier Morawiecki powiedział, że już nie potrzebujemy obawiać się zbrodniczego koronawirusa i na głosowanie w drugiej turze wyborów iść bez obawy.

Bez obawy, to wiadomo, bo przecież nad naszym bezpieczeństwem czuwa nie tylko Służba Bezpieczeństwa, to znaczy pardon – jaka tam znowu “Służba Bezpieczeństwa”, kiedy wiadomo przecież, że nad naszym bezpieczeństwem czuwa ABW, no i oczywiście – pan minister Szumowski ze swoimi współpracownikami, co podobno się pokrywa, przynajmniej częściowo.

Jestem jednak przekonany, że to są fałszywe pogłoski, rozpuszczane przez nieprzyjaciół pana ministra Szumowskiego, skupionych głównie wokół żydowskiej gazety dla Polaków pod redakcją Adama Michnika oraz wokół obozu zdrady i zaprzaństwa, który też przecież chciałby sobie przy tej okazji pokraść, a nie może. Więc możemy popędzić na głosowanie bez obawy – ale czy również bez maseczek? Skoro nie musimy już bać się zbrodniczego koronawirusa, to po co te wszystkie maseczki? Tajemnica to wielka, zwłaszcza, że policja, a nawet Żandarmeria Wojskowa, jak gdyby nigdy nic, łapią i karzą zapominalskich – ale pewne światło rzuca na nią okoliczność, że chodzi o tak zwane “święto demokracji”, czyli wybory.

To święto demokracji jest tak wielkie, że ugina się przed nim wszelkie kolano, a w tej sytuacji również zbrodniczy koronawirus musiał się zreflektować i powściągnąć swój jad na okres głosowania. Ale kiedy już prezydent naszego nieszczęśliwego kraju zostanie wybrany, z pewnością wróci do swoich ulubionych rozrywek ze zdwojoną energią. Obóz zwolenników pana prezydenta Dudy utrzymuje, że jeśli wygra pan prezydent, to w naszym imieniu dogada się jakoś z koronawirusem. Na przykład obieca mu “wirusowe plus”, a wtedy koronawirus będzie dziesiątkował ludność państw ościennych, które takiej oferty mu nie przedstawiły.

Natomiast jeśli wygra pan Trzaskowski i zacznie pogrążać nas w sprośnych błędach Niebu obrzydłych, to koronawirus, wiedząc, że na żaden program finansowy liczyć już nie może, zacznie dziesiątkować nas. Zwolennicy pana Trzaskowskiego twierdzą jednak, że to nieprawda, bo pan Trzaskowski jest znany na całym świecie ze swojej nowoczesności, podobnie jak wyrobnicy przemysłu rozrywkowego, czyli – jak sami się patetycznie określają – “ludzie kultury”, co to jeszcze niedawno “srać chodzili za chałupę”. W obliczu takiego majestatu nawet koronawirus się zadziwi i zlęknie, więc tylko pan Trzaskowski może zapewnić nam bezpieczeństwo, zwłaszcza przy wsparciu ze strony starych kiejkutów, które od 1989 roku reżyserują tubylczą scenę polityczną.

Wygląda na to, że czy wygra ten, czy tamten, to po wyborach też będzie toczyło się życie i na przykład minister finansów, pan Tadeusz Kościński, który przez całe ostatnie 100 dni konspirował się, niczym Hermenegilda Kociubińska, oświadczył niedawno, że jeszcze w lipcu trzeba będzie pilnie znowelizować ustawę budżetową. Oznacza to, że zaraz po wyborach zaczniemy się zastanawiać, skąd wziąć szmalec, to znaczy – poszukiwać dodatkowych miliardów. Tak było i za Edwarda Gierka, który rzucił hasło: “szukamy 20 miliardów!” Ale – jak czytamy w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak” – “niestety nic my nie znaleźli; przecież to Pcim, nie wyspa skarbów!”

Na razie jednak sztaby obydwu kandydatów i niezależne media głównego nurtu uwijają się wokół doprowadzenia całego naszego mniej wartościowego narodu tubylczego do stanu białej gorączki, między innymi okładając się “debatami”. Telewizja rządowa urządza debatę w Końskich, podczas gdy telewizja nierządna, podejrzewana o to, że powstała za pieniądze ukradzione z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego, z którego zniknęło 1640 milionów dolarów, próbuje zwabić pana prezydenta Dudę na debatę do siebie w nadziei, że zrobi z niego marmoladę.

Te debaty podobne są do programu “Tele-Echo”, prowadzonego za pierwszej komuny w telewizji przez panią red. Irenę Dziedzic, “bez swojej wiedzy i zgody” zarejestrowaną przez SB w charakterze tajnego współpracownika. Otóż swoim gościom kazała ona podobno uczyć się odpowiedzi na pamięć, dzięki czemu wywiady przebiegały sprawnie, chociaż zdarzały się momenty, że jakiś tępawy rozmówca zapominał dalszego ciągu, ale wtedy był przez panią Irenę taktownie naprowadzany na główny wątek i później odpowiadał, jak z nut.

Podobnie bywało w Chinach, o czym opowiadał mi Guy Sorman, jak to w pewnej wsi partia pozwoliła mu na rozmowę z wdową Wu. Oczywiście musiał zawczasu przysłać pytania, więc wdowa Wu nauczyła się odpowiedzi na wyrywki, co, nawiasem mówiąc, stało się przyczyną kłopotliwej sytuacji. Audiencja u wdowy miała trwać godzinę, ale ponieważ wdowa recytowała odpowiedzi z szybkością karabinu maszynowego, wywiad zakończył się po 45 minutach. Zapadła krępująca cisza i wtedy Guy Sorman, już poza protokołem, zapytał wdowę Wu, kiedy była szczęśliwa – a ta bez namysłu odparła, że „za Czang-Kai-Szeka!” Zdrętwiał ze zgrozy i sekretarz partii i miejscowy ubek i dygnitarze drobniejszego płazu, że przecież wszystkiego dopilnowali, a tu nagle coś takiego i to jeszcze w obecności „zamorskiego diabła”! I nie wiadomo, jak by się to skończyło, gdyby wdowa Wu przytomnie nie dodała: „bo miałam 18 lat!” Wszyscy odetchnęli z ulgą, bo jużci – któż nie miał 18 lat? Toteż i teraz na pewno będziemy mogli obserwować palavery białego człowieka z dzikusami – ale oczywiście rozbite na dwie zantagonizowane, niezależne telewizje: rządową i nierządną.

Ponieważ w związku z wyborami wszyscy zostali zmobilizowani, to nie ma nikogo, kto by zajął się setną rocznicą Bitwy Warszawskiej, która przypada już 15 sierpnia. Pan minister Gliński odfajkował sprawę, proponując w charakterze pomnika tego zwycięstwa śrubę do połowy wkręconą w ziemię przy Placu na Rozdrożu w Warszawie. W tej sytuacji sprawę próbuje wziąć w swoje ręce amerykańska Polonia. Mój Honorable Correspondant nadesłał mi projekt listu otwartego do pana ministra Glińskiego, którego sygnatariusze proponują uczczenie tej rocznicy pomnikiem autorstwa Stanisława Szukalskiego, którego projekt istnieje od 1921 roku i przedstawia „Polskiego Centaura” z głową Orła i rękoma w kształcie husarskich skrzydeł. Trudno powiedzieć, czy pan minister kiedykolwiek się do tego pomysłu ustosunkuje, bo na razie trwa gorączkowa krzątanina wokół kolejnej rocznicy tzw. „pogromu kieleckiego”, której obchody, chociaż podobnie „skromniejsze”, będą trwały kilka dni. Chodzi o to, że ta rocznica wpisuje się zarówno w niemiecką jak i żydowską politykę historyczną, w której narodowi polskiemu przeznaczono odrażający wizerunek narodu morderców, więc triumf tego narodu nad bolszewikami dowodzonymi przecież przez Żydów: Włodzimierza Lenina i Lwa Trockiego może być – skoro już musi – uczczony śrubą.

Stanisław Michalkiewicz

Udostępnij:

Leave a Reply

Koszyk