Wyzwolenie - Zbigniew Żmigrodzki

Używanie tego słowa na oznaczenie wydarzeń w 1944 i 1945 roku, kiedy armia sowiecka wkroczyła na terytorium Polski, ma miejsce jeszcze dzisiaj, choć budzi zasadnicze zastrzeżenia.                             


Jednego okupanta zastąpił drugi, znany aż za dobrze z lat 1939 – 1941, gdy zachowywał się na polskich kresach wschodnich jeszcze bardziej zbrodniczo od Hitlera. Przygotował sobie drogę  umożliwiając hitlerowcom dokonanie hekatomby Powstania Warszawskiego i eliminując walczące z Niemcami oddziały Armii Krajowej – zwłaszcza we Lwowie i w Wilnie. Po wkroczeniu, korzystając ze spisów sporządzonych przez rozsianą po kraju komunistyczną agenturę, mordował, więził i wywoził do Rosji „niebezpieczny”, patriotyczny element, aby „oczyścić grunt” pod instalację rządu złożonego z przywiezionych i krajowych komunistów. W polskim społeczeństwie obawiano się ustanowienia siedemnastej sowieckiej republiki, jednak Stalin nie zaakceptował tego życzenia czerwonych „Polaków”: atrapę samodzielności uznał za bezpieczniejszą, w obliczu walczących jeszcze przeciw nowej władzy licznych grup „żołnierzy niezłomnych”.

     Ze względów taktycznych utrzymywano jeszcze do 1950 roku fikcję normalności: w oficjalnych uroczystościach uczestniczyli księża, święcono nowe budynki i inne obiekty. W szkołach odmawiano przed lekcjami modlitwy, odbywała się nauka religii. Prowadzili ją wchodzący w skład grona nauczycielskiego księża prefekci, z reguły świetnie do tej roli przygotowani i nie zaabsorbowani pracą w parafiach. Począwszy od lat 50. wszystko się zmieniło: komunizm pokazał swoje prawdziwe oblicze. Trzeba było uważać nie tylko na to, co się mówi, ale i na zachowanie podczas rozlicznych parad, akademii i szkoleń. Rozwinął działalność Urząd Bezpieczeństwa Publicznego, wypełniły   się więzienia, w tym katownie we Wronkach, Rawiczu i Fordonie. Metody, stosowane w śledztwie, wzorowane na sowieckich, przewyższały nawet udręki Gestapo. Opuszczając siedziby UBP, jeżeli to się w ogóle udało, pozostawało się kaleką do końca życia. Oprawcy odchodzili na wysoko płatne emerytury; po zwycięstwie „Solidarności” przejęli władzę w Polsce „liberalni demokraci”, starający się, aby zbrodniarzom z tamtych lat włos z głowy nie spadł. Teraz, po przegranych wyborach, ci obrońcy i utrwalacze dawnego „porządku”, założywszy „Komitet Obrony Demokracji”, wyprowadzają ludzi na ulice przy wsparciu mediów, obsadzonych szczelnie potomkami minionego czasu i wyhodowanymi przez nich reprezentantami anarchicznego libertyństwa. Donoszą na Polskę do Unii Europejskiej, kłamiąc na potęgę. Szerzą oszczerstwa w zagranicznych środkach przekazu . Grożą rebelią, obaleniem Prezydenta i rządu. Aby tylko w tradycjach „Polski Ludowej”, PRL i Trzeciej RP wiecznie trwać.                

 

                                                        

Zbigniew Żmigrodzki                                          


16-03-2016 admin

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Warto wiedzieć

"Miś" Kamiński i Andrzej Morozowski sporządzili kiedyś chwalebne "dzieło" pt. "Koniec PiS-u". Rzeczywistość okazała się inna: to ich "Platformę" może czekać koniec. Zastąpi ją KOD lub "Nowoczesna" bądź połączenie tych awanturniczych gromad, zarządzone przez niewidocznych sterników antyrządowej rebelii. Tymczasem Tusk chce wyprzeć Schetynę i zastąpić Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tylko tak dalej...
 
W "Super Expressie" wyróżnia się jako podgryzacz władzy Sławomir Jastrzębowski. Cytujemy: "KOD wyprzedza PiS  (...) ten ruch, pchany przez niewidzialne a sprawne ręce, dziś zwyciężyłby w wyborach". - Ciekawe, czyje to ręce? Zgłaszają się BND, Mossad,CIA, a chyba i złowrogi Putin. Jednak najpewniej są to ręce którejś z naszych specjalnych, podobno aż siedmiu, służb. Proponujemy dobrze trzepnąć po łapach...

 

 

 

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis