Dlaczego najbogatsi ludzie świata kibicują wdrażaniu „równości”? Ewa Działa-Szczepańczyk

Nie trzeba dysponować specjalnie rozwiniętą spostrzegawczością by zauważyć, że w ostatnich latach zarysowała się ścisła zależność między działaniami wielkiego światowego biznesu a wdrażaniem marksizmu kulturowego (ta zależność szczególnie wyraźnie jest widoczna w tzw. świecie białego człowieka). Można ją ubrać w następujące słowa: „Ekspansja ideologii neomarksistowskiej jest wprost proporcjonalna do rosnącego bogactwa właścicieli wielkich gospodarczych, medialnych i finansowych bytów".


W nieco rozszerzonej wersji prawidło to można by ująć w ten oto sposób: właściciele wielkich ponadnarodowych korporacji i koncernów, dzierżący w swoich rękach coraz większe bogactwa, będący siłą sprawczą rosnącej dysproporcji w stanie posiadania ludzi zamieszkujących naszą planetę (doprowadzający miliony z nich do egzystencji niegodnej człowieka. Ocenia się, że blisko 25 milionów ludzi wykonuje niewolniczą prace, nie mogąc spłacić zaciągniętych długów), są szczególnie uwrażliwieni na nierówności społeczne, w szczególności te związane z dyskryminacją rasową, narodową, płciową, homofobią itp. (czyli tymi, z którymi „walczą" wyznawcy ideologii neomarksistowskiej). Tylko jedna nierówność owych gigantów biznesu zupełnie nie boli – ta materialna, do której powstania walnie się przyczyniają (obecnie 28 ludzi posiada majątek równoważny temu, który należy do 50% mieszkańców naszej planety czyli w przybliżeniu do 3,8 miliarda ludzi). Owi mega-biznesmeni usta mają pełne haseł o potrzebie budowy społeczeństwa otwartego, mówią dużo o godności człowieka i poszanowaniu jego praw, o demokracji i tolerancji, prowadząc jednocześnie luksusowe życie, posiadając prywatne wyspy i po kilka rezydencji w różnych miejscach naszego globu, przemieszczając się prywatnymi samolotami i fundując sobie ekscentryczne zachcianki typu prywatne loty w kosmos itp. Skąd bierze się ta „ideologiczna równościowa skłonność" tych dobrze radzących sobie w biznesie. Z prostego powodu - ten ideologiczny bełkot nie dla nich, a dla nas jest przeznaczony i to my mamy go wchłonąć. Dlatego owi „wrażliwcy" ochoczo finansują wszystkie przedsięwzięcia, organizacje, instytucje państwowe i fundacje, które „równość" w wydaniu neomarksistowskim propagują lub przymusowo wdrażają, a wszelkie przejawy braku entuzjazmu dla tej ideologii, zwalczają z całą bezwzględnością. Oto kilka przykładów tego „lewicowego" przegięcia w wydaniu właścicieli wielkiego biznesu. Koncern „Ikea" pokazał ostatnio w Polsce swoją „lewicową twarz" zwalniając pracownika tylko za to, że sprzeciwił się narzuconemu przez firmę obowiązkowi świętowania Międzynarodowego Dnia Przeciw Homofobii, Bifobii i Transfobii (to klasyczny przykład „zastosowania" tolerancji represywnej – jednego z narzędzi siłowego wdrażania neomarksizmu). Właściciele takich gigantów cyfrowych jak Google i YouTube, Facebook, wprowadzają cenzurę na treści, które nie pasują do budowanego dla nas marksistowskiego świata, zwłaszcza te związane z etykę chrześcijańską. Znany multimilioner George Soros poczuł w sobie przemożną chęć krzewienia wśród „ciemnych" narodów świata idei społeczeństwa otwartego i w tym celu nie żałuje swojej (i nie tylko swojej) wielkiej kasy, transferując ją poprzez fundacje i organizacje do różnych krajów (w tym do Polski np. poprzez Fundację Batorego czy Otwarty Dialog). Podobnych przykładów można by mnożyć wiele. Wyłania się więc pytanie – dlaczego właściciele tych wielkich korporacji i koncernów (których finanse niejednokrotnie przewyższają budżety wielu państw), są tak wielkim fanami myśli neomarksistowskiej, skoro jako ludzie biznesu, są przecież pragmatyczni i każdy wydany grosz, ma się im zwrócić, najlepiej wielokrotnie. Ktoś zapyta – a może pragną część swoich gigantycznych dochodów przeznaczyć na „szczytny cel"? Tak – ale dlaczego ten „szczytny cel" jest zawsze ten sam? Widać, wdrażanie ideologi neomarksistowskiej jest po prostu kolejną dobrą biznesową inwestycją. Na czym polega ten ideologiczny biznes? Na stosunkowo prostej kalkulacji. Żeby ją zrozumieć trzeba się zapoznać (choćby pobieżnie) z założeniami marksizmu kulturowego (neomarksizmu). Bez tej wiedzy, niektórzy polscy katolicy, prosto z mszy udadzą się na tęczowy pochód i będą wspierać głoszone tam hasła, nie widząc w swoim zachowaniu nic godnego pożałowania. Pokrótce, neomarksizm stworzyło kilku „mędrców" ze Szkoły Frankfurckiej, którzy pracując „ciężko" latami w Niemczech (i w okresie ostatniej wojny, w USA), zrewidowali założenia marksizmu klasycznego, jako już nieużytecznego (bo opartego na walce klas) i stworzyli teoretyczne podwaliny nowej rewolucji trwającej od lat 60-tych XX w.  W tej nowej odsłonie marksizmu, zarzewiem rewolucji ma być nie klasa robotnicza, a wyłonione lub wykreowane sztucznie grupy społeczne oraz negacja wszelkich norm i prawideł rządzących życiem społecznym. Konsekwencją wdrażania w życie owej ideologii jest zawsze destrukcja społeczna - rozbicie struktur społecznych w tym głównie rodziny i ogólnie degradacja zasad rządzących życiem ludzkim (w wymiarze indywidualnym i społecznym). Rodzi się pytanie - jaki jest związek owej destrukcji z wielkim światem biznesu? Okazuje się, że bardzo duży. Posiadanie wielkich pieniędzy rodzi zawsze pokusę władzy, najlepiej niczym nieograniczonej. A kiedy można ją łatwo przejęć, a potem bez przeszkód zarządzać ludźmi? Wówczas, kiedy tkanka społeczna zostanie rozerwana, a ludzie staną się nieświadomymi swojego stanu, pozbawionymi wszelkich praw niewolnikami. Ot i cała tajemnica – dlaczego WIELCY TEGO ŚWIATA (wielcy posiadanym pieniądzem) tak mocno kochają równość w wydaniu neomarksistowskim, a tak naprawdę są gorącymi zwolennikami tezy Georga Orwella - „Wszyscy są równi, ale niektórzy równiejsi".

 

 

Ewa Działa-Szczepańczyk

 


Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis