Święty Andrzej Bobola z rodu szlacheckiego

Święty Andrzeju,
Patronie trudnych czasów!
Ty krzepiłeś Polaków
w czasach wszelkiego zagrożenia.
Oddajemy się Tobie w opiekę.
Pomagaj nam wytrwać
pośród wszystkich doświadczeń
osobistych i społecznych....


Wyjednaj nam łaskę
Bożego pokoju i jedności,
byśmy z rozwagą i ewangeliczną roztropnością
umieli dostrzegać i oceniać
sprawy własne i sprawy Narodu
w świetle Ewangelii Chrystusa.
Uproś nam odwagę działania,
byśmy nie trwali w bezradności
wobec zła, które nie ustaje.
Niech nas napełnia Boża radość,
gdy zwyciężamy albo ponosimy porażki.
Święty Andrzeju Bobolo,
oręduj za nami u Pana.
Amen.

 

 

Święty Andrzej Bobola  patron dzisiejszego dnia, jest ciągle dla każdego chrześcijanina  wezwaniem do naśladowania. Żyjemy w pięknym kraju, o pięknych tradycjach z ponad tysiącletnią kulturą chrześcijańską i dziedzictwem pokoleń. Nie było by tego skarbu, gdyby nie męczennicy, święci  i gorący patrioci. Zauważalna  była i jest obecność i wstawiennictwo Świętego Andrzeja  Boboli w Polsce. Mówiło się, że jest to patron dany na trudne czasy. Ja mówię, że jest to patron dany na dzisiejsze czasy, które wykuwają przyszłość. Pracą swoją obdarzał potrzebujących , nie zważał na wyznanie. cieszył się zaufaniem wszystkich był człowiekiem o wielkim sercu, umiejącym współczuć z innymi w cierpieniu.  Angażował się bardzo w pracę nad prawosławnymi. Wielu z nich przychodziło do kościoła jezuickiego, aby posłuchać kazań lub nauki katechizmu. To oddziaływanie prowadziło do licznych nawróceń. Nie bez znaczenia była też troska o rozwój kultu maryjnego, którego krzewicielami stały się Sodalicje i chłopi gromadzący  się licznie na naukach głoszonych w wiejskich chatach. Praca duszpasterska była niejednokrotnie dla Boboli okazją aby stanąć w szranki z duchownymi prawosławnymi. Oczytanie w pismach Ojców Kościoła greckiego, do czego dopomogła mu wyniesiona z jezuickiej szkoły średniej dobra znajomość tego języka, sprawiło, że z każdej dysputy wychodził zwycięsko. Jako doskonały  duszpasterz: świetny spowiednik i kaznodzieja. Podejmował pracę j misjonarza ludowego: udzielał chrztu św., sakramentalnym związkiem połączył 49 par żyjących przedtem bez ślubu, wielu nakłonił do spowiedzi i poprawy życia. Do największych jego osiągnięć należy przejście na katolicyzm dwu całych wsi: Bałandycze i Udrożyn. Fakt ten tak bardzo rozwścieczył   Kozaków, ze postanowili zamordować Andrzeja Bobolę. Dla zainteresowanych zamieszczam życiorys Świętego Andrzeja Boboli pięknie napisany przez księdza  Zdzisława Pałubickiego SJ Andrzej Bobola  - urodzony  29 lub 30 listopada najprawomocniej w Strachocinie koło Sanoka  w 1591 roku W dwudziestym roku życia - po jezuickim gimnazjum w Braniewie - wstąpił do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Wilnie. Pod koniec lipca 1613 roku złożył śluby zakonne. W latach 1613-1622 studiował filozofię i teologię w Akademii Wileńskiej - z dwuletnią przerwą, w czasie której odbywał praktykę pedagogiczną w szkołach jezuickich, najpierw w Braniewie a potem w Pułtusku. Święcenia kapłańskie otrzymał 12 marca 1622 roku. Profesję czterech ślubów zakonnych złożył w kościele Świętego Kazimierza w Wilnie 2 czerwca 1630 roku.   A oto stenogramem streszczone lata jego pracy w różnych placówkach zakonu: w latach 1623-1624 był rektorem kościoła, kaznodzieją, spowiednikiem, misjonarzem ludowym i prefektem młodzieży w Nieświeżu. Jako misjonarz o. Andrzej obchodził wioski, chrzcił, łączył pary małżeńskie, godził zwaśnionych. W latach 1633-1635 był moderatorem Sodalicji Mariańskiej wśród młodzieży w Połocku. W roku 1636 został mianowany kaznodzieją w Warszawie. W roku 1637 jest ponownie w Połocku, w latach 1638-1642 w Łomży, potem w Wilnie (1642-1643, 1646-1652).   Na szczególną uwagę zasługuje ostatnie pięciolecie jego życia. Był to niewątpliwie heroiczny okres w życiu Andrzeja Boboli. Z ogromnym poświęceniem - nie dojadając i nie dosypiając - pracował jako misjonarz w okolicach Pińska wśród ludzi wybitnie zaniedbanych. Zasłużył wtedy na zaszczytne przydomki "apostoła Pińszczyzny" i "łowcy dusz". Było jednak wielu takich, których drażniła jego apostolska działalność. Śmierć męczeńską poniósł z rąk Kozaków w Janowie Poleskim 16 maja 1657.  Męczeństwo Czasy, w których przyszło pracować św. Andrzejowi, były bardzo burzliwe. Nieustanne wojny: z Rosją, ze Szwecją, z Kozakami i Tatarami niszczyły kraj i wyludniały całe okolice. Do napięć politycznych dołączyły się religijne. W "obronie" prawosławnych wystąpił wódz Kozaków, Piotr Konaszewicz, a po nim jeszcze gwałtowniej Bohdan Chmielnicki. Pińsk jako miasto pogranicza Rusi był szczególnie narażony. W maju 1657 roku Pińsk zajął oddział kozacki pod dowództwem Jana Lichego. Najbardziej zagrożeni byli misjonarze: o. Maffon i o. Bobola. Obaj ratowali się ucieczką, by uniknąć zemsty za ich duszpasterską działalność wśród prawosławnych. Dnia 15 maja o. Maffon został ujęty w Horodcu przez oddział Zielenieckiego i Popenki i na miejscu zamordowany.  Święty Andrzej schronił się do Janowa, odległego od Pińska 30 km. Stamtąd udał się do wsi Peredił. Dnia 16 maja Kozacy wpadli do Janowa. Na wiadomość, że św. Andrzej jest w Peredilu, wzięli ze sobą przewodnika Jakuba Czetwerynkę i puścili się za Świętym w pogoń. Na prośbę mieszkańców wsi, którzy dowiedzieli się, że jest poszukiwany, chciał św. Andrzej użyczonym mu wozem ratować się ucieczką. Kiedy jednak dojeżdżali do wsi Mogilno, napotkali poszukujący go oddział kozacki. Uradowani Kozacy zdarli najpierw ze Świętego suknię kapłańską i na pół obnażonego zaprowadzili go pod płot. Przywiązanego do słupa zaczęli bić nahajami. Była wiosna. Wieśniacy pracowali w polu. Byli więc tego świadkami.   Namowami i groźbami starali się zmusić o. Andrzeja, by się wyparł wiary katolickiej. Kiedy ten stanowczo odmówił, oprawcy ucięli gałęzie wierzbowe, upletli z nich koronę na wzór Chrystusowej i włożyli ją na głowę kapłana, ściskając ją coraz mocniej, tak jednak, by nie pękła czaszka. Potem zaczęto Świętego policzkować, aż wybito mu zęby. Wyrywano mu paznokcie i zdarto skórę z górnej części jego ręki. Po tych mękach Kozacy odwiązali od płotu ofiarę, okręcili go sznurem, który przywiązali do koni i wlekli kapłana po drodze, kłując go lancami.   W Janowie właśnie był targ. Zaczął gromadzić się tłum. Ojca Andrzeja przyprowadzono przed dowódcę. A oto dialog, jaki się pomiędzy katem i jego ofiarą wywiązał:    "Jesteś ty księdzem?" "Tak", odpowiedział święty. "Moja wiara prowadzi do zbawienia. Nawróćcie się". Dowódca zamierzył się szablą i byłby zabił Świętego, gdyby ten nie zasłonił się ręką, która została zraniona.   Zawleczono Świętego do pobliskiej, miejskiej rzeźni, rozłożono go na stole i zaczęto palie jego ciało ogniem. Oprawcy następnie wycięli kapłanowi tonsurę na głowie do kości, na plecach wycięli mu skórę w formie ornatu. Rany posypywali sieczką. Potem odcięto mu nos i wargi, wykłuto jedno oko. Kiedy zaś z bólu stale wzywał imienia Jezusa, w karku zrobiono otwór nożem i wycięto mu język. Wreszcie Męczennika powieszono nogami do góry i uderzeniem szabli zakończono jego katusze. Działo się to 16 maja 1657 roku.  Na wiadomość, że do Janowa zbliża się poważny oddział wojsk polskich, Kozacy wycofali się z miasta. Ciało męczennika przeniesiono do miejscowego kościoła. Stąd zabrali je jezuici do Pińska i pochowali w podziemiach kościoła klasztornego. Po latach o miejscu pochowania Męczennika zapomniano.  

Beatyfikacja

 Andrzej Bobola przypomniał o sobie 16 kwietnia 1702 roku, gdy - we śnie czy na jawie - ukazał się rektorowi kolegium, ks. Marcinowi Godebskiemu, i obiecał szczególną opiekę, pod warunkiem, że rektor poleci odnaleźć trumnę i umieści ją oddzielnie. Po trzech dniach znaleziono trumnę i odkryto wieko. Świadkowie zdarzenia zobaczyli ciało Męczennika pokryte kurzem, ale doskonale zachowane. Zaczęło się pielgrzymowanie do grobu" Andrzeja Boboli i przedziwne jego działanie na rzecz kolegium i całej Pińszczyny. Wkrótce podjęto starania o beatyfikację. Niestety, kasata jezuitów, wojny i rozbiory Polski przerwały starania.   Odnalezione relikwie Świętego przeszły prawdziwą udrękę, przenoszone z miejsca na miejsce. Kiedy kościół i klasztor jezuitów w Pińsku przejęli prawosławni (1793), o. Gr-ber wyrobił u cara Aleksandra I zezwolenie na przeniesienie relikwii św. Andrzeja do Połocka (1803). Jednak już w roku 1820 zostali jezuici z Połocka usunięci. Wówczas opiekę nad ciałem Świętego objęli pijarzy (1820-1839). Po ich kasacie relikwie przeniesiono do kościoła dominikanów. Po kasacie dominikanów (1864) straż nad ich kościołem przejęli księża diecezjalni.   W roku 1917 przy udziale metropolity mohylewskiego, K. Roppa, dokonano przełożenia relikwii. Z tej okazji wyjęto trzy żebra i podarowano je: jezuitom w Krakowie (kościół Św. Barbary) i do innych miejsc. Kult Andrzeja Boboli rozwijał się bardzo szybko.  Wyniesienie jednak na ołtarze szło opornie. Zabiegi polskich biskupów oraz starania jezuitów sprawiły jedynie, że Benedykt XIV 9 lutego wpisał Bobolę na listę męczenników za wiarę.   Opory zostały pokonane i pomimo że rząd carski robił wszystko, aby przeszkodzić sprawie, Andrzej Bobola został w dniu 30 października 1853 roku przez Piusa IX ogłoszony błogosławionym. Radość z beatyfikacji krzepiła wielu rodaków w ciężkich latach niewoli. Polacy, Litwini i Rusini mieli swego Patrona, któremu zgodnie z orzeczeniem Kościoła mogli oddawać cześć i zwracać się do niego w różnych potrzebach.  Rósł kult błog. Andrzeja wśród misjonarzy, którzy potajemnie wyjeżdżali do pracy na Podlasiu i wśród żołnierzy odchodzących na front podczas pierwszej wojny światowej - jakby w poczuciu, że ta wojna przyniesie wyzwolenie. To, co się stało w listopadzie 1918 roku, autorzy setek artykułów uznali za cudowne spełnienie się proroctwa. 

 Proroctwo

 Tutaj wypada wspomnieć o niezwykłym zdarzeniu, jakie miało miejsce w klasztorze dominikanów w Wilnie w 1819 roku. W swojej celi zakonnej ojciec Alojzy Korzeniewski modlił się do Andrzeja Boboli. Gdy już miał położyć się do łóżka, stanęła przed nim postać w stroju jezuickim i powiedziawszy mu, kim jest, kazała otworzyć okno celi.  Skoro tylko ojciec Korzeniewski spełnił polecenie, ujrzał rozległą równinę, a Bobola wyjaśnił, że jest to ziemia pińska, na której on miał szczęście ponieść męczeństwo za wiarę chrystusową.  Potem - w chwili, gdy Andrzej mówił: "patrz jeszcze, a zobaczysz to, co chciałeś widzieć" - zmienił się krajobraz. Na równinie pińskiej zjawiły się zastępy Rosjan, Turków, Francuzów, Anglików, Austriaków, Prusaków i innych, których ojciec Korzeniewski nie zdołał rozpoznać. Wszyscy walczyli z nie spotykaną dotąd zawziętością. Andrzej Bobola dorzucił takie słowa: "Gdy wojna, której masz obraz przed sobą, zakończy się pokojem, Polska zostanie odbudowana i ja zostanę uznany jej głównym patronem". 

Wędrówka relikwii MOSKWA   

W 1866 r. do Połocka przyjechała z Petersburga komisja rządowa. Rozeszły się bowiem wieści, że Błogosławionemu oddają cześć na równi z katolikami także prawosławni.   W czasie inspekcji oderwała się od sklepienia cegła i spadając raniła jednego z urzędników. Zabobonni komisarze, widząc w tym "interwencję Boboli", pospiesznie opuścili kaplicę. Pozostawiono ciało w spokoju aż do rewolucji. W czasach sowieckich kilkakrotne próby zbezczeszczenia relikwii zostały udaremnione zdecydowaną postawą społeczeństwa. Dopiero 23 czerwca 1922 roku kościół otoczyło wojsko. Zjawili się wysłańcy Kremla.   Po otwarciu trumny ciało obnażono i rzucono nim o posadzkę. Ku osłupieniu obecnych, zwłoki nie rozsypały się. Spisano protokół o ich stanie, stwierdzając, że "trup zawdzięcza swoje dobre zachowanie właściwościom ziemi, w której się znajdował". Po tym antyhumanitarnym akcie profanacji pozostawiono relikwie w spokoju, ale nie na długo. 20 lipca wtargnęli do kościoła "bojcy" i maltretując parafian broniących dostępu do trumny, wywieźli ciało do Moskwy, umieszczając je w gmachu Higienicznej Wystawy Ludowego Komisariatu Zdrowia.  O zwrot relikwii wszczął bezskuteczne starania rząd Polski. Według świadectwa Piusa XI wcześniej już Józef Piłsudski planował szarżę na Połock, by odebrać trumnę z ciałem Błogosławionego, ale zewnętrzne okoliczności udaremniły zamiar.  RZYM Gdy Związek Radziecki dotknęła klęska głodowa, w r. 1922 ginącemu narodowi z wydajną pomocą pospieszył Pius XI. Wówczas rząd Sowiecki - wobec zasług Papieskiej Komisji Ratowniczej - przychylnie załatwił prośbę Ojca Świętego o wydanie relikwii.  21 września 1923 dwaj przedstawiciele wspomnianej Komisji, jezuici: Edmund Walsh i Leonard Gallagher, w towarzystwie podsekretarza stanu Komisariatu Spraw Zagranicznych i trzech członków Czerezwyczaj -ki, udali się do budynku Higienicznej Wystawy, gdzie wskazano im trumnę ze zwłokami Boboli. Rząd Sowiecki nie życzył sobie, aby ciało powieziono przez Polskę, uzgodniono więc drogę przez Odessę i Konstantynopol. 25 września zażądano od Walsha, aby do protokołu odbiorczego dołączył zobowiązanie, że ciało pozostanie w Rzymie i nie będzie nikomu przekazane. Warunku tego ks. Walsh nie przyjął.   Do Wiecznego Miasta relikwie przybyły w uroczystość Wszystkich Świętych. Złożono je w bazylice Św. Piotra w Watykanie, a w maju 1924 r. papież przekazał ciało jezuickiemu kościołowi del Gesu'.  Kanonizacja   W znamiennym, momencie zwrócono się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o kanonizację błog. Andrzeja. Gdy dopiero co wskrzeszone państwo polskie poczęło się umacniać wewnętrznie i ustalać swoje granice, milionowa armia bolszewicka ruszyła na Warszawę. Wiadomo, że chodziło o przeszczepienie haseł rewolucyjnych do państw Europy środkowej i zachodniej. Wtedy właśnie obradujący w Częstochowie biskupi polscy wystosowali do papieża Benedykta XV gorącą prośbę o kanonizację błog. Andrzeja i ogłoszenie go patronem odradzającej się Polski. Dali wyraz przekonaniu, że jego opieka ochroni Polskę od zagłady i przyczyni się do umocnienia katolicyzmu.   W tym duchu po powrocie do Warszawy kard. Aleksander Kakowski zarządził odprawienie nowenny w kościołach Archidiecezji, w dniach od 6 do 15 sierpnia 1920 roku. W dniu 8 sierpnia we wspaniałej procesji na ulicach Warszawy - z relikwiami błog. Andrzeja Boboli i błog. Władysałwa z Gielniowa, patrona stolicy - wzięło udział około stu tysięcy osób. Modlono się przy wtórze dział walczących tuż pod Warszawą armii.  W ostatnim dniu nowenny, 15 sierpnia, armia polska odniosła wspaniałe zwycięstwo, zakończone niedługo potem całkowitym pogromem bolszewików.   Ważnym etapem na drodze do kanonizacji była czternastoletnia obecność ciała błog. Andrzeja w Rzymie, w jezuickim kościele II Gesu'. Wtedy nastąpiło niejako umiędzynarodowienie kultu. I właśnie w Wiecznym Mieście pomyślano o wznowieniu procesu kanonizacyjnego.   Kanonizacja odbyła się w Uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, 17 kwietnia 1938 roku.   Papież Pius XI bardzo pragnął kanonizować naszego Rodaka. I zdążył tego dokonać na niespełna rok przed swoją śmiercią. Jemu zawdzięczamy odzyskanie relikwii św. Andrzeja, a także to, że mamy je teraz w Polsce. Sędziwy Papież, przebywający jako nuncjusz w początkach jej niepodległości, zdecydowanie opowiedział się za tym, żeby św. Andrzej w stolicy patronował krajowi. Tak się też stało.   Z RZYMU DO WARSZAWYW roku 1938 - w triumfalnym pochodzie przez Jugosławię, Węgry, Czecho-Slowację, przez wiele miast Polski - relikwie świętego Męczennika dotarły do Warszawy.  Stolica powitała je 17 czerwca 1938 roku. Byli obecni księża Biskupi, ale także przedstawiciele Sejmu, Senatu, Rządu i Wojska. Prezydent Ignacy Mościcki złożył na trumnie z relikwiami jako wotum swój Krzyż Niepodległości z Mieczami.   Przez trzy dni tysiące mieszkańców stolicy - i zapewne nie tylko stolicy - oddawały hołd relikwiom Męczennika w archikatedrze Św. Jana. 20 czerwca przewieziono je uroczyście do kaplicy jezuitów przy ulicy Rakowieckiej.  Od września 1939 roku relikwie przebywały w Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej. Gdy w czasie Powstania mocno uszkodzono katedrę i sąsiadujący z nią kościół jezuitów, powstańcy przenieśli trumnę z relikwiami do kościoła Św. Jacka przy ul. Freta.   Relikwie wróciły do domu jezuickiego przy ul. Rakowieckiej w lutym 1945 roku. Od 13 maja 1989 roku znajdują się w krypcie nowo pobudowanego Sanktuarium Św. Andrzeja.

     16 maja 2002 roku św. Andrzej Bobola został ogłoszony Patronem Polski.

 

ks. Zdzisław Pałubicki SJ


16-05-2017 admin

Komentarze

  • Ojciec Z„Palubicki, autor tego tekstu i ksiazki o sw.Andrzeju Boboli, misjonarz-rekolekcjonista, ktory zwiedxil caly swiat o idbyl ok.1000 misji w kraju i poza granicami, zostal kilka lat temu pozbawiony prawa wyglaszania kazan. Z powodu niskiego poziomu? Pamietam, ze tresci rekolekcji byly bardzo patriotyczne i takie jak ks.Skargi.
    http://www.milosierdzie.info.pl/palubicki.html
    Zajr zyjcie, polecam bardzo:
  • Cd.Do dzis w gronie kolegow i kolezanek z podstawowki wspominamy te misje, wspaniale rozwazania, niezwykla charyzme Ojca Z.Palubickiego, byl jak prorok Dobrej Nowiny i lepszych czasow, ktore nadchodzily: wybor Ojca sw JP II.Wspominamy tez sp.ks Tadeusza, odszedl do Pana kilka lat temu, a zdazyl jeszcze wybudowac obok tej malej kaplicy, gdzie odbywaly sie te rekolekcje wielkopostne, kosciol. Niestety, nie byl doceniany przez Kurie, byl antykomunista, z prawdziwego zdarzenia,

    proboszczem zostal ktos inny
  • Serdeczne Bog zaplac za piekny opis zycia i zaslug Swietego naszego Andrzeja Boboli.Pamietam misje sprzed lat z Ksiedza Jezuity udzialem i wspaniale nowoczesne wtedy piosenki religijne na Ksiedza rekolekcjach.

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Warto wiedzieć

"Miś" Kamiński i Andrzej Morozowski sporządzili kiedyś chwalebne "dzieło" pt. "Koniec PiS-u". Rzeczywistość okazała się inna: to ich "Platformę" może czekać koniec. Zastąpi ją KOD lub "Nowoczesna" bądź połączenie tych awanturniczych gromad, zarządzone przez niewidocznych sterników antyrządowej rebelii. Tymczasem Tusk chce wyprzeć Schetynę i zastąpić Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tylko tak dalej...
 
W "Super Expressie" wyróżnia się jako podgryzacz władzy Sławomir Jastrzębowski. Cytujemy: "KOD wyprzedza PiS  (...) ten ruch, pchany przez niewidzialne a sprawne ręce, dziś zwyciężyłby w wyborach". - Ciekawe, czyje to ręce? Zgłaszają się BND, Mossad,CIA, a chyba i złowrogi Putin. Jednak najpewniej są to ręce którejś z naszych specjalnych, podobno aż siedmiu, służb. Proponujemy dobrze trzepnąć po łapach...

 

 

 

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis