Z archiwalnej strony można korzystać:
Obserwując ostatnie wydarzenia w Polsce obejmujące m.in. „spontaniczne” pochody promujące elementy ideologii marksizmu kulturowego (czyli walkę o szczególne traktowanie osób LBGT i inne tęczowe wymysły typu GENDER) wydaje się, że sprawnie posuwamy się w kierunku zaplanowanym przez decyzyjne elity świata.
A kierunek jest jeden – doprowadzić do totalnej destrukcji świat cywilizacji łacińskiej oparty na dekalogu. Zostawiam na boku temat, kto tak bardzo nienawidzi etyki chrześcijańskiej, komu tak bardzo zależy by ją zniszczyć. Nie będę również analizować jakie korzyści płyną dla autorów tej destrukcji i co oni na niej zyskują. Inteligentny czytelnik sam się domyśli, jeżeli kieruje się we wnioskowaniu zasadą „ten sprawcą , który odnosi korzyści”. Ważniejsze jest byśmy prawidłowo rozpracowali metody, jakimi się posługują ideowi spadkobiercy Marksa i Engelsa. Jest ich kilka, ale większość z nich uchodzi uwadze ludzi, na których przeprowadza się ten eksperyment – co najważniejsze, eksperyment zwieńczony sukcesem w zdecydowanej większości krajów tzw. Zachodu. Powoli (choć ostatnio operacja „oświecania” społeczeństwa polskiego znacznie przyspieszyła) ten proces ogarnia i naszą ojczyznę. Odbywa się on wprawdzie bez specjalnego entuzjazmu ze strony naszych rodaków, niemniej kilkunastu dyżurnych naiwniaków, tudzież kilku cynicznych, płatnych wyrobników cyklicznie pojawia się w różnych miastach Polski na „spontanicznie” organizowanych spędach i pochodach pod wezwaniem „walki o wolność, miłość, równość itp.”. Trochę to sztucznie i zabawnie wygląda w polskich realiach, niemniej proces posuwa się do przodu (oczywiście z punktu widzenia kreatorów tego procesu). Przysłowie powiada: "przyzwyczajenie drugą naturą człowieka". Na Zachodzie również gotowano żabę powoli na wolnym ogniu, a nie rzucano ją prosto na wrzątek. Bogatsi o to doświadczenie ci „mądrzejsi z definicji” będą ten proces przeprowadzać w naszym kraju bardziej profesjonalnie. I już widać tego pierwsze efekty.
Po pierwsze - pieniadze i jeszcze raz pieniądze - przeznaczone na ten cel, które płyną do naszego kraju wartkim strumieniem poprzez różnego rodzaju fundacje i organizacje pozarządowe hojnie wspierane przez zagranicznych propagatorów tego przedsięwzięcia.
Po drugie szantaż i polityczna presja. Nasi umiłowani przywódcy pozostają pod ciągłą presja i szantażem i nie widzą metody jak z tych „miłosnych” objęć-kleszczy się wyrwać. Skutek jest taki - pełna bierność naszych włodarzy, którzy wprawdzie deklarują publicznie pełne przywiązanie do wartości chrześcijańskich i że nie pozwolą na to by np. polskie dzieci były seksualizowane w szkołach i przedszkolach, ale na tych obietnicach niestety się kończy. Jeżeli mają wybór - ugiąć się pod presją marksistowskich elit decyzyjnych Unii Europejskiej, a trzymaniem się twardo tradycji i zasad panujących w naszym kraju – wybieraja tę pierwsza opcję. Toteż, ogladając relacje telewizijne ciagle doznajemy jakiegoś dziwnego schizofrenicznego rozdwojenia postrzegania polskiej rzeczywistości. Rząd jedno, a działania szkół i przybytków kultury odpowiedzialnych za kształtowanie umysłów i postaw naszych rodaków – drugie. Nawet jeżeli założymy, że nasi umiłowani przywódcy są związani wcześniejszymi umowami (w ramach UE) dotyczącymi omawianej kwestii, jakie Polska podpisała za czasów rządów PO, to i tak pozostaje pytanie: Dlaczego politycy PIS nie wykorzystują tej wiedzy do walki ze swoim oponentem politycznym? Czyżby działała tu cicha umowa: "MY nie ruszamy waszych, Wy nie ruszacie naszych". Takie myślenie samo nasuwa się, gdy obserwujemy polską scenę polityczną. Taka gra ze społeczeństwem - "mówimy jedno, a sprawa i tak toczy się swoim torem" jest bardzo niebezpieczna. Nieprzyjęcie lub przyjęcie tych neomarksistowskich "nowinek" z Zachodu - to jest nasze narodowe być albo nie być.
Nawiasem pisząc, nie bardzo rozumiem czym nasi umiłowani przywódcy w tej akurat kwestii ryzykują? Przecież i tak, obecny nasz rząd ze względu na przywiązanie Polski do „strategicznego” sojuszu, jest „zakałą” dla "Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego" – niekwestionowanego zarządcy UE i co by nie zrobił, to i tak ma „przechlapane”. Chyba, że naciski w tej sprawie wywierane są również przez „strategicznego” partnera (a raczej dzisiaj można napisać „dwóch strategicznych partnerów”). O to co innego! - rząd musi się ugiąć w imię "strategicznej przyjaźni". Wówczas przyjaźń z własnym narodem schodzi na drugi plan. A, może to tylko nasze przypuszczenia, wynikające z braku rzetelnej informacji w polskiej przestrzeni publicznej? A ten obserwowany przez nas dualizm naszej władzy w omawianej kwestii, to taki nasz zbiorowy narodowy OMAM, któremu ulegamy niemal każdego dnia.
naszapolska@onet.pl
Kontakt
w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl
Siewcy niepokoju
Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.
***
Dialog, pojednanie, jedność
Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.
Dodaj komentarz