Odradzenie się polskiej nauki wespół z odrodzeniem się Niepodległej Polski

O tym, jak wysoka była u nas pozycja nauki w okresie międzywojennym, świadczy wypowiedź Zbigniewa Herberta przytoczona w „Hańbie domowej” Jacka Trznadla, [3] s. 134: (…) to był także kraj ludzi, którzy działali w tym kraju, chociaż często nie zgadzali się z rządem. To był kraj Zdziechowskiego, Stempowskiego, Vincenza, Banacha, Steinhausa, Hirszfelda, Elzenberga, Zielińskiego, Znanieckiego, Berenta – i tutaj poprułbym z pięćdziesiąt nazwisk, dla których nie ma odpowiednika w całej literaturze tak zwanego czterdziestolecia, jeżeli chodzi o wagę twórczości i zasługi.


A z drugiej strony, przed wybuchem I wojny światowej nauka w Polsce była w opłakanym stanie. W zaborze pruskim nie było w ogóle szkolnictwa na poziomie wyższym (Uniwersytet Poznański powstał w 1919 r.), Warszawska Szkoła Główna, jeśli miała przyzwolenie na funkcjonowanie, to mogła nauczać tylko w języku rosyjskim. W zaborze austriackim w Akademii Krakowskiej oraz na uniwersytecie i politechnice we Lwowie wolno było nauczać po polsku, ale przysłowiowa c.k. biurokracja tłumiła rozwój naukowy tych ośrodków. Zatem tak nagłe odrodzenie się nauki w Niepodległej Polsce można na pierwszy rzut oka uznać za cud podobny do Cudu nad Wisłą. Natomiast badając to zjawisko na podstawie źródeł historycznych, widzimy w nim konsekwencje przemyślanych i roztropnych działań przedstawicieli ówczesnej twórczej i dobrze zorganizowanej polskiej inteligencji. 102 lata temu, czyli jesienią 1916 roku, uczestniczący w dyskusjach odbywających się w Komitecie Kasy imienia Józefa Mianowskiego postanowili zwrócić się do najwybitniejszych wówczas polskich uczonych i przedstawicieli niektórych sztuk z prośbą o napisanie propozycji, jak należy organizować i tworzyć życie akademickie i naukowe w odradzającej się Niepodległej Polsce. Zarówno ci uczeni, jak i współpracujący z Kasą drukarze i edytorzy nie zawiedli i dzięki nim wiosną 1918 roku ukazał się liczący 574 strony wolumin, który stał się pierwszym tomem czasopisma „Nauka Polska” [2]. Pomyślmy, iż w zbiedniałym kraju, przez który dopiero co przeszedł front wschodni wojny światowej, był to wyczyn nie lada! Wśród autorów było dwóch filozofów – Kazimierz Twardowski i Tadeusz Kotarbiński, który w szkicu „W sprawie potrzeb filozofji u nas” napisał: Filozofowi potrzeba przede wszystkim czasu i spokoju, aby mógł długo i bez przeszkód myśleć. – To śliczne zdanie polecam uwadze dziś, w czasach grantologii i reformy. We wstępie do całego tomu czytamy: Pokaźny, bo aż 44 referaty liczący zbiór poglądów i uwag o potrzebach naukowych polskich, aczkolwiek jeszcze nie kompletny, stanowi materjał niezwykle cenny. Było w tym tomie i cytacie nawiązanie do romantycznych symboli (44), podobnie jak pełne ekspresji Polskiego Romantyzmu było podsumowanie „O polską twórczość naukową” napisane przez zoologa Romualda Minkiewicza, skąd przytoczę następujące trzy fragmenty: (…) aby powstała i pełnym żyła życiem Nauka Polska, to jest nauka, która narzuci się mocą światu, jako Twór Polski, (…) i miejsce odrębne a godne w dziejowym rozwoju wiedzy zajmie, jak je zdobył i zajął ongi kopernikanizm. (…) komu dano sięgnąć w głębię, w istotę rzeczy, wie, że codzienna, bieżąca produkcja naukowa ma się tak do stworzenia nauki, jak gazeciarstwo do Króla-Ducha.

(…) I tak jest z Nauka Polską. O jej bycie czy niebycie w każdym okresie przebiegu dziejowego decyduje bezapelacyjnie, w ostatniej i jedynej instancji Gienjusz Polski, w jednostkach na wskroś oryginalnych, samoistnych , twórczych przejawiony. Jednak przeważającą część opublikowanych artykułów cechuje pragmatyzm, a we wstępnym podsumowaniu redaktorzy i organizatorzy edycji wskazują trzy główne kierunki działania wytyczone przez autorów: 1) Popieranie istniejących oraz przyczynianie się pośrednio do stwarzania nowych instytucji naukowych. 2) Wydawnictwa naukowe. 3) Okazywanie pomocy materjalnej osobom pracującym na polu naukowym.” Od siebie dodam, że autorzy i przedwojenni egzekutorzy powyższych wskazań nie mieszali „instytucji naukowych” ze zwykłą biurokracją. I tak departament szkolnictwa wyższego w Ministerstwie Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego zatrudniał 34 osoby. Bardzo konkretnie o powyższych wskazaniach w omawianym tomie pisał „gieolog” Wawrzyniec Teisseyre wskazując na niedostateczny wówczas zasób „pomocniczych środków naukowych”. Zaś premier Kazimierz Bartel w exposé wygłoszonym w Sejmie w styczniu 1930 roku zwrócił uwagę na „powiększenie liczby pomocniczych sił nauki” , jakie dokonywało się w latach 20. [1] s. 42; miał na myśli zapewne wydawnictwa, biblioteki i laboratoria. Wśród autorów artykułów pierwszego tomu „Nauki Polskiej” powinniśmy wspomnieć szkic Mariana Smoluchowskiego „O potrzebach naukowych w dziedzinie fizyki”, gdyż był to bodaj ostatni napisany i opublikowany tekst tego światowej sławy fizyka-teoretyka, który zmarł we wrześniu 1917 roku w Krakowie wskutek dezynterii. Zaś artykułem, z którego postulaty zostały zrealizowane w największym stopniu, był ośmiostronicowy tekst Zygmunta Janiszewskiego (1888-1920) „O potrzebach matematyki w Polsce”, który jest uważany za program bądź manifest sławnej w świecie, kształtującej się wówczas Polskiej Szkoły Matematycznej. Janiszewski postulował powołanie i redagowanie w Polsce specjalistycznego międzynarodowego czasopisma matematycznego, gdyż „bylibyśmy wtedy znani już nie jako jednostki, których narodowość nie jest nawet wiadoma, lecz jako zwarta grupa Polaków”. On też wkrótce wymyślił nazwę tego czasopisma – „Fundamenta Mathematicae” (Podstawy Matematyki). Pierwszy tom ukazał się po śmierci pomysłodawcy w 1920 roku; ów tom i kolejne 32 zostały wydane przed wrześniem 1939 roku i stały się wizytówką Polskiej Szkoły Matematycznej, która wedle nadziei Zygmunta Janiszewskiego wyrażonych w pierwszym tomie „Nauki Polskiej” – „zajęła samodzielne stanowisko w świecie nauki”. Wydaje mi się naturalne i normalne, że w związku z obecnie świętowanym stuleciem odzyskania przez Polskę niepodległości oraz stuleciem edycji pierwszego tomu „Nauki Polskiej”, co najmniej czterdziestu czterech polskich uczonych powinno napisać lub wystukać teksty ukazujące ze stuletniej perspektywy idee, sugestie i opracowania Autorów tej księgi, wyrażające uznanie i szacunek wobec ich historycznych dokonań oraz zawierające refleksje odnoszące się do stanu nauki polskiej w czasach obecnych. Pozostaje mi tylko przypomnieć, że Zygmunt Janiszewski, wybierając teorię mnogości Cantora, jako wiodącą dziedzinę badań naukowych w tworzącej się Polskiej Szkole Matematycznej, odwoływał się do sukcesów odnoszonych na początku XX wieku przez matematyków z Włoch, gdzie wtedy matematyka wychodziła z parowiekowego niedorozwoju. Sądzę, że gdybyśmy szli jego śladem, to określając teraz u nas dziedziny i dyscypliny nauki oraz strategie ich rozwoju, a także działalności wydawniczej, bibliotek akademickich etc., zwracalibyśmy więcej uwagi na mniejsze państwa odnoszące ostatnio w tych kategoriach sukcesy, jak Czechy, Finlandia czy Singapur, niż na potentatów z OECD. Literatura 1) Bartel K., „Exposé Premjera Prof. Dra K. Bartla” wygłoszone na posiedzeniu Sejmu w dniu 10 stycznia 1930 r., Warszawa, Drukarnia Państwowa 1930. 2) „NAUKA POLSKA, jej potrzeby, organizacja i rozwój”, tom pierwszy, Warszawa 1918. 3) Trznadel J. „Hańba domowa” rozmowy z pisarzami, Niezależna Oficyna Wydawnicza, Warszawa 1986.

 

 

Janusz Czyż

 

Janusz Czyż, matematyk, dr hab., członek Akademickiego Klubu Obywatelskiego im. Lecha Kaczyńskiego.

 

Źródło: Biuletyn Informacyjny Krajowej Sekcji Nauki NSZZ „Solidarność”


06-01-2019 admin

Komentarze

  • Ustawa ministra Gowina dobije polską naukę do reszty.

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Krótko i na temat - Zbigniew Żmigrodzki

Siewcy niepokoju

 

Nasze czasy wyznaczają szczególną rolę dziennikarzom i politykom. I jedni, i drudzy nigdy nie cieszyli się ogólnym uznaniem: wzniecali konflikty i zamieszanie, rozsiewali kłamstwa, wmawiali niestworzone rzeczy. Dzisiaj tak zwani pracownicy mediów w znacznej części służą politykom w podsycaniu wrogości i narzucaniu lewackich poglądów, a zwłaszcza ateizacji; upowszechniają tendencje antyobyczajowe i antymoralne. Istnieją pod tym względem chlubne wyjątki, ale uczciwi dziennikarze i publicyści, tak zresztą, jak i politycy, prześladowani są przez rozpanoszony medialny libertynizm, obrzucani obelgami, eliminowani na różne sposoby. Walka zła z dobrem, jaka toczy się teraz zawzięcie w świecie, znajduje wśród służalczych ludzi mediów użytecznych sojuszników, zdolnych i skłonnych do wszystkiego.

 

***

Dialog, pojednanie, jedność

 

Ustawicznie słyszymy wezwania, aby przystąpić do dialogu i pojednać się, by zapanowała upragniona „jedność”. Są to jednak postulaty nierealne w sytuacji, gdy w świecie toczy się kampania agresywnego ateizmu pod hasłem laicyzacji oraz usunięcia religii i moralności chrześcijańskiej z życia społecznego. Jego przedstawiciele pojmują dialog i pojednanie jako przyjęcie ich przekonań i ustąpienie im pod każdym względem; posługują się kłamstwem, oszczerstwem i pałają nienawiścią. Czy Chrystus jednał się z faryzeuszami albo z kupczącymi w świątyni? Do dialogu nie ma partnerów, słyszy się groźby i obraźliwe wyzwiska, inaczej myślącym zapowiada uwięzienie, udręki, zagładę.. Toczona przez lewactwo wojna ideologiczno – polityczna nie pozostawia miejsca na mówienie o jakiejkolwiek „jedności’. A jeżeli ktoś piętnuje w imieniu Kościoła „swary i spory”, niech powie wyraźnie, kto je wszczyna i kto za nie odpowiada. Inaczej te „szlachetne’’ apele to puste, obłudne mistyfikacje.

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis