Emigracja kontra imigracja. Ewa Działa-Szczepańczyk

Jadąc niedawno pociągiem z Warszawy do Szczecina miałam okoliczność zetknąć się z ciekawą konstelacją współpasażerów. Już w samej Warszawie do przedziału wsiadła czteroosobowa rodzina, która w trakcie rozmowy wyjawiła mi ustami około czterdziestopięcio-letniej seniorki rodu, że nie zagrzeje miejsca w Polsce dłużej niż dwa miesiące, bo ma zamiar wyemigrować na stałe do Wielkiej Brytanii w liczbie około ośmiu osób...

 


Przekazując mi te plany wszyscy członkowie rodziny sprawiali wrażenie mocno zdeterminowanych, bowiem jak mi wyjaśnili nie widzą przyszłości dla swych dzieci w „tym" kraju. Postawa, jak się zdaje, dość często „występująca" w naszej ojczyźnie i nie napawająca specjalnym optymizmem. Niebawem - chyba w Kutnie do przedziału wsiadły trzy około trzydziestoletnie kobiety z Ukrainy (które stanowiły część około 20 osobowej grupy jadącej w sąsiednich przedziałach). Z rozmowy wynikało, że pochodzą ze wschodniej części Ukrainy i w Polsce są pierwszy raz. Z racji bariery językowej i przede wszystkim ich zmęczenia (jechały już sporo czasu) „pozyskałam" zaledwie kilka informacji na ich temat, w tym tą, że jadą do pracy (całą grupą) gdzieś pod Szczecin. Słowem z jednej strony przedziału siedzieli nasi rodacy, którzy niebawem wyemigrują na zawsze z Polski, z drugiej zaś obcokrajowcy którzy właśnie do niej przybyli. Jednym i drugim przyświeca ten sam cel – poprawa własnego losu. Ten wymowny skądinąd skład osobowy przedziału zainspirował mnie do zadania sobie pytania: Co powoduje, że Polacy uciekają z kraju nie widząc w nim przyszłości dla siebie, a inne nacje, wręcz przeciwnie – garną się do niego widząc w nim miejsce do godnego i dostatniego życia? Już na pierwszy rzut oka widać, pewną sprzeczność nie spotykaną w bogatych krajach UE, które przecież „wchłaniają" ogromne ilości migrantów. Przecież Francuzi, Niemcy, Belgowie nie uciekają ze swoich ojczyzn za chlebem, by „zwolnić miejsce" przybyszom z innych krajów. A u nas takie zjawisko zachodzi. Jakie są tego powody? Podstawowym motywem polskiej emigracji jest braku poczucia bezpieczeństwa finansowego, a więc brak dostępności do dobrze płatnej i stabilnej pracy. Ktoś stwierdzi - przecież praca jest. Niektórzy „bystrzy" obserwatorzy życia gospodarczego zauważają, że obcokrajowcy biorą jedynie pośledniejszą pracą, której Polacy i tak nie chcą się podejmować. To spostrzeżenie jest prawdziwe, ale tylko z pozoru. Trzeba je ująć inaczej - Polacy nie podejmują się takiej pracy, bo nie gwarantuje im ona godziwego zarobku, a ten nie będzie wyższy, bo całkowicie satysfakcjonuje pracownika-obcokrajowca. To „pogardzanie gorszą pracą" przez krajowców można zaobserwować we wszystkich państwach, w których gospodarka opiera się na taniej sile roboczej migrantów, z tą różnicą, że dla rodowitego Francuza, czy Belga nie oznacza to stanu permanentnej biedy i bezrobocia.

Ciekawym zagadnieniem związanym z emigracją z Polski i imigracją do Polski jest bilans strat i zysków. Trzeba sobie odpowiedzieć na pytanie czy doraźny wzrost gospodarczy budowany na taniej sile roboczej jest warty powstałych w przyszłości kosztów społecznych i politycznych wynikających - np. z powstającej na nowo struktury narodowościowej naszego kraju i czy rzeczywiście ten wzrost jest dla naszego kraju aż tak oszałamiający? Oto kilka moich przemyśleń na ten temat:

1. Około 85% zakładów produkcyjnych, przetwórni, zakładów usługowych, znajdujących się na terenie naszego kraju jest własnością obcego kapitału. Stwierdzenie, że migranci budują nasz polski sukces gospodarczy wydaje się dużym nieporozumieniem. To wielkie ponadnarodowe korporacje są żywo zainteresowane sprowadzaniem do naszego kraju taniej siły roboczej. Naszemu państwu pozostaje jedynie pocieszyć się drobną daniną w postaci ściągniętych podatków – oczywiście pod tym warunkiem, że od ich płacenia te podmioty gospodarcze się "nie wyślizgają" (np. uciekając do tzw. rajów podatkowych).

2. Państwo polskie ponosi wielkie koszty tej imigracji, bowiem funduje jej całą osłonę socjalną związaną z legalnym zatrudnieniem w tym darmowe leczenie, 500+, gwarancję wypłaty emerytury, darmowe studia, miejsca w akademikach i inne dobra, których niekiedy już dla obywateli polskich zwyczajnie nie starcza. Słowem, nasze państwo gwarantuje szeroko pojętą opiekę socjalną migrantom, a międzynarodowe korporacje ich zatrudniając, zgarniają zysk. Chciałoby się zapytać - a ile na tym interesie można stracić? Bo pytanie - ile można na tym zyskać- jest zupełnie bezzasadne.

3. Nikt nie da gwarancji, że wykształceni w Polsce obcokrajowcy – pozostaną w naszym kraju i będą budować jego świetlaną przyszłość, przynajmniej częściowo zwracając koszty tego wykształcenia.

4. Argument ratowania podupadającej w Polsce demografii również nie jest przekonywujący. Natomiast, w bogatych krajach UE sprowadzanie obcokrajowców z tego powodu jest pomysłem jak najbardziej uzasadnionym - bo obywatele tych krajów wprawdzie "nie lubią się rozmnażać", ale w nich tkwią. My natomiast „pozbywamy się" rodaków (z zasady młodych i w wieku rozrodczym) wysyłając ich na emigrację zarobkową, po czym stwierdzamy, że mamy demograficzny bilans ujemny.

5. Odpowiedź na pytanie - dlaczego młodzi Polacy uciekają z własnego kraju a ich rówieśnicy z państw UE tego nie czynią - jest tylko z pozoru łatwa. Co bardziej „bystrzy" nasi rodacy dokonując przenikliwej analizy zjawiska, konstatują – bo oni są bogaci a my biedni. A prawda jest inna. Obywatele bogatych krajów UE nie mają potrzeby emigracji z własnych ojczyzn i konsekwentnie w nich tkwią, bo konsumują dobrobyt budowany m.in. przez przybyszów z zewnątrz (czyli przez napływową tanią siłę roboczą). Natomiast, nam Polakom nie jest dane konsumować dobrobytu budowanego przez migrantów pracujących w naszym kraju. Ten dodatkowy zysk jest po prostu wyprowadzany z Polski przez obcy kapitał i jeszcze bardziej wzmacnia dobrobyt państw bogatych. A młodzi Polacy podążając za tym dobrobytem, chcąc się „załapać", choć na jego niewielką część, uciekają z własnego kraju.

6. Pozbywanie się elementu polskiego z kraju i zastępowania go elementem obcym etnicznie i kulturowo nie wydaje się polityką roztropną, a wręcz samobójczą. Kto da gwarancję asymilacji tego elementu, kto wreszcie zapewni, że będzie on przyjazny w realizacji polskiego interesu narodowego. Z duża dozą prawdopodobieństwa można przewidzieć, że w przynajmniej odniesieniu do niektórych nacji, możemy spodziewać się działań wręcz wrogich w stosunku do Polski. Mamy już w tym względzie pewne doświadczenia historyczne i współczesne.

Reasumując: mam nieodparte wrażenie, że poprzez prowadzoną obecnie politykę migracyjną realizujemy interes narodowy, ale nie nasz. To „widać, słychać i czuć". Pozostaje kwestią otwartą czy nasi umiłowani przywódcy czynią to świadomie czy też nie świadomie. Wybór jakiejkolwiek z tych opcji nie ma jednak większego znaczenia, bowiem skutki będą i tak identyczne.

 

Ewa Działa-Szczepańczyk



 


28-11-2018 admin

Komentarze

  • Z.Zmigrodzki."RUCH" moze upasc.Ciekawe, jaka niemiecka korporacja zastapi te firme? Byl Polskibus, tsnie linie autobusowe, przejeli juz sasiedzi zza Odry.Wszystko przejmuja, MM zrobil z Polski SSE, zamiast udogodnien dla polskich firm, to wala niemieckie, bo maja kapital.Polacy nie maja kapitalu poza takimi Czarneckimi etc branzoeymi, Polacy tona w dlugach.
  • Ciekawe jak ta osmioosobowa rodzina w GB sie urzadzi i jakie wraxenia po roku pobytu? Dzieci bez jezyka do szkoly, tak, tak, maja sie szybko nauczyc.Dyskryminacja takich dzieci przez inne \"grzeczne\" dzieci jest szeroko opisywana w lokalnych mediach. Starsi zanim dostana benefity musza dlugo na nie pracowac.Mieszkanie? Moga sie starac, ale marne szanse, jesli chca id miasta.Teraz to moga dyskutowac, jesli maja prawa rezydenta, czyli ponad 5 lat pobytu i pracy. Cala ta rodzinka szybko zwinie manatki. Sprowadzanie bez ograniczen Ukraincow ,zamiast tworzenie panstwa i warunkow dla obywateli polskich do zycia w swoim kraju, zarabiania, mieszkania to zdrada Ojczyzny.
  • Dla mnie to szaleństwo, zwalnia się z podatków, lub wręcz dopłaca do firm które chcą w Polsce inwestować. Potem sprowadza się im zza granicy tania sile robocza która w Polsce nie płaci podatków w całości ale ich cześć, korzystając z pełni praw socjalnych, pracownikom obcokrajowcom dopłaca do mieszkań, dojazdów i posiłków. Stwarza się im lepsze warunki niż Polakom,a z placami to tez rożnie bywa Ukraińcy maja wyższe stawki godzinowe niż Polacy, to jakaś świadoma polityka wynaradawiania. W pełni popieram autorkę artykułu.
  • Święte,słowa, doskonały tekst! Jaka szkoda, że "Nasza Polska" już się nie ukazuje w formie drukowanego czasopisma.

Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Warto wiedzieć

"Miś" Kamiński i Andrzej Morozowski sporządzili kiedyś chwalebne "dzieło" pt. "Koniec PiS-u". Rzeczywistość okazała się inna: to ich "Platformę" może czekać koniec. Zastąpi ją KOD lub "Nowoczesna" bądź połączenie tych awanturniczych gromad, zarządzone przez niewidocznych sterników antyrządowej rebelii. Tymczasem Tusk chce wyprzeć Schetynę i zastąpić Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tylko tak dalej...
 
W "Super Expressie" wyróżnia się jako podgryzacz władzy Sławomir Jastrzębowski. Cytujemy: "KOD wyprzedza PiS  (...) ten ruch, pchany przez niewidzialne a sprawne ręce, dziś zwyciężyłby w wyborach". - Ciekawe, czyje to ręce? Zgłaszają się BND, Mossad,CIA, a chyba i złowrogi Putin. Jednak najpewniej są to ręce którejś z naszych specjalnych, podobno aż siedmiu, służb. Proponujemy dobrze trzepnąć po łapach...

 

 

 

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis