Śp. Artur Górski: Widziałem głęboki sens cierpienia

Zmarł poseł Artur Górski. Wielki patriota, katolicki dziennikarz i działacz. Przypominamy wywiad, którego w kwietniu 2014 roku udzielił Magdalenie Kowalewskiej.

 


Rozmawiamy przed decydującym dla Pana życia momentem, przeszczepem szpiku. Od wielu miesięcy przebywa Pan w szpitalu, jednak nie poddaje się Pan białaczce, walczy z nią wytrwale mimo bólu i długotrwałej terapii. Nie odciął się Pan również przez ten czas od pracy poselskiej. W jaki sposób godzi Pan tak poważną chorobę ze swoją dotychczasową, jakże aktywną działalnością?

 

- Moja choroba ma dwa etapy. Przez pierwsze trzy miesiące pobytu w szpitalu - od 6 października do końca roku - przeżywałam swoiste rekolekcje. To był najgorszy okres choroby, przepełniony cierpieniem, a zarazem swoiste błogosławieństwo dla mnie. Nigdy w życiu tak dużo się nie modliłem, w tym Nowenną Pompejańską do Matki Bożej, która daje wielkie łaski. Dużo też czytałem z życia i myśli Św. Ignacego Loyoli, czego owocem były trzy traktaty ignacjańskie. Modlitwa bardzo mnie duchowo wzmocniła i pomogła przetrwać pierwszy najtrudniejszy okres. Potem wyniki się poprawiły, choroba zaczęła cofać, poczułem się lepiej i faktycznie od stycznia wróciłem do części poselskich obowiązków. Głównie pisałem interwencje poselskie, ale też zabierałem głos w sprawach publicznych, udzielałem wywiadów i komentarzy.

 

Ze szpitalnego łóżka pisze Pan artykuły, felietony, organizuje różne wydarzenia jak chociażby koncert z okazji Święta Niepodległości czy ostatnie Katolickie Dni Filmowe oraz na bieżąco informuje o wszystkim opinię publiczną. Można by pomyśleć, że choroba ma pomóc w pokazaniu Pana heroizmu.

 

- Moim celem jest obecnie przede wszystkim pokonanie choroby, przy pełnym zaufaniu do lekarzy i przy zawierzeniu się Bożej Opaczności. Ale mimo choroby wciąż byłem i jestem politykiem, który na razie nie zamierza umierać. I mam nadzieję, że będę przykładem dla innych podobnie chorych, że białaczkę można przezwyciężyć owocnie duchowo dla siebie i innych, że mimo choroby cały czas można służyć ludziom, udzielając się społecznie, czy nawet politycznie. Nie wiem, czy to heroizm. Na pewno duże poczucie odpowiedzialności za innych i wdzięczność dla tych, którzy oddali dla mnie krew i modlili się o moje uzdrowienie, bo uważają, że jestem potrzebny Polsce.

 

Wiara pomaga przezwyciężyć cierpienie?

 

- Miałem w szpitalu doskonałego kapelana, który nie tylko dbał o moją Komunię świętą, o mój stały kontakt z Chrystusem, ale który nauczył mnie przeżywać ból, nadał mu głęboki sens. Nauczył mnie modlitwy w bólu i ofiary z cierpienia dla Boga. Choć cierpiałem, widziałem głęboki sens tego cierpienia. Ale myślę też, że bardzo pomogła mi, wsparła mnie ludzka modlitwa. Na początku choroby zaapelowałem o morze modlitwy i bardzo wiele osób odpowiedziało na mój apel. Bo modlitwa czyni cuda. To dzięki Nowennie Pompejańskiej moje bóle ustąpiły, szczerze w to wierzę.

 

Znalazł się Pan na liście kandydatów do Parlamentu Europejskiego. Dlaczego poseł Artur Górski chce zdobyć mandat w Brukseli? W kraju przecież jest tyle do zrobienia…

 

- To nie był mój pomysł, nie planowałem kandydować, tym bardziej jako osoba poważnie chora. Ale trzeba było wzmocnić listę. Oddałem się do dyspozycji kierownictwa partii. Myślę, że Komitet Polityczny PiS miał świetny pomysł na terapię dla mnie, bo czy może być lepsza terapia dla polityka niż kampania wyborcza?  

Pewnie większość osób zastanawia się, w jaki sposób będzie Pan prowadził swoją kampanię do PE. Choroba to umożliwi? Wybory przecież już 25 maja.

 

- Ze szpitalnego łóżka. Mam zresztą pewne doświadczenie w tym względzie. Podczas pierwszej mojej kampanii do Sejmu miałem poważny wypadek samochodowy, samochód skasowałem, miałem złamany obojczyk i przez dwa tygodnie kierowałem moją kampanią ze szpitalnego łóżka.
I z 20 miejsca na liście zostałem wybrany posłem. Teraz zastrzegłem, że to będzie kampania
o znacznie mniejszej skali, bo nie byłem na nią przygotowany finansowo, ale skoro już znalazłem się na liście, to powalczę o dobry wynik. Zgłasza się do mnie wielu wolontariuszy do pomocy, wszystko jest zaplanowane i przygotowane. Oczywiście będzie to nietypowa kampania, bo bez osobistego udziału kandydata.

 

Jak ocenia Pan listy kandydatów do PE , które ogłosiła Platforma Obywatelska? Spoty PO znowu próbują zwalczać swoich politycznych oponentów… Tak powinna wyglądać walka o wyborczy elektorat?

 

- Listy PO są silne znanymi nazwiskami. Nasi konkurenci bazują nawiększej liczbie dotychczasowych europosłów i na celebrytach. My w celebrytach nie gustujemy, bo mało z nich pożytku w pracy parlamentarnej. Jednak nasze listy też są mocne. Wielu posłów kandyduje. A to, że PO stara się atakować konkurencję w sposób niewybredny, nie jest niczym nowym. Znamy ich, ale też pamiętajmy, jak pisał Julian Bobiński przed wojną, że "każde wybory to kolejne kubły pomyj wylane na duszę społeczeństwa". A dziś to nie są już kubły, to cała rzeka pomyj.
Taka jest natura demokracji medialnej, niestety, i politycy PO potrafią w tej rzece świetnie pływać.

Które sprawy należy pilnie podnieść na forum Parlamentu Europejskiego ? Jaka rola jest rola Polski w Unii Europejskiej? Rzeczywiście mamy czym chwalić si? Minister spraw zagranicznych sprawia wrażenie jakbyśmy byli głównymi dowodzącymi…


- Moim hasłem wyborczym jest "Mniej socjalizmu w Europie, silniejsza Polska". Postawiłem sobie trzy zadania: chcę przywrócić Europie chrześcijańskie korzenie, odrodzić system wartości moralnych, by chronić rodziny i dzieci przed demoralizacją, a także zwiększyć ochronę życia poczętego; chcę podjąć działania na rzecz oszczędności w PE, w tym zmniejszyć unijną biurokrację, by było więcej środków na projekty realizowane w poszczególnych krajach, z czym wiąże się mój sprzeciw wobec nadmiernej centralizacji UE. Wobec wciąż istniejącego kryzysu gospodarczego w Europie będę za likwidacją barier hamujących rozwój europejskiej gospodarki w kierunku gospodarki wolnorynkowej. Nie ma wątpliwości, że Polskę stać na więcej. Nie na więcej słów ministra Sikorskiego, tylko na więcej działań. Musimy być krajem, z którym będzie liczyła się i Bruksela, i Berlin, i Waszyngton, i Moskwa. Musimy stać się partnerem, a nie wasalem, tworem bez mała kolonialnym. A to nam zagraża, jeśli zostanie utrzymana obecna polityka PO.

 

Rok Rosji w Polsce w 2015 roku to dobry pomysł? Rosja robi z Ukrainą co chce, tymczasem MSZ bezgranicznie ufa naszemu wschodniemu sąsiadowi z Obwodu Kaliningradzkiego i nie zamierza odwołać tego wydarzenia.

 

- To wielki błąd i duża niekonsekwencja. To pokazuje, że gesty wykonane przez rząd podczas inwazji rosyjskiej na Krym były tylko na pokaz, pod publiczność. A rzeczywiste intencje są inne. Polacy nie chcą obecnie Roku Rosji w Polsce. Jak mamy świętować naszego sąsiada, gdy z

Kaliningradu są skierowane na Polskę rakiety, jak mamy wspólnie świętować, gdy po raz kolejny Rosja wprowadza zakaz importu wieprzowiny z Polski i utrudnienia dla naszych przedsiębiorców. Musimy być poważnym krajem. Gdy plują nam w twarz, musimy zdecydowanie reagować, a nie

chować pod siebie ogon i milczeć.

 

W jaki sposób należałoby zapewnić bezpieczeństwo Polaków w razie dalszych zakusów Rosji na kraje postsowieckie?

 

- Ważne jest wsparcie NATO, ale musimy przede wszystkim polegać na sobie. Nie mamy wyjścia, musimy się zbroić i odbudować armię. Niestety, więcej pieniędzy z budżetu musi być przeznaczonych na nowoczesne uzbrojenie. Jednak bezpieczeństwo to w znacznej mierze polityka. Mam nadzieję, że w najbliższych wyborach w USA wygrają republikanie i powrócą do projektu tarczy antyrakietowej, od której odstąpił prezydent Barack Obama, do niedawna bezgranicznie ufający Rosji. Bo dziś nasza ochrona antyrakietowa jest iluzoryczna i sami w tej kwestii nie zapewnimy Polsce bezpieczeństwa w przypadku konfliktu.

 

PiS ma przedstawić projekt ustawy dotyczącej wyjaśnienia przyczyn katastrofy smoleńskiej. Minęła czwarta rocznica tej tragedii. Nie jest za późno na ten krok?

 

- Kwestia katastrofy smoleńskiej musi być dogłębnie wyjaśniona, i przez pamięć o poległych i dla przyszłych pokoleń, by prawda ujrzała światło dnia. Będąc w opozycji staraliśmy się dociec prawdy i bardzo się do niej zbliżyliśmy, mimo sabotażu ze strony władzy. Jednak potrzebna jest ustawa, która wymusi na rządzących konkretne działania. Obawiam się jednak, że w tym układzie sejmowym ten projekt nie ma szans na uchwalenie i raczej trzeba go potraktować w wymiarze symbolicznym.

 

W sondażach wyborczych PO goni PiS. Tymczasem na Węgrzech partia

Victora Orbana ponownie wygrywa wybory parlamentarne. Jest szansa na to, że PiS

podzieli los Fideszu?

 

- Marzy mi się scenariusz węgierski, czyli większość konstytucyjna i dwie kadencje rządów. Wówczas zmienili byśmy nasz kraj, odbudowali byśmy go materialnie i wzmocnili moralnie, skutecznie zadbali o polskie rodziny, o ich mieszkania i miejsca pracy. Podziwiam Orbana i z uwagą przyglądam się jego sukcesom, choć nie podobało mi się, że wyłamał się z solidarności europejskiej względem Moskwy. Uznał jednak, że wówczas to dla jego kraju będzie najlepsze. Bo Orban myśli w kategoriach interesu węgierskiego, także w Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że gdy Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory parlamentarne i przejmie ster rządów w Polsce, będzie myślało w kategoriach interesu polskiego i także go urzeczywistni. Myślę, że mamy szansę wygrać wybory za półtora roku - ukraińska ucieczka do przodu PO niebawem się skończy - ale obawiam się, że większości konstytucyjnej nie uzyskamy. Nasza droga do odrodzenia Polski będzie dłuższa i mniejszy nadzieję, że obarczona jak najmniejszą ilością kompromisów.


Dodaj komentarz

Redakcja

naszapolska@onet.pl

 

Kontakt

w sprawie administrowania stroną: poczta@ewatylus.pl

Warto wiedzieć

"Miś" Kamiński i Andrzej Morozowski sporządzili kiedyś chwalebne "dzieło" pt. "Koniec PiS-u". Rzeczywistość okazała się inna: to ich "Platformę" może czekać koniec. Zastąpi ją KOD lub "Nowoczesna" bądź połączenie tych awanturniczych gromad, zarządzone przez niewidocznych sterników antyrządowej rebelii. Tymczasem Tusk chce wyprzeć Schetynę i zastąpić Hanną Gronkiewicz-Waltz. Tylko tak dalej...
 
W "Super Expressie" wyróżnia się jako podgryzacz władzy Sławomir Jastrzębowski. Cytujemy: "KOD wyprzedza PiS  (...) ten ruch, pchany przez niewidzialne a sprawne ręce, dziś zwyciężyłby w wyborach". - Ciekawe, czyje to ręce? Zgłaszają się BND, Mossad,CIA, a chyba i złowrogi Putin. Jednak najpewniej są to ręce którejś z naszych specjalnych, podobno aż siedmiu, służb. Proponujemy dobrze trzepnąć po łapach...

 

 

 

 

Polecamy

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis

Społeczeństwo i polityka na Wyspach w opisie korespondentki Elżbiety Królikowskiej-Avis