Bolesław Piecha, lekarz ginekolog ze Śląska, senator PiS i wiceminister zdrowia w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, to jeden z najostrzejszych krytyków polityki zdrowotnej Platformy Obywatelskiej. Na początku 2014 r. minister zdrowia Bartosz Arłukowicz zapowiada walkę z kolejkami do lekarzy przez wzmocnienie lekarza rodzinnego i wprowadzenie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, a w mediach głośno jest o prywatyzacji szpitali w Mysłowicach i Tychach. W rozmowie z Anną Skopińską senator Piecha ocenia te pomysły bez znieczulenia: mówi o planie finansowym Narodowego Funduszu Zdrowia, w którym nie ma pieniędzy na podstawową opiekę zdrowotną, porównuje „prywatną kolejkę” do sklepów komercyjnych z czasów Gierka i przestrzega przed amerykańskim modelem komercjalizacji, w którym koszty rosną, a zwykły pacjent traci dostęp do leczenia. Ocenia też, czy minister Arłukowicz utrzyma się na stanowisku do wiosny.
Z senatorem Bolesławem Piechą (PiS), wiceministrem zdrowia w rządzie Jarosława Kaczyńskiego, rozmawia Anna Skopińska
Lekarz rodzinny i kolejki do lekarzy
Ostatnie wystąpienia ministra Bartosza Arłukowicza nie mają chyba związku z opracowywaniem programu wyjścia z długich kolejek do lekarzy?
Bolesław Piecha: Sejmowe wystąpienie ministra i wszystkie jego medialne wypowiedzi mają charakter insynuacji i różnego rodzaju pomówień. Z jego wystąpienia sejmowego merytorycznie niczego się nie dowiedzieliśmy: jakie są zamiary ministerstwa i jego szefa, jak mają wyglądać jego pomysły czy propozycje na walkę z kolejkami? Natomiast usłyszeliśmy szereg odniesień personalnych i pomówień. Nie przystoi ministrowi zdrowia tak odpowiadać. Jest przecież urzędnikiem, a nie jakimś fircykiem, który w niewybredny sposób może krytykować inne osoby. Bartosz Arłukowicz niczego nam nie mówi, stąd strzępki informacji, które próbujemy poskładać. Te informacje są w rożny sposób zestawiane. Zazwyczaj są to ustne wypowiedzi, bo nie ma żadnych dokumentów, z których czarno na białym coś by wynikało. Tymczasem minister zdrowia powinien pracować głównie pokazując dokumenty – czy to założenia do ustawy, czy główne projekty aktów prawnych. Tego jednak nie widzimy.

Coś da się z tego wyłowić?
Bolesław Piecha: Wygląda na to, że Bartosz Arłukowicz zamierza odbudować to, co poprzednio systematycznie niszczył. Bo systematycznie obniżał rangę i rozmywał odpowiedzialność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, tzw. lekarza rodzinnego, i nagle okazuje się, że po dwóch latach właśnie na lekarzu rodzinnym ma zamiar budować podwaliny lepszego funkcjonowania polskiej opieki zdrowotnej. A głównie ma zamiar na tej podstawie walczyć z kolejkami. Mało wiarygodnie to brzmi, tym bardziej, że jak zwykle w szczegółach nic więcej nie wiadomo. A te szczegóły to chociażby sposób finansowania podstawowej opieki zdrowotnej. Jak na razie, w przyjętym planie finansowym NFZ – a jest to dokument obowiązujący również ministra – nie ma jakiś znaczących wzrostów finansowych na podstawową opiekę zdrowotną. W związku z tym zapowiedzi, że coś się zmieni, bo dofinansujemy, przesuniemy środki finansowe i na nowo wytworzymy tego lekarza rodzinnego – nakładając mu oczywiście i zadania, i pieniądze – wydają się jedynie obietnicami bez pokrycia. Tego w dokumentach po prostu nie widzę.
Dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, czyli prywatna kolejka
W tych zapowiedziach od jakiegoś czasu coraz głośniej mówi się o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych…
Bolesław Piecha: Kwestia związana z wprowadzeniem dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych to drugi, po POZ, pomysł Arłukowicza. Od samego początku rządów PO jest to pewien klucz – czy raczej wytrych – że w Polsce uda się uratować opiekę zdrowotną poprzez ściągnięcie z rynku, jak to się elegancko mówi, pieniędzy, które tam krążą. To są te pieniądze, które wydajemy w aptekach, bardzo często na leki nierefundowane, to są pieniądze, które zostawiamy w gabinetach prywatnych, korzystając z prywatnej opieki zdrowotnej, to środki, które są w mniej czy bardziej nieformalnych opłatach za świadczenie zdrowotne udzielane przez lekarza. Ubezpieczenia dodatkowe mają rzekomo te pieniądze „ucywilizować”. Ja w to nie wierzę. Poza tym mamy pewne zapisy w konstytucji i na ich podstawie bardzo trudno będzie podzielić pacjentów na lepszych i gorszych. Tym bardziej, że ubezpieczenia nie mają się odnosić do jakości leczenia, nie mają mieć nic wspólnego ze standardami (np. sale jednoosobowe), ale mają się odnosić do kolejek. Mają powstać kolejki publiczne i prywatne. Pomysł-kuriozum, że ma się pojawić prywatna kolejka! Trochę mi to przypomina mięsne sklepy komercyjne, które funkcjonowały za Gierka. Jestem Ślązakiem, więc dokładnie pamiętam to, co było na Śląsku. Kolejki były i tu, i tu. Tylko tyle, że tam się kupowało na tzw. kartki G, które wydawało górnictwo. Ten system zbankrutował po protestach społecznych. Ludzie nie są przecież zadowoleni z dzielenia ich na lepszych i gorszych. Więc taka machina raczej się nie sprawdzi. Innych pomysłów ministra zdrowia nie znam.

Premier zakładnikiem Arłukowicza
Skoro szef resortu zdrowia nie ma żadnych koncepcji, to przesądzona jest jego dymisja wiosną?
Bolesław Piecha: Trudno mi powiedzieć, jaka będzie kolejność zdarzeń. W zasadzie premier stał się zakładnikiem Arłukowicza. Miało być tak, że „złapał Kozak Tatarzyna”, a wygląda na to, że jest odwrotnie. I że właśnie Tusk jest zakładnikiem Arłukowicza. Bo tyle „obron Czestochowy”, ile wykonał w jego imieniu, nie zrobił nikt. To teraz ma się go pozbyć? Niby dlaczego? Sądzę, że rzeczywistość w polskiej opiece zdrowotnej absolutnie przerosła możliwości intelektualne tej koalicji rządowej, a już na pewno – i to od samego początku – przerosła ministra Arłukowicza.

Prywatyzacja szpitali i model amerykański
Od kilku tygodni mówi się o prywatyzacji szpitali, o nadużyciach z tym związanych. Padają przykłady placówek w Mysłowicach i Tychach…
Bolesław Piecha: To są przykłady działania niejasnych przepisów oraz wiary, że coś prywatnego uratuje szpital. Jeżeli chodzi o opiekę zdrowotną skomercjalizowaną, czyli opartą na zysku – bo ona podobno gwarantuje doskonałe zarządzanie i doskonałe efekty – to taki system od dziesięcioleci obserwujemy w Ameryce. Wiadomo stąd, że komercjalizacja i prywatyzacja ochrony zdrowia powodują jedno: gwałtowny wzrost kosztów opieki zdrowotnej. A co mamy w Polsce? Mamy atmosferę, wprowadzaną od kilku lat, że w zasadzie prywatne jest lepsze i że trzeba wszystko opierać na rachunku ekonomicznym. I co się stało? Nakłady na służbę zdrowia od 2007 r. wzrosły o 30 mld zł, czyli o połowę. A czy coś się zmieniło?
Przeczytaj również: Kręcimy lody, panowie! Prywatyzacja szpitali w Mysłowicach, Tychach i Łodzi
Nic. Chyba tylko na gorsze.
Bolesław Piecha: Właśnie. Urosły kolejki. W Stanach Zjednoczonych, gdzie komercjalizacja, prywatyzacja i zysk jest duży, nakłady są najwyższe na świecie. Żadne kraje europejskie nie mogą się nawet zbliżyć do ich wysokości. Natomiast efekty zdrowotne są kiepskie. Można mieć oczywiście spektakularne sukcesy, wykonywać wspaniałe operacje czy zabiegi, i można mieć również szarego Smitha, u nas szarego Kowalskiego, który albo jest pozbawiony dostępu do opieki w ogóle, albo ten dostęp szwankuje. Dodatkowo są jeszcze tzw. zobiektywizowane czynniki zdrowia, czyli śmiertelność okołoporodowa noworodków i długość życia. I muszę powiedzieć z przykrością, że jeśli chodzi o śmiertelność okołoporodową noworodków, to dane z USA są zbliżone do tych w Albanii, a jeśli chodzi o długość życia, to jest ona porównywalna z nami.
Przed pacjentami jednak roztacza się zupełnie inne wizje…
Bolesław Piecha: Komercjalizacja, wzrost kosztów i spektakularne sukcesy oraz ogromna rzesza tych, którym się w ogóle nie poprawiło – tak wygląda obraz służby zdrowia, do jakiej tęsknią rządzący. Ja jestem bardzo daleki od modelu komercjalizacji i prywatyzacji. Ani w Mysłowicach, ani w Sosnowcu, ani w Tychach taka rzecz nie wyszła. Tychy się przecież skomercjalizowały. I co? Teraz się sprzedają. A Mysłowice to jest jakiś błąd prezydenta miasta. Ten szpital jest maleńki i powinien być odpowiednio przekształcony. Nie mamy w dalszym ciągu opieki długoterminowej nad przewlekłym pacjentem. I być może w tym była szansa dla tego szpitala, a nie w prywatyzacji. Bo inaczej, przy istnieniu w mieście drugiego szpitala, powstanie tam wewnętrzna konkurencja. Jedna placówka będzie drugiej wyrywać pacjenta. Tyle, że do Mysłowic na leczenie nie będzie jeździło pół Polski. Czyli, niezależnie co się stanie, wszystko pójdzie na marne. A przy okazji sprywatyzuje się kontrakt i ktoś z tego spróbuje ukroić jakiś zysk. Myśmy to w Polsce już obserwowali. Duże zakłady pracy, supersamy – wszystko to poszło w ruinę. Jeśli taki będziemy mieli kierunek w służbie zdrowia, to będą wyrastać prywatne szpitale, które będą zajmowały się wydłubywaniem rodzynek z tego ciasta, jakim jest kasa NFZ. Część procedur pójdzie w górę, a te mniej rentowne będą chyliły się do upadku. Tyle, że te najmniej opłacalne są nam niestety najbardziej potrzebne.
Anna Skopińska
ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Anny Skopińskiej z Bolesławem Piechą pt. „Premier zakładnikiem Arłukowicza” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 7 (954) z dnia 11 lutego 2014 roku, s. 4 (zapowiedź na s. 1). Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Anna Skopińska / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 7 (954)/2014, s. 4 (zapowiedź na s. 1).



