W ubiegłym tygodniu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz odpierał w Sejmie zarzuty opozycji, która domaga się jego odwołania. Anna Skopińska rozlicza ponad dwa lata jego urzędowania. Pod lupę bierze ustawę refundacyjną, czyli ustawę z 12 maja 2011 r. o refundacji leków, po której pacjenci, jak wynika z przytaczanych danych, dopłacają do leków więcej niż wcześniej. Pisze o wielomiesięcznych kolejkach do specjalistów, o raportach Najwyższej Izby Kontroli, o systemie eWUŚ, który miał sprawdzać prawo pacjenta do leczenia, a doprowadził do konfliktu ministra z Narodowym Funduszem Zdrowia i odwołania prezes Agnieszki Pachciarz, oraz o liście ministra do lekarzy.
Żenujący spektakl – tylko tak można nazwać ubiegłotygodniowe odpieranie zarzutów opozycji przez ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza. Żenujący, upokarzający i pokazujący, jak faktycznie polski rząd – bo premier Donald Tusk obecny był także na sali sejmowej – traktuje pacjentów. Bo gdyby coś robił w sprawie poprawy funkcjonowania służby zdrowia, nie byłoby śmiechów i publicznego naigrywania się z argumentujących za odwołaniem nieudolnego ministra posłów.
Raporty NIK i dwa lata na fotelu ministra
Byłyby za to konkretne propozycje tego, co może zrobić rząd Tuska, by chorzy nie umierali w kolejkach, by nie odchodzili z kwitkiem sprzed aptecznych okienek i by mieli pewność, że w razie nagłego wypadku czy zdarzenia pogotowie lub szpital nie odmówi pomocy. Tego niestety zabrakło. Tymczasem argumenty opozycji, pacjentów, lekarzy i krytyków polityki zdrowotnej tego rządu i samego Bartosza Arłukowicza nie padają tylko po tej przeciwnej stronie. W ostatnich dwóch latach wyszło kilka raportów Najwyższej Izby Kontroli, które potwierdzają, że w ochronie zdrowia panuje bałagan, długie kolejki uniemożliwiają szybkie i skuteczne leczenie, mimo zakupu drogich sprzętów chorzy mają też ograniczony dostęp do diagnostyki, placówki nie wykorzystują możliwości, a programy profilaktyczne resortu zdrowia są martwe. Rzeczywistość, której – mimo ponad dwóch lat spędzonych na fotelu ministra – Arłukowicz zmienić nie potrafił. A może nawet nie chciał. Robił jedynie to, co w rezultacie zaszkodziło pacjentom, jak choćby forsowanie ustawy refundacyjnej czy straszenie lekarzy karami. Mimo, że jako poseł SLD wspomniane przepisy ostro krytykował. Teraz wypadałoby, by odszedł – w niesławie, ale odszedł. Być może stanie się to w marcu, gdy nie uda się przedstawić konkretnych propozycji skrócenia kolejek. Na razie jednak zdaje się, że mimo pogrożenia palcem premier Tusk toleruje ministra, który swoim oddaniem sprawie pogrąża polską służbę zdrowia i szkodzi pacjentom.
Ustawa refundacyjna
Przepisy, które miały uregulować rynek leków i w rezultacie sprawić, że pacjenci płacą mniej. Po dwóch latach funkcjonowania wiemy już, że mniej, ale nie dla chorych. Mniej dopłaca państwo. Ci, którym ogłaszana co dwa miesiące lista miała pomóc, coraz częściej zastanawiają się nad wykupieniem leków. To choćby chorzy na cukrzycę, którym coraz częściej drożeją paski do glukometrów czy cierpiący na padaczkę lekooporną, którym podstawowy i skuteczny lek Keppra w ciągu dwóch lat zdrożał z dwudziestu kilku do ponad stu złotych. Pacjenci płacą znacznie więcej niż przed wprowadzeniem ustawy – oceniają także specjaliści z IMS Health. Według raportu tej firmy w 2012 r. pacjenci dopłacali 38,7 proc. ceny leku, a rok wcześniej – 36 proc. W 2013 r. chorzy zapłacili prawie 42 proc. Dlatego po wprowadzeniu ustawy skorzystał jedynie budżet NFZ. W ub.r. na dofinansowanie leków wydanych zostało o 1,2 mld zł mniej niż planowano. A 32 proc. seniorów (wg badania TNS Polska) nie wykupiło leków z powodu braku pieniędzy. Ile osób w tym roku będzie w takiej sytuacji?
Kolejki
Ich skrócenie obiecywała już poprzedniczka Arłukowicza, Ewa Kopacz. Tyle, że były to jedynie obietnice. Dzisiaj sytuacja jest już dramatyczna. Przez limity, często nie mające nic wspólnego z rzeczywistością, chorzy stoją w kilku- i kilkunastomiesięcznych kolejkach do specjalistów, na zabiegi i operacje. W całej Polsce. Problemy są z wizytami do kardiologów, ortopedów czy okulistów. Ale nie tylko. Na zabieg urologiczny np. w Giżycku czas oczekiwania to ponad dwa lata, na endoprotezę w Łodzi czeka się półtora roku, do endokrynologa w Warszawie „tylko” pół roku. Można by mnożyć przykłady. Wielu chorych zniechęconych oczekiwaniem wybiera wizyty prywatne. Tyle, że także bardzo wielu na to nie stać. Dlatego to kolejny argument świadczący o bezczynności ministra zdrowia – podział polskich chorych na tych, którzy mogą leczyć się prywatnie, i tych, którym brak funduszy. Podział, który dokonał się i już. Przy olbrzymiej pomocy NFZ i resortu zdrowia.
System eWUŚ
Kolejny knot albo sukces. Zależy od sytuacji. Długo przez Arłukowicza chwalony splatał mu figla. Wyłapał tysiące nieubezpieczonych, za których NFZ zażądał pieniędzy od ministerstwa i skierował do sądu skargę na ministra. To wywołało konflikt i doprowadziło do zwolnienia szefowej Funduszu Agnieszki Pachciarz. Nieudolny system wrócił jednak do łask, gdy następca pani prezes wycofał skargę.
Wiele „przeciw” ministrowi się jeszcze znajdzie. Podstawowym jest brak jakiejkolwiek reformy, która sprawiłaby, że to faktycznie człowiek liczy się w tym wszystkim, a nie przepisy. A że tego brakuje świadczą chociażby sytuacje sprzed kilku czy kilkunastu dni, gdy priorytetem stają się limity, papierki i groźby kar, a nie chorzy. Minister Arłukowicz „zasłynął listem do przyjaciół lekarzy”, w którym wyliczył wszystkie błędy środowiska, z którego się sam wywodzi. Zupełnie bezkrytycznie w stosunku do siebie, obarczył medyków winą za złą sytuację w polskiej ochronie zdrowia. Tymczasem sam nie zrobił nic, no może prócz skombinowania pieniędzy na in vitro, w czasie gdy chorym na rzadkie choroby genetyczne, pacjentom onkologicznym i cierpiącym na jeszcze wiele innych schorzeń odmawia się dostępu do nowoczesnych terapii i skazuje na powolne umieranie.
Anna Skopińska
W tym samym numerze: Obietnice puste i bezczelne – o obietnicach rządu na 2014 rok
ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Anny Skopińskiej pt. „„Sukcesy” ministra” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 5 (952) z dnia 28 stycznia 2014 roku, s. 1 i 3. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Anna Skopińska / „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 5 (952)/2014, s. 1.




