Porażka Donalda Trumpa w wyborach do Kongresu nie przybliża Ukrainy do końca wojny za naszą wschodnią granicą. Jest wręcz przeciwnie. Jak donosi Bloomberg, Kreml przestał wierzyć, że prezydent USA po tym, jak jego władza została właśnie mocno osłabiona, zdoła zmusić Kijów do przyjęcia rosyjskich warunków. Co za tym idzie, Rosja szykuje się na długą wojnę. Moskwa zamierza nasilić ataki na Ukrainę, a jednocześnie uzyskać od Waszyngtonu kolejne ustępstwa w sprawie sankcji. Jeżeli więc ktoś liczył, że koniec wojny na Ukrainie jest blisko, teraz może się rozczarować.
Koniec wojny na Ukrainie się oddala
3 listopada 2026 r. na łamach Bloomberga pojawił się artykuł o tym, w jaki sposób Kreml zamierza rozegrać sytuację po wyborach połówkowych w USA. Agencja powołuje się na anonimowe źródła, w tym na osobę bliską Kremlowi. Z jej ustaleń wynika, że Moskwa nie wierzy już, aby Trump był w stanie wymusić na Ukrainie przyjęcie rosyjskich warunków.
Dlatego Władimir Putin zamierza postawić na przedłużanie tej wojny. Plan Kremla zakłada:
- nasilenie uderzeń na Ukrainę
- zwiększenie presji na państwa europejskie, które wspierają Kijów
- dalsze luzowanie amerykańskich sankcji wobec Rosji
- przekonanie Trumpa, że USA i Rosja mogą robić interesy bez kończenia wojny
Według informatora Bloomberga Moskwa chciałaby powtórki z porozumienia w sprawie rosyjskiego oleju napędowego, które Trump ogłosił na początku października. O tym, że Biały Dom rozważał łagodzenie sankcji w zamian za biznes, pisaliśmy już wcześniej.
Trump bez Kongresu. Kreml liczy na słabość Waszyngtonu
Założenia Kremla opierają się w dużej mierze na wyniku wyborów z 3 listopada. Demokraci zdobyli większość w obu izbach Kongresu, czyli w Senacie i Izbie Reprezentantów. Nowy Kongres zbierze się w styczniu 2027 r. Od tego momentu Trump będzie musiał rządzić przy opozycyjnej wobec niego większości, która kontroluje budżet i może wszczynać śledztwa wobec jego administracji.
W Moskwie uznano, że w takim układzie sił prezydent USA posiada znacznie mniej zasobów, aby naciskać na Kijów. Emily Ferris z brytyjskiego think tanku RUSI ostrzegła w rozmowie z Bloombergiem, że Trump może ponownie zostać wciągnięty w prowadzenie ataków przeciw Iranowi. Jej zdaniem to mogłoby zagrozić amerykańskim dostawom broni dla Ukrainy, ponieważ pojawiłyby się głosy, że lepiej użyć jej na Bliskim Wschodzie.
Podobną tezę stawia na łamach „Rzeczpospolitej” Rusłan Szoszyn. Jego zdaniem porażka Trumpa nie oznacza sukcesu Ukrainy, a myślenie życzeniowe o szybkim pokoju po zmianach w amerykańskim Kongresie jest niebezpieczne. Putin nie zamierza bowiem rezygnować z celu, jakim jest podporządkowanie sobie Ukrainy i długa konfrontacja z Zachodem.
Rekordowy budżet wojenny Rosji
Potwierdzeniem tego, że Rosja absolutnie nie szykuje się do zawarcia pokoju, jest strategia finansowa Kremla. Na początku października Bloomberg ujawnił, że wydatki wojskowe Rosji w 2026 r. sięgną ok. 17 bln rubli, czyli niemal 200 mld dolarów. To rekord i o ok. 40 proc. więcej, niż zakładał budżet przyjęty pod koniec 2025 r. Putin dorzucił do budżetu wojny prawie 60 mld dolarów ponad zakładany plan.
Kreml płaci jednak za to wysoką cenę. Deficyt budżetu Rosji ma w tym roku przekroczyć 7 bln rubli, choć pierwotnie zakładano 3,8 bln rubli. Brakujące środki Moskwa pożycza na rynku krajowym i pozyskuje ze sprzedaży złota. Mimo to Kreml nie zamierza zwalniać tempa. Na 2027 r. zaplanowano wydatki wojskowe na poziomie 17,1 bln rubli, a w kolejnych latach jedynie nieznacznie mniej:
- 2028 r.: 16,6 bln rubli
- 2029 r.: 16,3 bln rubli
Według Bloomberga zwrot nastąpił po szczycie Trumpa i Putina na Alasce w sierpniu 2025 r. Prezydent Rosji liczył wtedy, że w ciągu roku uda się zawrzeć porozumienie. W styczniu 2026 r. Kreml uznał jednak, że układ z Ukrainą jest poza zasięgiem, i przyspieszył finansowanie przemysłu zbrojeniowego.
Rozmowy w Abu Zabi. Gra na czas
Co istotne, wszystko dzieje się tuż przed kolejną rundą rozmów pokojowych między Waszyngtonem, Kijowem a Moskwą. Specjalny wysłannik Trumpa Steve Witkoff zapowiedział, że trójstronne rozmowy USA, Rosji i Ukrainy odbędą się 10-11 listopada w Abu Zabi. Mają dotyczyć m.in. bezpieczeństwa po wojnie, deeskalacji i kwestii humanitarnych. Rosję kolejny już raz będzie reprezentował doradca Putina Władimir Miedinski.
Nie ma jednak co się łudzić, że wyżej wspomniane negocjacje coś zmienią. Kreml już wcześniej powracał do swoich żądań sprzed inwazji i domagał się m.in. wycofania NATO z Polski. Teraz zamierza równolegle prowadzić negocjacje i bombardować. Zauważmy, że od lata Rosja nasila ataki rakietowe i dronowe na ukraińską energetykę, transport i cele cywilne. W połowie października w ukraińską energetykę uderzyło 39 rakiet balistycznych i ponad 120 dronów.
Co to oznacza dla Polski?
Dla Polski to zła wiadomość. Długa wojna za wschodnią granicą oznacza dalsze zagrożenie, presję na wschodnią flankę NATO i koszty wsparcia dla Ukrainy. Kreml liczy przy tym, że dojdzie do kolejnych podziałów na Zachodzie, które by wynikały ze zmęczenia wojną w Europie i sporów politycznych w USA. Amerykański wywiad ostrzegał już, że Rosja może chcieć przetestować obronność Sojuszu.
Możemy więc wyciągnąć następujący wniosek. Zmiana układu sił w Waszyngtonie nie zatrzyma Putina. Polska w dalszym ciągu musi wzmacniać własną armię i nie liczyć na to, że wojnę zakończy za nas ktoś inny.


