Wybory połówkowe w USA zakończyły się porażką Republikanów i prezydenta Donalda Trumpa. Demokraci zdobyli większość w obu izbach Kongresu, czyli Senatem i Izbą Reprezentantów. Udało im się odbić mandaty nawet w tych stanach, które od dekad uchodziły za bastiony Partii Republikańskiej, jak Teksas czy Kansas. Trump zapewnia, że wynik uzna, ale twierdzi, że gdyby sam był na karcie wyborczej, jego partia wygrałaby „z przytłaczającą przewagą”.
Czym są wybory połówkowe i kto w nich startował
Wybory połówkowe, po angielsku „midterms”, odbywają się w Stanach Zjednoczonych w połowie czteroletniej kadencji prezydenta. Amerykanie wybierają wtedy całą Izbę Reprezentantów (435 deputowanych), około jednej trzeciej Senatu oraz część gubernatorów stanowych. Prezydent nie uczestniczy bezpośrednio w wyborach, ale ich wynik od zawsze jest traktowany jako ocena jego dotychczasowych rządów.
W wyborach o głosy wyborców rywalizują dwie główne partie. Partia Republikańska (GOP) to ugrupowanie konserwatywne, z którego wywodzi się Donald Trump. Partia Demokratyczna to ugrupowanie centrolewicowe i liberalne, z którego pochodzili m.in. Joe Biden i Barack Obama. Warto zaznaczyć, że przed wyborami Republikanie mieli większość w obu izbach, w Senacie 53 do 47.
Wyniki wyborów połówkowych w USA
Liczenie głosów jeszcze trwa, ale po wstępnych wynikach amerykańskie media już przypisały Demokratom kontrolę nad Kongresem. Agencja AP ogłosiła, że Demokraci zdobędą większość w Senacie. CNN i NBC News spodziewają się ich zwycięstwa także w Izbie Reprezentantów.
- Senat: Demokraci odbili Republikanom sześć mandatów i mają mieć co najmniej 53 ze 100 miejsc
- Izba Reprezentantów: do większości potrzeba 218 mandatów, a kolejne prognozy NBC News dają Demokratom od ok. 244 do nawet 255
- wyniki w części okręgów, m.in. na Alasce i w Maine, nie są jeszcze ostateczne
Szczególnie bolesne dla Republikanów okazały się porażki w stanach, które uważali za pewne. W Teksasie demokrata James Talarico pokonał republikanina Kena Paxtona i zostanie pierwszym demokratycznym senatorem z tego stanu od 1998 r. Demokraci zdobyli również mandaty senatorskie w Kansas (Adam Hamilton), Ohio (Sherrod Brown), Iowa (Josh Turek), Karolinie Północnej (Roy Cooper) i Karolinie Południowej (Annie Andrews). W Georgii mandat utrzymał demokrata Jon Ossoff.
Demokraci wygrali także wybory na gubernatorów. W Teksasie zwyciężyła Gina Hinojosa, w Ohio Amy Acton, a w Georgii Keisha Lance Bottoms. Republikanie utrzymali m.in. Florydę, gdzie gubernatorem zostanie Byron Donalds.
Trump: „Nie byłem na karcie wyborczej”
Trump na najnowsze doniesienia zareagował w swoim stylu. Na platformie Truth Social przekonywał, że to nie on przegrał.
Nie byłem na karcie wyborczej, a gdybym był, wygralibyśmy z przytłaczającą przewagą!
Donald Trump, wpis na Truth Social, 3 listopada 2026 r. (tłumaczenie redakcji)
W rozmowie z „New York Timesem” zapewnił jednak, że jest „absolutnie gotów zaakceptować” wynik. „Będziemy współpracować z Demokratami i czekamy na tę współpracę. Pewnie się dogadamy” – mówił (tłumaczenie redakcji). Jednocześnie opublikował grafikę swojej czerwonej czapki, na której zamiast hasła kampanii widnieje słowo „VETO”. W ten sposób dał do zrozumienia, że zamierza blokować ustawy nowej większości w Kongresie.
Demokraci: „Ameryka powróciła”
Demokraci nie kryją zadowolenia ze swojego triumfu. Lider partii w Izbie Reprezentantów Hakeem Jeffries, który najpewniej zostanie jej przewodniczącym, ogłosił, że „Ameryka powróciła”.
Amerykanie zabrali głos i jasno dali do zrozumienia, że mają dość ekstremizmu i korupcji.
Hakeem Jeffries, lider Demokratów w Izbie Reprezentantów (tłumaczenie redakcji)
Jeffries zapowiada, że Demokraci skupią się na kosztach życia i dostępie do opieki zdrowotnej. Kontrola nad Kongresem daje im też narzędzia do patrzenia administracji Trumpa na ręce: komisje śledcze, budżet i możliwość blokowania jego projektów.
Europa: bez euforii
W Europie pod kątem nastrojów dominuje ostrożność. Jeszcze przed wyborami unijni dyplomaci zastrzegali, że nie spodziewają się w najbliższym czasie większej zmiany w polityce Białego Domu. „Nie sądzimy, żeby ta nieprzewidywalność się zmieniła” – mówił jeden z wysokich rangą dyplomatów UE. Dyplomaci NATO zapewniali, że wynik nie wpłynie na przegląd amerykańskich sił w Europie prowadzony przez Pentagon.
Analitycy ostrzegają też, że ostatecznie może się zadziać zupełnie odwrotny scenariusz względem oczekiwań. „W Ameryce mamy historię prezydentów, którzy mając kłopoty w kraju, bardziej angażują się na arenie międzynarodowej” – zauważył Bruce Stokes z German Marshall Fund (tłumaczenie redakcji). Weźmy pod uwagę, że polityka zagraniczna i dowodzenie armią pozostają w rękach prezydenta, a nie Kongresu.
Polska: „memento dla Donalda Tuska”
Najszybciej na doniesienia zza oceanu zareagował Pałac Prezydencki. Szef Biura Polityki Międzynarodowej Kancelarii Prezydenta Marcin Przydacz napisał na X, że wynik wyborów w USA to „memento dla Donalda Tuska i jego ludzi”, bo „żadna władza nie trwa wiecznie”. Podkreślił, że o władzy w Ameryce decydują Amerykanie, a Polska będzie dalej współpracować ze Stanami Zjednoczonymi jako sojusznikiem. Dodał, że o zmianie w Sejmie zdecydują także polscy wyborcy, być może już wkrótce.
Szef Kancelarii Prezydenta Zbigniew Bogucki studził emocje w Telewizji Republika. „Republikanie nie wygrali wyborów połówkowych, ale nie przegrali ich sromotnie” – ocenił.
Publicysta Piotr Zaremba na łamach Interii stwierdził, że najprawdopodobniej obóz rządzący przedstawi zwycięstwo Demokratów jako klęskę polskiej prawicy. „Jeśli demokraci zdobędą większość w amerykańskim Kongresie, ludzie Donalda Tuska ogłoszą klęskę polskiej prawicy” – pisał. Zwracał jednak uwagę, że dla Tuska to co najwyżej częściowe zwycięstwo, bo „Donald Trump pozostanie głównym rozgrywającym”.
Co wynik wyborów w USA oznacza dla Polski
Dla Polski najważniejsze jest to, czego wybory nie zmieniły. Trump pozostaje prezydentem do stycznia 2029 r. i to on, a nie Kongres, decyduje o polityce zagranicznej i o tym, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze. Kwestia stałej bazy USA w Polsce pozostaje więc w rękach Białego Domu.
Kongres ma za to w ręku pieniądze. Demokratyczna większość może utrudnić Trumpowi gwałtowne cięcia pomocy dla Ukrainy i wydatków na obecność wojskową w Europie. Demokraci mocno wspierają NATO, a większość z nich nie kwestionuje obecności amerykańskich wojsk w Polsce.
Jest też drugie ryzyko. Prezydent, który traci władzę w kraju, może szukać sukcesów za granicą, np. szybkiego porozumienia z Rosją kosztem Ukrainy. O tym, że Biały Dom naciska na Kijów, pisaliśmy już wielokrotnie. Dla Warszawy oznacza to jedno: niezależnie od tego, kto rządzi w Waszyngtonie, Polska musi budować własne zdolności obronne i utrzymywać dobre relacje zarówno z Białym Domem, jak i z Kongresem.
Co dalej w USA
Nowy Kongres zbierze się w styczniu 2027 r. Do tego czasu Republikanie zachowują większość. Potem Ameryka wejdzie w okres podzielonej władzy, gdzie Biały Dom jest w rękach Republikanina, a Kongres znajduje się pod kontrolą Demokratów. Można spodziewać się nowych sporów o budżet, śledztw w sprawie administracji i częstszego używania przez Trumpa weta oraz dekretów. Kolejnym ważnym testem będą wybory prezydenckie w 2028 r., w których Trump nie może już startować.


