Ludzie na Ukrainie przyszli do szkoły po żywność. Rosjanie w tym czasie zrzucili na nich bomby, a gdy schronili się w podziemiach, uderzyli ponownie. Tym razem zrzucili m.in. trzytonową bombę FAB-3000, która przebiła schron. W Komyszuwasze w obwodzie zaporoskim zginęło co najmniej 50 osób, a pod gruzami wciąż mogą znajdować się kolejne ofiary. To jeden z bardziej krwawych rosyjskich ataków przeprowadzonych na cywilów w tym roku.
Atak na punkt pomocy humanitarnej w Komyszuwasze
Do tragedii doszło w poniedziałek 2 listopada 2026 r. w Komyszuwasze, miejscowości oddalonej ok. 20 km od linii frontu. Zbombardowany budynek szkoły od dawna nie był już wykorzystywany do nauki. Zamiast tego funkcjonował jako punkt wydawania pomocy humanitarnej i schron. Mieszkańcy co tydzień, w poniedziałki, odbierali tam żywność.
Tego dnia rosyjscy lotnicy najpierw uderzyli w budynek bombami FAB-500. Na miejsce przyjechali policjanci i ratownicy. Gdy w okolicy pojawiło się ostrzeżenie przed kolejnymi bombami, cywile i służby schronili się w podziemnym schronie. Wtedy Rosjanie zrzucili kolejnych dziewięć bomb. Taka taktyka jest powszechnie nazywana double tap, co oznacza ponowne uderzenie w to samo miejsce po to, by trafić także ratowników i osoby udzielające pomocy. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nazwał atak „wyjątkowo przerażającym”.
Najpierw uderzyli w ludzi, którzy przyszli odebrać pomoc humanitarną (tłumaczenie redakcji).
Wołodymyr Zełenski, prezydent Ukrainy
FAB-3000 przebiła schron
Szef obwodowej administracji wojskowej Mychajło Semikin poinformował, że wśród zrzuconych bomb znajdowała się FAB-3000. To ważąca trzy tony bomba lotnicza, która zawiera ok. 1,4 tony materiału wybuchowego. Służy do niszczenia betonowych umocnień i bunkrów. Rosjanie montują do takich bomb skrzydła i moduły naprowadzania, dzięki czemu mogą zrzucać je z dużej odległości, poza zasięgiem ukraińskiej obrony.
Schron pod szkołą nie wytrzymał bezpośredniego trafienia. Betonowa konstrukcja uległa zawaleniu, a w miejscu uderzenia wybuchł pożar. Atak zniszczył też salę gimnastyczną, budynek gospodarczy i wóz strażacki. Ostatnie chwile przed uderzeniem nagrała kamera jednego z ratowników. Widać na niej mieszkańców, policjantów i medyków, którzy schodzą do schronu pod szkołą. Nagranie urywa się w momencie wybuchu.
Liczba ofiar ciągle rośnie
Bilans ofiar zmieniał się z dnia na dzień:
- 2 listopada: 26 zabitych, w tym 4 policjantów i 2 ratowników
- 3 listopada: 33 zabitych i 48 zaginionych
- 5 listopada: 43 zabitych według Zełenskiego
- 6 listopada: 50 zabitych według Państwowej Służby ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy
Wśród zabitych są ratownicy Denys Konowałenko i Ołeksij Suszczewski, obaj w wieku 44 lat. Zginęło również czterech policjantów. Akcja ratunkowa trwa od kilku dni. Pracują przy niej m.in. ratownicy górniczy i psy tropiące. W czwartek, czwartego dnia poszukiwań, policja odnalazła żywą 56-letnią kobietę, którą uznawano za zaginioną.
ONZ: Rosjanie musieli wiedzieć o pomocy humanitarnej
Atak potępiła Misja Monitorowania Praw Człowieka ONZ na Ukrainie. Jak ustalono, lokalne władze dzień wcześniej ogłosiły miejsce i godzinę wydawania pomocy na jednym z kanałów w mediach społecznościowych, który obserwuje blisko 5 tys. osób. Szefowa misji Danielle Bell oceniła, że rosyjskie wojsko albo wiedziało o wydawaniu pomocy, albo nie zrobiło nic, by sprawdzić, co dzieje się w miejscowości.
Ten atak wydaje się naruszać najbardziej fundamentalne zasady międzynarodowego prawa humanitarnego (tłumaczenie redakcji).
Danielle Bell, szefowa Misji Monitorowania Praw Człowieka ONZ na Ukrainie
Jak podaje ONZ, w tym roku, jeszcze przed atakiem na Komyszuwachę, bomby szybujące zabiły na Ukrainie co najmniej 478 cywilów, a 2667 zostało rannych. To ok. 16 proc. wszystkich potwierdzonych ofiar cywilnych wojny w 2026 r.
Rosyjska propaganda szuka wymówek
Rosyjskie kanały na Telegramie przekonywały, że w budynku działał punkt kierowania dronami ukraińskich wojsk. Nagranie z kamery ratownika nie potwierdza jednak tej informacji. Widać na nim jedynie cywilów i służby ratunkowe, a nie żołnierzy. To zresztą nie pierwszy rosyjski atak na to miejsce.
Już w połowie czerwca Rosjanie ostrzelali Komyszuwachę podczas wydawania pomocy humanitarnej i ranili wtedy cztery osoby. Ataki na cywilów i infrastrukturę to stały element rosyjskiej wojny. Jeszcze w październiku w ukraińską energetykę uderzyło 39 rakiet balistycznych i ponad 120 dronów. Komyszuwacha stanowi dowód na to, że Kreml nie cofa się przed niczym, nawet przed bombardowaniem kolejki po jedzenie.


