Jeżeli dojdzie do takiej sytuacji, że Rosja zaatakuje któreś z państw Sojuszu, to NATO nie zamierza bronić się wyłącznie na własnym terytorium. Nowe plany obronne zakładają precyzyjny kontratak i uderzenia w głąb Rosji, a szczególnie w bazy, magazyny, fabryki zbrojeniowe i system dowodzenia. Relacje na linii NATO-Rosja wchodzą więc w nowy etap. Głos w tej sprawie zabrał między innymi polski dowódca operacyjny gen. Ireneusz Nowak.
NATO planuje uderzenia w głąb Rosji
Jak donosi amerykański dziennik „The Wall Street Journal”, nowe plany Sojuszu Północnoatlantyckiego powstają pod kierownictwem naczelnego dowódcy sił NATO w Europie, amerykańskiego gen. Alexusa Grynkewicha. W czerwcu 2026 r. Sojusz zorganizował pierwsze w historii sympozjum poświęcone uderzeniom dalekiego zasięgu, czyli tzw. deep strike.
Plany zakładają ataki na cele oddalone od linii frontu o ok. 150 km, ale możliwe są też uderzenia w obiekty oddalone o tysiące kilometrów. Chodzi o wszystkie punkty, które pozwalają Rosji prowadzić wojnę:
- bazy wojskowe i stanowiska dowodzenia
- magazyny broni i amunicji
- zakłady przemysłu zbrojeniowego
- szlaki zaopatrzenia i infrastrukturę, z której korzysta armia
NATO zamierza w tym celu używać precyzyjnej broni konwencjonalnej, a nie jądrowej. W grę wchodzą m.in. amerykańskie pociski Tomahawk i ATACMS, europejskie pociski manewrujące Storm Shadow, SCALP i Taurus, a także tańsze drony i pociski.
Sama obrona nie wystarczy. To lekcja z Ukrainy
Nowe podejście sojuszu wynika z doświadczeń toczącej się wojny na Ukrainie. Chodzi bowiem o to, że dziś samo zatrzymywanie wojsk przeciwnika na granicy nie wystarcza. Rosja jest w stanie tak naprawdę bez końca dowozić na front nowych żołnierzy, amunicję i sprzęt, dopóki jej zaplecze pozostaje nietknięte. Dlatego właśnie NATO w razie wojny zamierza uderzyć w samo źródło siły agresora.
Gen. Grynkewich przedstawił szczegółowo tę koncepcję 12 października 2026 r. na konferencji Warsaw Security Forum. Mówił, że jest to jego „teoria zwycięstwa”. Według jej założeń NATO miałoby najpierw zatrzymać pierwszą falę ataku, a następnie osłabić zdolność przeciwnika do dalszej walki, aby w końcu złamać cały system, który ją napędza.
Obejmuje to nie tylko samą atakującą siłę, ale wszystko, co ją wspiera, utrzymuje i kontroluje (tłumaczenie redakcji).
gen. Alexus Grynkewich, naczelny dowódca sił NATO w Europie, Warsaw Security Forum, 12 października 2026 r.
Docelowo chodzi o to, aby każdy atak na którekolwiek państwo NATO okazał się dla agresora całkowicie daremny.
Gen. Nowak: uderzymy w przemysł zbrojeniowy Rosji
Dziennikarze „Wall Street Journal” rozmawiali też z gen. dyw. pil. Ireneuszem Nowakiem, który od czerwca 2026 r. jest Dowódcą Operacyjnym Rodzajów Sił Zbrojnych. Odpowiada za dowodzenie polskimi wojskami w operacjach.
W przypadku konfliktu z Rosją na pewno chcielibyśmy uderzyć w jej bazę przemysłowo-wojskową (tłumaczenie redakcji).
gen. dyw. pil. Ireneusz Nowak, Dowódca Operacyjny Rodzajów Sił Zbrojnych, „The Wall Street Journal”
Mundurowy przekonywał, że skuteczna obrona wymaga zdolności do uderzenia w źródło ataku. Stwierdził, że gdyby Ukraina miała takie możliwości na początku rosyjskiej inwazji, wojna nie zamieniłaby się w pozycyjne walki przypominające I wojnę światową.
Europa szykuje nowe pociski
Problem w tym, że Europa nie posiada obecnie wystarczająco dużego arsenału, aby przeprowadzać tego typu działania. Państwa Sojuszu chcą zwiększyć zapasy pocisków Storm Shadow, SCALP i Taurus. Fabian Hoffmann z Norweskiego Instytutu Studiów Obronnych przekazał dziennikarzom „WSJ”, że już teraz 20 europejskich producentów pracuje nad co najmniej 48 projektami tanich pocisków manewrujących. Zastrzegł jednak, że nie wszystkie zakończą się sukcesem. Wielka Brytania i Niemcy prowadzą również prace nad wspólnym pociskiem o zasięgu ponad 2000 km. Wiele z tych systemów będzie jednak gotowych dopiero za kilka lat.
Wojskowi gotowi, politycy niekoniecznie
Analitycy zwracają uwagę, że plany wojskowych to jedno, a decyzje polityków to zupełnie odrębna sprawa. Nico Lange, były wysoki urzędnik niemieckiego ministerstwa obrony, wspomniał w rozmowie z „WSJ” o zauważalnym rozjeździe między planowaniem wojskowym, które obejmuje działania ofensywne, a działaniami rządzących. Ci ostatni wciąż traktują obronę głównie jako mur albo „ścianę dronów” na granicy. Nie wiadomo więc, czy europejscy przywódcy w razie wojny zgodziliby się na uderzenia w Rosję. Dla Polski, która leży na wschodniej flance NATO, odpowiedź na to pytanie może mieć kluczowe znaczenie. Zwłaszcza że amerykański wywiad ostrzegał już, że Rosja może chcieć przetestować Sojusz.


