U franciszkanów w Łodzi odbyła się tradycyjna dyngusowa bitwa wodna

Karol Kwiatkowski18 kwietnia, 20225 min
Po dwóch latach przerwy spowodowanej pandemią, przed kościołem pw. Matki Bożej Anielskiej w Łodzi odbyła się dyngusowa bitwa wodna, na którą po mszy św. zaprosił dzieci proboszcz parafii franciszkanin o. Piotr Kleszcz. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu najmłodszych parafian.

Bitwa wodna to atrakcja uwielbiana przez młodych parafian na łódzkiej Górnej. To jedyny dzień w roku, gdy bezkarnie można polać wodą księdza proboszcza. Nic dziwnego, że z potyczki wychodzi on całkowicie przemoczony.

„Po dwóch latach nieobecności śmigusa-dyngusa po franciszkańsku w parafii Matki Bożej Anielskiej – wreszcie powróciliśmy. Okazuje się, że dzieci modliły się za ten powrót i ich modlitwa została wypełniona” – powiedział o. Piotr Kleszcz.

Jak przypomniał, woda jest czymś bardzo ważnym dla chrześcijan; przez nią zostają oni włączeni do wspólnoty Kościoła i to woda obmywa ich z grzechu pierworodnego.

„Chcemy też nauczyć dzieci, że żart jest wtedy dobry, gdy wszyscy dobrze się bawią – nie tylko ci, którzy polewają, ale i ci, którzy są polewani. Jeżeli ktoś sobie tego nie życzy, można to uznać za chuligaństwo. Tego uczymy dzieci. Poza tym zabawa w bitwę wodną skraca dystans. Dzieci i rodzice czekają na ten dzień, bo dzięki temu stajemy się jeszcze bardziej przyjaciółmi. Choć właściwie to jesteśmy nimi cały czas” – dodał.

Po odprawieniu mszy świętej dla dzieci – w tym roku została odprawiona o godz. 11.30 – ksiądz proboszcz zdejmuje ornat, zakłada bejsbolówkę oraz okulary do pływania i z wielkim pistoletem na wodę odbywa potyczkę z parafianami na placu przed kościołem. W tym roku wzięło w niej udział kilkudziesięciu najmłodszych parafian – w tym również kilkulatki – uzbrojonych w różnego rodzaju akcesoria do polewania.

„W ten sposób obchodzimy dyngus już od 15 lat. Znam parafian, którzy sami kiedyś polewali mnie wodą, a teraz przyprowadzają swoje dzieci. Oczywiście wynik tej walki jest z góry przesądzony – już kiedy wychodzę, mówię: macie zlać mnie do suchej. Chodzi zresztą o zabawę, a nie walkę; na koniec wszyscy przybijamy sobie piątkę na zgodę. Bo hasłem franciszkańskim jest +pokój i dobro+” – zaznaczył ks. Kleszcz.

Śmigus-dyngus pierwotnie występował w historii jako dwa odrębne zwyczaje, praktykowane w drugi dzień Wielkanocy, które z czasem połączyły się. Śmigus obejmował zarówno praktykowane na północy Polski dotykanie czy uderzanie zielonymi gałązkami, jak i polewanie wodą – głównie dziewcząt i panien – znane w środkowej i południowej Polsce.

Dyngus (niem. dingen – „wykupować”) – to inaczej świąteczna kwesta, w której uczestniczyli chłopcy i kawalerowie. Wiązała się z życzeniami, za co dostawało się jedzenie, przede wszystkim pisanki i kraszanki wielkanocne lub potrawy świąteczne. Przy tej okazji odbywało się też polewanie wodą panien.(PAP)

Autorka: Agnieszka Grzelak-Michałowska

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *