WiadomościEksperci: Wywołując kryzys na granicach Łukaszenka próbuje wymusić ustępstwa

Karol Kwiatkowski3 września, 20218 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Celem działań Białorusi na granicach z krajami UE jest podwyższenie kosztów presji na władze Białorusi – mówi PAP analityk Arciom Szrajbman. „Chodzi o ustępstwa i nakłonienie Zachodu do rozmów” – dodaje komentator Alaksandr Kłaskouski.

„Celem tworzenia presji nielegalnej migracji na granicach UE jest podwyższenie kosztów wywierania nacisków na władze w Mińsku” – ocenia w rozmowie z PAP analityk Arciom Szrajbman.

„Alaksandr Łukaszenka nie może wprowadzić sankcji wobec Zachodu tak, by nie było to bardziej bolesne dla niego samego. Dlatego sięga po takie +kontrsankcje+, które jego samego niewiele kosztują, a powodują duże szkody dla drugiej strony” – ocenił Szrajbman, komentując gwałtowny wzrost liczby nielegalnych migrantów z terytorium Białorusi.

Według eksperta jest to sygnał dla Zachodu, który ma pokazać, że „Łukaszenka może podejmować działania, które Zachód zabolą”. Jak mówi Szrajbman, chodzi nie tylko o koszty gospodarcze dla drugiej strony, lecz także o polityczne. „Widzimy, że sytuacja z migrantami doprowadziła już do sporów i emocji na Litwie i w Polsce” – wskazuje.

„Czy można to nazwać strategią? W pewnym sensie tak” – uważa rozmówca PAP.

„Chodzi o nakłonienie Zachodu do rozmów, a przy tym podbicie stawki – pokazanie, że Białoruś jest potrzebna do rozwiązania problemów migracyjnych, przemytu, a nawet, jak ostrzegał Łukaszenka – przemieszczania przez granicę materiałów radioaktywnych” – mówi PAP komentator portalu Naviny.by Alaksandr Kłaskouski.

„Zachód chce rozmawiać o prawach człowieka, więźniach politycznych, sytuacji politycznej w kraju, a Łukaszenka próbuje przesunąć punkt ciężkości na inne problemy” – dodaje.

„On jest zainteresowany tym, by nie było kolejnych sankcji, tym bardziej, że one mają opóźniony efekt i białoruska gospodarka dopiero je odczuje” – mówi Kłaskouski. „Chce też pokazać, że aby rozwiązać problemy konieczna jest rozmowa z nim, a więc przynajmniej de facto uznania, że to on jest prezydentem” – wskazuje analityk. Dodaje, że dla białoruskiego polityka fakt, iż po ubiegłorocznych wyborach po raz pierwszy Zachód wprost odmówił mu legitymacji, jest „osobistą urazą”.

Szrajbman przypomina, że wezwania do rozmów padały ze strony Łukaszenki w ostatnim czasie wielokrotnie, lecz on zaznaczał, że gotów jest rozmawiać „bez warunków wstępnych”.

„To taktyka, w której najpierw są ostrzeżenia i groźby, a potem zaproszenie: +siądźmy, rozmawiajmy+. To trochę przypomina działania Rosji wobec Ukrainy: zajmujesz Krym, zajmujesz część Donbasu i mówisz: Chcecie z powrotem Donbas, to o Krymie już więcej rozmawiać nie będziemy. Tak samo Łukaszenka chce wyłączyć z rozmowy sytuację wewnętrzną. Żeby targować się nie o prawa człowieka i wybory, lecz o sankcje i np. rozwiązanie sytuacji na granicach” – ocenia Szrajbman.

„Łukaszenka jest mistrzem w targowaniu się i myślę, że gdyby zobaczył jakąś gotowość z drugiej strony, szybko dałby sygnał, że może wziąć sytuację z migrantami pod kontrolą. Moim zdaniem jednak trudno jest sobie wyobrazić, że uda mu się taką drogą wymusić ustępstwa. Raczej jego działania będą prowadzić do odwrotnego skutku – już słyszymy głosy o kolejnych sankcjach ze strony UE” – mówi Szrajbman. Przewiduje, że zgodnie z dotychczasową tendencją, strona białoruska będzie „działać w trendzie na eskalację”.

W ostatnich miesiącach na granicach Białorusi z Litwą, Łotwą i Polską gwałtownie wzrosła liczba nielegalnych przekroczeń granicy przez migrantów z Iraku, Syrii, Afganistanu, krajów Afryki.

Strona unijna uważa, że Białoruś celowo przekierowuje na terytorium graniczących z nią państw unijnych grupy nielegalnych migrantów. Liczba ich rośnie od wiosny, a pierwszym krajem, który doświadczył masowego napływu migrantów, przekraczających granicę poza wyznaczonymi przejściami, była Litwa.

Gwałtowny wzrost nastąpił pod koniec maja (tuż po incydencie z wymuszonym lądowaniem w Mińsku lotu Ryanair z Aten do Wilna i aresztowaniem Ramana Pratasiewicza).

Na początku lipca Alaksandr Łukaszenka oświadczył, że Białoruś nie będzie wstrzymywać nielegalnej migracji, ponieważ z powodu sankcji, „nie ma na to ani pieniędzy, ani sił”, przypominają media. W odpowiedzi na restrykcje Mińsk ogłosił również wycofanie się z umowy z UE o readmisji, co, jak wskazywało MSZ Białorusi, „wpłynie negatywnie na współpracę z UE w sferze walki z nielegalną migracją i przestępczością zorganizowaną”.

Obawiając się kryzysu bezpieczeństwa Litwa podjęła decyzję o zawracaniu migrantów na Białoruś. Wkrótce potem zrobiła to Łotwa, która również odnotowała wzrost liczby nielegalnych przekroczeń granicy. Wtedy zwiększyła się liczba nielegalnych migrantów na granicy z Polską.

W związku z trwającymi na Białorusi represjami wobec uczestników pokojowych protestów z żądaniem uczciwych wyborów, UE, USA, Wielka Brytania i Kanada wprowadziły wobec władz Białorusi sankcje gospodarze.

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

piętnaście + cztery =