Wyborcza: Działaczka PSL gwałcona przez biznesmena. Zmarła w tajnym policyjnym mieszkaniu w niewyjaśnionych okolicznościach

7 min. czytania

Redakcja

09 stycznia 2021 r.

Ciemne mieszkanie nocą, klucz w zamku drzwi, mood noir

7 min. czytania

Redakcja

09 stycznia 2021 r.

Studiowała, robiła karierę w młodzieżówce Polskiego Stronnictwa Ludowego, pracowała w magistracie. Przez trzy lata była gwałcona i szantażowana przez lokalnego biznesmena. Kiedy w końcu zdecydowała się zeznawać, policja umieściła ją w tajnym, strzeżonym lokalu na drugim końcu województwa. Wkrótce znaleziono tam jej zwłoki. Tragiczną historię Klaudii – imię zmienione – w styczniu 2021 roku opisała Gazeta Wyborcza, ujawniając okoliczności sprawy, która wstrząsnęła lokalną sceną PSL i policją w południowo-wschodniej Polsce.

2011: Lublin, willa za miastem, podstępne uśpienie

Wydarzenia rozpoczęły się w 2011 roku. Klaudia była wówczas młodą studentką, działającą w Forum Młodych Ludowców – młodzieżowej przybudówce PSL. Praca w magistracie, kariera polityczna na poziomie powiatowym, plany na przyszłość. Wszystko, co miało zdefiniować jej dorosłość, w jednej chwili zostało skradzione.

Według ustaleń Gazety Wyborczej, do willi za miastem zwabiła Klaudię koleżanka, którą znała ze studiów. Po wypiciu napoju na miejscu młoda kobieta traci przytomność i budzi się następnego dnia rano. Wkrótce dociera do niej szantaż: filmik nagrany w nocy, na którym widać stosunek seksualny między nią a około pięćdziesięcioletnim mężczyzną, którego dotąd nie znała.

Mężczyzna grozi opublikowaniem nagrania, jeśli Klaudia nie wróci. W małym miasteczku, w którym mieszka, taki film byłby końcem. Przerażona dziewczyna jedzie do willi. Szantażysta obiecuje skasować film – ale nie za darmo. Znów gwałci. Tydzień później wzywa ponownie. I znów. Sekwencja staje się rutyną, którą Klaudia musi udźwignąć, by ratować to, co jeszcze ma do stracenia.

Lato 2011: kilkuosobowy gwałt zbiorowy

Na przełomie lipca i sierpnia 2011 roku Klaudia zostaje wezwana do willi po raz kolejny. Tym razem czekają tam – oprócz głównego szantażysty – trzej nieznajomi mężczyźni. Dziewczyna próbuje się bronić. Po wypiciu coca-coli z domieszką jakiegoś środka odurzającego i po kilku ciosach w twarz traci kontrolę. Zostaje brutalnie zgwałcona przez wszystkich obecnych.

Zachęcamy do lektury: Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć

Kiedy „siła nagrania” przestaje na nią działać, szantażysta podnosi stawkę. Grozi, że zabije jej rodziców. Wymienia szczegóły: „przyśle paluszki młodszego brata”. Klaudia obiecuje milczeć. Mężczyzna wykorzystuje tę obietnicę inaczej, niż ona zakłada. Staje się prostytutką wykorzystywaną przez grupę.

Czerwiec 2014: cena „za wolność” – 4,5 tys. zł i alkohol z półek

Po trzech latach Klaudia pęka. W czerwcu 2014 roku oświadcza szantażyście, że więcej nic dla niego nie zrobi. Mężczyzna nie odpuszcza – ustala cenę za uwolnienie ze szantażu. Cztery i pół tysiąca złotych. Pieniędzy Klaudia nie ma. Decyduje się na kradzieże. Z półek supermarketów wynosi po kilka butelek drogich alkoholi ukrytych w torbie. Za pierwszym razem się udaje. Za drugim też. Za trzecim wpada.

Temat kontynuujemy w artykule: Walczył z pedofilią, sam usłyszał zarzuty gwałtów. Wśród ofiar Polka – i to jej grozi deportacja

Wyrok w zawieszeniu. Po kolejnej kradzieży – jesienią 2015 roku – Klaudia trafia do aresztu. Zatrzymanie wywołuje szok w rodzinie, w miasteczku, w lokalnym PSL. Ale właśnie w areszcie dochodzi do przełomu. Klaudia zaczyna mówić.

Areszt: zeznania, którym policjant nie wierzy

Przesłuchujący ją policjant nie wierzy w to, co słyszy. Skala opisywanych wydarzeń wydaje się nieprawdopodobna. Ale Klaudia mówi spójnie, logicznie, z konsekwentną chronologią. Psycholog wezwany do oceny jej zeznań formułuje opinię, której nie można zlekceważyć.

„Opisy zdarzeń są wiarygodne, wewnętrznie spójne, nie mają znamion konfabulacji. W zeznaniach zawarte są zarówno szczegóły dotyczące zdarzeń i sytuacji, jak również stwierdzenia ogólne. Jest to zgodne z procesami funkcjonowania pamięci ludzkiej” – orzeka biegły.

50-letnim mężczyzną z opisu jest Andrzej K., w policyjnych aktach znany jako „Chudy”. Postać znana w południowo-wschodniej Polsce. Na początku lat 90. handlował autami. Bohater jednej z większych historii kryminalnych regionu: w 1994 roku willa jego przyjaciela została napadnięta przez tzw. „radomskich karateków”, gang młodych mężczyzn poznanych w sali gimnastycznej podczas treningów. „Chudy” wraz z bratem Zbigniewem („Grubym”) zamiast zgłosić sprawę policji, udali się po pomoc do szefa gangu pruszkowskiego – „Pershinga”. Ten odnalazł sprawców w ciągu kilku dni i wydał. „Chudy” z „Grubym” osobiście torturowali złapanych – przewiercali im golenie wiertarką. Przeraźliwe wycie ofiar zagłuszali muzyką disco polo. To historia z połowy lat 90., długo przed znajomością z Klaudią.

Czerwiec 2015: dwadzieścia zarzutów gwałtu, dziesięciu współsprawców

W czerwcu 2015 roku prokuratura postawiła Andrzejowi K. dwadzieścia zarzutów gwałtu. Razem z nim do aresztu trafiło dziesięciu jego kompanów, którzy wykorzystywali Klaudię. Postępowanie ruszyło szybko, biorąc pod uwagę liczbę spraw, którymi normalnie obciążona jest polska prokuratura. Wydawało się, że sprawiedliwość jest na ostatniej prostej.

Przeczytaj również: Zygmunt Szendzielarz „Łupaszko” – biografia legendarnego dowódcy 5. Brygady Wileńskiej AK

Klaudia wyszła na wolność i została objęta ochroną policji. Zamieszkała w strzeżonym mieszkaniu, którego adres znali tylko funkcjonariusze. Lokal znajdował się na drugim końcu województwa, by maksymalnie utrudnić jakikolwiek kontakt z dawnym otoczeniem. Dwóch tajniaków pełniło ochronę. Plan wydawał się niezawodny.

15 września 2015: ostatni dzień Klaudii

15 września 2015 roku Klaudia została przewieziona do Lublina na dodatkowe przesłuchanie. Późnym popołudniem wróciła do strzeżonego mieszkania. Następnego dnia nie odbierała telefonów. Drugiego – również. Trzeciego dnia policjanci, którzy mieli zapewniać jej bezpieczeństwo, weszli do lokalu. Klaudia nie żyła. Na stoliku obok niej leżały trzy opakowania po lekach antydepresyjnych i dwie puste butelki po likierze.

Prokuratura, wyjaśniając okoliczności śmierci, nie dopatrzyła się błędów policji. Ustaliła samobójstwo. Śledczy nie znaleźli dowodów, by ktokolwiek zmusił Klaudię do targnięcia się na życie. Pytania pozostały. Jak to się stało, że osoba pod całodobową ochroną państwowych funkcjonariuszy zdążyła zgromadzić trzy opakowania leków i dwie butelki alkoholu, nie wzbudzając niczyjej uwagi? Dlaczego trzy dni nieodebranych telefonów nie wywołały interwencji? Te wątpliwości – kluczowe dla zrozumienia, czy mówimy o samobójstwie czy o ustawce – nie znalazły odpowiedzi w oficjalnym śledztwie.

Lipiec 2016: akt oskarżenia. Proces – za zamkniętymi drzwiami

W lipcu 2016 roku do sądu wpłynął akt oskarżenia. Proces ruszył jesienią tego samego roku. Toczy się za zamkniętymi drzwiami – ze względu na charakter zarzutów i ochronę tożsamości pozostałych świadków. Sprawa wciąż trwa. W styczniu 2021 roku, gdy Gazeta Wyborcza opublikowała szczegółową rekonstrukcję, postępowanie nadal nie miało wyroku.

Tragedia Klaudii to jednocześnie obraz dwóch porażek polskiego państwa: tego, które przez trzy lata nie potrafiło ochronić obywatelki przed grupą szantażystów, oraz tego, które – kiedy obywatelka zdecydowała się zeznawać – nie potrafiło zagwarantować jej bezpieczeństwa nawet pod własnym dachem. Historia stawia też pytanie szersze: ile innych Klaudii w polskich powiatach wciąż milczy, bo widzą, jak skończyła ta, która próbowała mówić.

Najczęstsze pytania o sprawę Klaudii

Kim była Klaudia i jak rozpoczęły się szantaże?

Klaudia (imię zmienione) była studentką pracującą w magistracie i działającą w Forum Młodych Ludowców – młodzieżowej przybudówce PSL w południowo-wschodniej Polsce. Szantaż rozpoczął się w 2011 roku, po tym jak została podstępnie zwabiona do willi za miastem, gdzie wypiła napój zawierający środek odurzający i straciła przytomność.

Kim jest Andrzej K. „Chudy”?

Andrzej K. – w aktach policyjnych „Chudy” – to lokalny biznesmen z południowo-wschodniej Polski, handlujący na początku lat 90. autami. Bohater jednej z większych historii kryminalnych regionu, znany m.in. ze sprawy z 1994 roku, w której wraz z bratem Zbigniewem („Grubym”) torturował członków tzw. „gangu radomskich karateków”. W sprawie Klaudii usłyszał dwadzieścia zarzutów gwałtu.

Jak Klaudia zginęła?

15 września 2015 roku, po przewiezieniu do Lublina na dodatkowe zeznania, Klaudia wróciła do strzeżonego mieszkania na drugim końcu województwa. Po trzech dniach milczenia policjanci weszli do lokalu i znaleźli ją martwą. Na stoliku leżały trzy opakowania leków antydepresyjnych i dwie puste butelki po likierze. Prokuratura ustaliła samobójstwo.

Dlaczego o sprawie nie było słychać przez pięć lat?

Proces toczy się od jesieni 2016 roku za zamkniętymi drzwiami – ze względu na charakter zarzutów (gwałty zbiorowe, szantaż) i ochronę tożsamości pozostałych świadków. Szczegóły wydarzeń ujawniła dopiero Gazeta Wyborcza w styczniu 2021 roku, kiedy postępowanie wciąż nie miało wyroku.

Czy w sprawie wystąpiły zaniedbania policji?

Prokuratura, badając okoliczności śmierci Klaudii, oficjalnie nie dopatrzyła się błędów. Pytania jednak pozostają. Klaudia była objęta ochroną tajniaków w strzeżonym mieszkaniu, zdążyła zgromadzić trzy opakowania leków i dwie butelki alkoholu, a jej trzydniowe milczenie telefoniczne nie wywołało wcześniejszej interwencji. Sprawa nie doczekała się publicznego audytu działań ochrony.

Materiał na podstawie reportażu Gazety Wyborczej.

Cykl

Tagi

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Zmiany w podatkach Tuska: #WięcejWPortfelu, ale w czyim? 300 zł ulgi za cięcie ryczałtu

Minister Maciej Berek do Trybunału Konstytucyjnego. Tak Tusk odpolitycznia Sądy

Sikorski chce legionu europejskiego. Czy pośle tam swojego syna?

Prawnicy dla Polski składają zawiadomienie na Tuska za kontrasygnatę

Nie żyje mecenas Elżbieta Barys. Była posłanka miała 79 lat

Mąż działaczki Koalicji Obywatelskiej Anny Konieczyńskiej wraz z sąsiadami wzięli 4,5 mln zł dla powodzian

2,5 miliona złotych wydane na komisję Pani Sylwii Gregorczyk-Abram

Portal Warszawski pyta ratusz o pieniądze dla Soku z Buraka

Inne kategorie

Czytaj także