PolskaZakończył się proces lekarza i dwóch położnych. Wyrok poznamy za dwa tygodnie

Paweł Skutecki Paweł Skutecki28 sierpnia, 20209 min

Przed Sądem Okręgowym w Białymstoku zakończył się w piątek proces odwoławczy lekarza i dwóch położnych oskarżonych o narażenie przedwcześnie narodzonego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Sąd pierwszej instancji uznał ich za winnych; mają zapłacić grzywny. Wyrok sądu odwoławczego ma być ogłoszony za dwa tygodnie.

Apelacje złożyli obrońcy całej trójki oskarżonych oraz pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej, którą jest matka dziecka. Obrońcy chcą uniewinnienia, względnie uchylenia wyroku i zwrotu sprawy do pierwszej instancji lub – w przypadku położnych – warunkowego umorzenia postępowania. Pełnomocnik oskarżycielki posiłkowej – orzeczenia przez sąd rocznego zakazu wykonywania zawodu przez lekarza.Wyroku pierwszej instancji nie zaskarżyła prokuratura, bo kary orzeczone przez białostocki sąd rejonowy są nawet wyższe, niż chciała. Śledczy wnioskowali o karę grzywny w kwocie 6 tys. zł dla lekarza i po 2 tys. zł dla położnych. Sąd orzekł 20 tys. zł grzywny dla lekarza i po 3 tys. zł dla położnych. Zasądził też matce dziecka 10 tys. zł w formie częściowego zadośćuczynienia za doznane krzywdy.

Sprawa dotyczy jednego z oddziałów Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Oskarżeni to młody lekarz (wówczas w trakcie rezydentury) i dwie doświadczone położne. Prokuratura Okręgowa w Białymstoku zarzuciła im, że w czerwcu 2015 roku nieumyślnie narazili przedwcześnie narodzone dziecko na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

W ocenie prokuratury, doszło do tego, ponieważ – mimo silnego bólu zgłaszanego przez pacjentkę w 26. tygodniu ciąży – lekarz dyżurny nie przeprowadził badania położniczego, a kobieta dostała jedynie lek rozkurczowy. Położne, które były wtedy na nocnym dyżurze, oskarżono o to, że – wiedząc o dolegliwościach pacjentki – wobec braku reakcji lekarza dyżurnego, nie zawiadomiły lekarza nadzorującego.

„Brak odpowiedniej reakcji osób, na których ciążył obowiązek opieki nad ciężarną pacjentką, skutkował nierozpoznaniem przedwczesnego rozpoczęcia porodu, co w efekcie zwiększyło ryzyko wystąpienia w okresie okołoporodowym głębokiego niedotlenienia dziecka” – argumentowała prokuratura w akcie oskarżenia.

Dziewczynka urodziła się bez oznak życia, czynność serca udało się przywrócić dopiero po 10 minutach reanimacji; jest niepełnosprawna.

W listopadzie 2017 roku białostocki sąd rejonowy uznał, że co prawda były nieprawidłowości, ale nie rodzą one odpowiedzialności karnej i wszystkich oskarżonych uniewinnił. Sprawa wróciła jednak do ponownego rozpoznania, bo sąd odwoławczy uwzględnił apelacje prokuratury i oskarżycielki posiłkowej.

Tym razem w styczniu 2020 roku zapadły wyroki skazujące; sąd rejonowy uznał winę trojga oskarżonych i ocenił, iż można w tym przypadku mówić o zaniechaniu; skazał ich na grzywny różnicując ich wysokość przy założeniu, że odpowiedzialność lekarza za stan pacjentki była większa, niż położnych.

Obrońca lekarza w swojej apelacji stoi jednak na stanowisku, że sąd rejonowy nie wziął pod uwagę okoliczności przemawiających na korzyść tego oskarżonego, a za takie uznaje np. dokumentację medyczną czy opinię biegłych. Uważa też, że niedopuszczalne prawnie było orzeczenie w tej sprawie przez sąd zadośćuczynienia. Mec. Bartłomiej Achler podkreślał, że kwestią kluczową w tej sprawie jest ustalenie momentu rozpoczęcia akcji porodowej, powoływał się na opinie biegłych, wedle której – biorąc pod uwagę zebrane dowody – nie byli oni w stanie ustalić tego momentu, nawet w sposób przybliżony.

Mówił też, że lekarz podejmował decyzje dotyczące pacjentki na podstawie informacji od położnych, a z tych nie wynikało, by jej stan był tak poważny, jak się ostatecznie okazało.

Adwokat obu położnych mec. Marta Guzowska powoływała się na ówcześnie obowiązujący regulamin pracy, który nie wymagał od nich powiadomienia lekarza nadzorującego. Argumentowała, że oskarżone „wielokrotnie” powiadamiały w nocy lekarza dyżurnego o dolegliwościach tej pacjentki, a ten zlecał im kolejne działania.

Pełnomocnik matki dziecka chce orzeczenia wobec lekarza rocznego zakazu wykonywania zawodu. Bowiem w jego ocenie, bezkrytyczna postawa lekarza i jego przekonanie o tym, iż postępował prawidłowo oraz brak skruchy z jego strony pokazuje, że kara bez orzeczenia takiego środka karnego nie spełni celów tzw. prewencji indywidualnej. „A dalsze wykonywanie przez oskarżonego zawodu lekarza, wobec braku jakiegokolwiek krytycyzmu w stosunku do popełnionego czynu, może stwarzać zagrożenie dobra chronionego prawem, w postaci zdrowia i życia człowieka” – podkreślono w tej apelacji.

„Rezydent to nie jest student na pierwszym roku. To osoba po skończonych studiach medycznych, skończonym stażu, która przyjmuje jednak pewną odpowiedzialność. Chodzi o to, by wymierzona kara faktycznie była karą, i w odbiorze społecznym, i by skłoniła oskarżonego do zastanowienia się nad swoimi czynami” – mówił mec. Michał Sadowski.

Jak wynika z informacji podanych przez pełnomocnika na rozprawie, stan zdrowia dziecka nie uległ poprawie. Dziewczynka nie „czuje, nie słyszy, nie widzi, wymaga całodobowej opieki, której koszty są monstrualne”. „Wskazania medyczne nie rokują jakiejkolwiek poprawy” – mówił.(PAP).

autor: Robert Fiłończuk

Udostępnij:

Paweł Skutecki

Paweł Skutecki

Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny. Redaktor naczelny portalu Nasza Polska.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

3 × four =