Tadeusz M. PłużańskiKarol i Witold contra bolszewia

Tadeusz M. Płużański Tadeusz M. Płużański19 maja, 20205 min

Jan Paweł II w książce „Pamięć i tożsamość” zapisał: „Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym czasie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem”. 

Wielki dług musiał późniejszy papież-Polak nosić również w stosunku do tego, który prał wówczas bolszewików – Witolda Pileckiego. Późniejszy rotmistrz bolszewików prał, bo tak go wychował Ojciec, a Juliana Pileckiego jego Ojcowie – zgodnie z pokoleniową tradycją insurekcyjną. To ze względu na Powstanie Styczniowe dziadka Józefa, rodzinę wysiedlono do Ołońca w Karelii.

Zresztą Ojcu Karola Wojtyły – Karolowi seniorowi też nieobca była wojaczka. Gdy Rzeczpospolitej nie było, służył w C. K. Armii, a gdy Rzeczpospolita wróciła – został oficerem 12 pułku piechoty Wojska Polskiego w Wadowicach.

18 maja 1920 roku – wtedy dokładnie urodził się Karol Wojtyła. 19 lat wcześniej – 13 maja 1901 roku przyszedł na świat Witold Pilecki. Jan Paweł II wspominał: „Wtedy w 1920 roku zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pójdą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. „Cud na Wisłą”, zwycięstwo marszałka Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymało te sowieckie zakusy”. Wyraźnie widać, że późniejszy papież-Polak za bolszewikami nie przepadał. A w zatrzymaniu zakusów czerwonej zarazy swoją rolę miał też późniejszy rotmistrz.

Oni bolszewii, a bolszewia ich nie poważała. Podszytą strachem nienawiść czerwoni przekuwali w śledzenie, zastraszanie, podrzucanie fałszywek, kłamliwe oskarżenia. Jana Pawła II inwigilowali już od 1946 roku, kiedy do ich zatrutych łepetyn dotarło, że kleryk ów ma zgubny, patriotyczny wpływ na młodzież. A bali się i nienawidzili do tego stopnia, że chcieli go fizycznie wyeliminować. I omal się nie udało, wtedy na Placu Świętego Piotra w Watykanie, podczas audiencji generalnej. Udałoby się zapewne, gdyby nie szczególna ochrona Jana Pawła II. „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę” – brzmiały słynne potem słowa Ojca Świętego. A rzecz miała miejsce znów w maju – 13 maja roku Pańskiego 1981.

Drugiego herosa udało się bolszewii zlikwidować. 25 maja 1948 roku Witolda Pileckiego pozbawił życia strzelając w tył głowy kat Mokotowa. Ale komuniści zabili tylko ciało, zakopując zresztą w nieznanym do dziś miejscu. Bo On, męczony przez Hitlera w Auschwitz, gdzie poszedł na ochotnika, a potem, przez Stalina i Bieruta na Rakowieckiej starał się tak żyć, aby w godzinie śmierci bardziej cieszyć się niż lękać. „Kup i czytaj dzieciom codziennie do snu Tomasza a Kempis „O naśladowaniu Chrystusa” – mówił żonie podczas ostatniego widzenia przed śmiercią.

Mój Ojciec, żołnierz Witolda Pileckiego zwykł mawiać o swoim dowódcy: „To święty polskiego patriotyzmu”. Ale rotmistrz zostanie też świętym Kościoła Katolickiego. Doczekamy momentu, kiedy dołączy do świętego Jana Pawła II.

Tadeusz Płużański

Tadeusz M. Płużański

Tadeusz M. Płużański

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

5 × 5 =

Posty powiązane