Wybory prezydenckie powinny się odbyć w Polsce 10 maja. Od kilku dni trwa żarliwa dyskusja na temat możliwości przeniesienia tego terminu na nieokreśloną przyszłość, kiedy epidemia koronawirusa przestanie zagrażać bezpieczeństwu wyborców.

PAP/Marcin Obara

Prezes Prawa i Sprawiedliwości, poseł Jarosław Kaczyński był gościem w radiu RMF FM. Powiedział tam, że jego zdaniem termin 10 maja powinien zostać zachowany. – Jestem przekonany, że w tej chwili nie ma żadnych przesłanek, do tego, by wprowadzić stan klęski żywiołowej, czyli ten najsłabszy ze stanów nadzwyczajnych, a tylko wtedy wybory mogą być odwołane. Pamiętajmy o tym ograniczeniu konstytucji. To nie jest tak, że my możemy powiedzieć: „odkładamy wybory, bo z jakichś względów uważamy, że tak należy zrobić”, muszą być przesłanki konstytucyjne, tych przesłanek w tym momencie w moim najgłębszym przekonaniu nie ma i mam naprawdę nadzieję bardzo mocną, że nie będzie ich w ostatnim momencie przed 10 maja – powiedział.

Z tym stanowiskiem nie zgadzają się liderzy ugrupowań opozycyjnych. – PAD oczywiście zmieni zdanie co do daty wyborów – dokładnie tak, jak zmienił w sprawie zwolnienia z ZUSu – gdy tylko zobaczy wyniki badania opinii publicznej – napisał Jacek Wilk, były poseł i obecnie działacz Konfederacji nawiązując do badania przeprowadzonego przez Instytut Badań Pollster na zlecenie „Super Expressu”. Według tego sondażu aż 70 procent respondentów uważa, że termin wyborów prezydenckich powinien zostać przesunięty. Odwrotnego zdania jest jedynie 12 procent odpowiadających.

Nie przebiera w słowach komentarza Grzegorz Schetyna, do niedawna lider Platformy Obywatelskiej. „Walcząca z koronawirusem Polska staje się zakładnikiem otoczonego murem ochroniarzy i potakiwaczy człowieka oderwanego od rzeczywistości. Kampania bez debaty, a wybory bez pełnej dostępności. Należy je przesunąć. Zgodnie z prawem i zdrowym rozsądkiem – napisał na Twitterze.

Jeszcze ostrzej skomentował wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego europoseł Radosław Sikorski: „Znowu tupolewizm, tym razem ryzykując życiem nie dziesiątek, a setek tysięcy Polaków. Sugeruję tym razem posłuchać ostrzeżeń: Terrain ahead. Pull up. Nie zmieścisz się. Brawura źle się kończy”.

Pomysłu trwania przy dacie 10 maja nie popiera również kandydat Konfederacji, Krzysztof Bosak. „Może się skończyć tak, że w komisjach wyborczych będą siedzieli żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej albo przymusowo wysłani urzędnicy. Ale co to ma wspólnego ze zdrowym rozsądkiem i z troską o bezpieczeństwo?!”.

Innego zdania są politycy PiS. Zdaniem marszałek Sejmu Elżbiety Witek „data 10 maja jest niezagrożona. Państwo dołoży wszelkich starań, aby wybory odbyły się terminowo, z zachowaniem wszelkich standardów bezpieczeństwa”. Jeszcze mocniej mówi o tym Ryszard Terlecki: „Gdy wszystkie siły trzeba skupić na walce z pandemią, opozycja myśli tylko o sobie i lamentuje w sprawie odłożenia wyborów. Im więksi nieudacznicy, tym krzyczą głośniej. Ale Polacy nie wybiorą ich ani w maju, ani w żadnym innym terminie”.

Gdyby Prawo i Sprawiedliwość upierało się przy majowym terminie, kontrkandydaci Andrzej Dudy mogą sprawić niespodziankę, którą sugeruje kandydat PSL Władysław Kosiniak-Kamysz: „Myślę, że rządzący pójdą po rozum do głowy i przełożą termin wyborów. Nie można narażać zdrowia i życia Polaków. Być może będzie potrzebne przesunięcie nie tylko o pół roku, ale o rok. Rezygnacja wszystkich kandydatów to opcja atomowa”.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

1 × 2 =