Rybcza, wieś cudownie ocalona. Samoobrona na Wołyniu i rzeź w Wiśniowcu

7 min. czytania

Redakcja

18 lutego 2014 r.

Szkoła Powszechna w Rybczy na Wołyniu, 1936 rok, zdjęcie pokolorowane

7 min. czytania

Redakcja

18 lutego 2014 r.

Samoobrona na Wołyniu ocaliła w latach 1943-1944 tylko nieliczne polskie wsie, a historia Rybczy w powiecie krzemienieckim należy do najbardziej niezwykłych. Wieś liczyła ponad 900 mieszkańców, miała 7-klasową szkołę powszechną, a jej młodzież należała do „Strzelca” i Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży. Po dwóch okupacjach, sowieckiej i niemieckiej, przyszła groza ludobójstwa dokonywanego przez OUN-UPA. Rybczanie mieli jednak konspiracyjną placówkę AK dowodzoną przez Jana Niewińskiego i ukrytą broń. 20 lutego 1944 r. zgrupowanie UPA „Bohun” pod dowództwem Maksyma Skorupskiego „Maksa”, podszywające się pod partyzantów sowieckich, zażądało noclegu we wsi. Gdy obrońcy stanęli z bronią na stanowiskach, banda odeszła do Wiśniowca, gdzie w klasztorze dominikanów i zespole pałacowym wymordowała schronionych tam Polaków. Zbigniew Lipiński opisuje te wydarzenia na podstawie relacji 93-letniego Jana Niewińskiego, który do dziś uważa ocalenie Rybczy za widomy cud.

Z kart dziejów Wołynia

Czy istnieją cuda? Bzdura – odpowie ateista. Jeśli Kościół zatwierdzi, tak – orzeknie duchowny. Różnie bywa – powie szary zjadacz chleba. Więc warto opowiedzieć o czymś, co zakrawa na cud, choć nikt nie występował do władz kościelnych o jego zatwierdzenie. A działo się to w czasie strasznym – ludobójstwa dokonywanego na Polakach przez OUN-UPA.

Wsi spokojna, pracowita

W powiecie krzemienieckim na Wołyniu, 3 km od miasteczka i jednocześnie wsi ukraińskiej Katerburg, leżała polska wieś Rybcza. Liczyła ona 191 rodzin (ponad 900 mieszkańców). Pracowali, modlili się, zbierali plony, handlowali miodem i owocami. Na czele wsi stał sołtys – Franciszek Mytkowski oraz sekretarz sołectwa – Marcin Mysłowski. Najbogatszym gospodarzem był Wawrzyniec Niewiński, który choć miał 15 ha gruntu, największe dochody czerpał z pasieki. Miał dwóch synów, w tym Jana urodzonego w 1920 r. (o nim będzie mowa poniżej) i trzy córki. We wsi znajdowała się 7-klasowa szkoła powszechna. Rybczan charakteryzował duży stopień uspołecznienia, czego dowodem masowa przynależność młodzieży, zarówno dziewcząt jak i chłopców, do „Strzelca”, której komendantem był kierownik szkoły – Jan Sierakowski. Działało również Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży. Na Mszę mieszkańcy jeździli do Katerburga. Żyli obok siebie endecy i piłsudczycy. W zgodzie. Różnice dyskutowali wieczorami po pracy.

Uczennice zespołu artystycznego szkoły w Rybczy z por. Janem Sierakowskim, zdjęcie pokolorowane
Uczennice z zespołu artystycznego Szkoły Powszechnej w Rybczy. Za dziewczętami od lewej: kierownik szkoły i komendant „Strzelca” – por. Jan Sierakowski, nauczycielka Stanisława Horodecka. Zdjęcie pokolorowane. Fot. ze zbiorów autora / archiwum „Nasza Polska”

Dwie okupacje

W tragicznym wrześniu 1939 r. rozpoczęły się rządy Sowietów. W 1940 r. wcielili do Armii Czerwonej 12 młodych mężczyzn. Żaden z nich nie wrócił z wojny. Kołchozu nie udało im się założyć. Toteż „za karę” aresztowali zakwalifikowanego jako kułaka Wawrzyńca Niewińskiego i wysłali do łagru w czelabińskim obwodzie. Jego dalsze losy, to inna historia. W 1941 r. nadeszli Niemcy. Od razu rozstrzelali 7 członków „Strzelca”, bo… chodzili w mundurach. Z kampanii wrześniowej nie powróciło 14. W sumie 33 młodych, zdrowych mężczyzn, tylko w ciągu niespełna dwóch lat…

Tymczasem nad wsią, jak nad całym Wołyniem, a potem Małopolską Wschodnią zawisła groza większa niż obie okupacje. Tzw. Ukraińska Armia Powstańcza rozpoczęła swoje krwawe żniwa. W okresie marzec-wrzesień 1943 r. schronili się w Rybczy uciekinierzy przed UPA z okolicznych wiosek. W tym czasie znajdowało się tam ok. 3,5 tys. osób. W fatalnych warunkach bytowych pojawiły się epidemie tyfusu i dezynterii, powodując śmierć kilkudziesięciu osób, w większości dzieci.

Pierwszy napad UPA

W 1943 r. na Wołyniu, pow. krzemieniecki w obszarze dużego kompleksu lasów antonowieckich miała swe bazy organizacja ukraińskich nacjonalistów – OUN-Frakcja Melnyka. Wczesną wiosną 1943 r. silniejsze bandy UPA Frakcji Bandery zaatakowały melnykowców. Rozbito ich sztab, Melnyk ratował się ucieczką, jego żonę zamordowano, zaś zgrupowanie zostało częściowo rozproszone, reszta bądź dobrowolnie wstąpiła, bądź siłą została wcielona do UPA Bandery. Wtedy sformowali oni „okręg wojskowy” o nazwie „Bohun” pod dowództwem Maksyma Skorupskiego ps. „Maks”. Wzmocnione formacje banderowców rozpoczęły systematyczne mordowanie Polaków, nie oszczędzając nikogo.

Ale Rybcza była przygotowana. Na jesieni 1939 r., a więc podczas pierwszej okupacji sowieckiej, mając 19 lat, Jan Niewiński został zaprzysiężony jako żołnierz Służby Zwycięstwu Polski (następnie ZWZ i AK). Od komendanta Obwodu Krzemienieckiego por. Jana Skowronka ps. „Grom” otrzymał zadanie zorganizowania placówki SZP. Na jego ręce przysięgę złożyło 44 mieszkańców wsi, w tym sołtys i sekretarz. Wówczas Niewiński został mianowany komendantem placówki. Na skutek sowieckich represji z obwodu krzemienieckiego zostały szczątki, natomiast w całości uchowała się placówka w Rybczy. Podczas ofensywy niemieckiej uciekający Sowieci pozostawili sporo broni i sprzętu wojskowego, który częściowo przejęli mieszkańcy. Na skutek donosu Niemcy dokonali dwukrotnej rewizji w gospodarstwie Niewińskich, nie znajdując niczego, gdyż cała broń została starannie ukryta.

Gdy wokół płonęły polskie wsie i rozlegały się potworne krzyki nieludzko mordowanych, Rybczanie przygotowywali się również duchowo. W czasie okupacji niemieckiej dwa razy w miesiącu przywozili księdza, który odprawiał Mszę św. Poza tym odmawiali różaniec i modlili się przed obrazem Matki Boskiej Łaskawej. Do modlitwy załączali prośbę o śmierć od kuli, by uniknąć straszliwych tortur banderowców. O ironio historii! Modlili się też o rychły powrót Sowietów.

5 lipca 1943 r. jedna z band UPA zaatakowała Rybczę wraz chłopami ukraińskimi, żądnymi rabunku. Walki trwały od północy do 4.30. Zginęło 3 obrońców, w czasie walk zostało spalonych ok. 40 budynków gospodarczych z inwentarzem. Trudno ocenić straty napastników. Po tym napadzie większość uciekinierów przeniosła się do Krzemieńca, również kilkanaście rodzin zamieszkałych w Rybczy schroniło się tam lub wyjechało na zachód.

Przeczytaj również: Dlaczego Ukraińcy z UPA zabijali Polaków?

Jak staje się cud

W styczniu 1944 r. front wschodni na Polesiu i północnej części Wołynia klinem przesuwał się na Zachód, zaś na kierunku Małopolski Wschodniej pozostawał daleko w tyle. W tej sytuacji bandy UPA uchodząc przed Armią Sowiecką przemieszczały się na południe do Małopolski Wschodniej.

20 lutego 1944 r. zgrupowanie „Bohuna” dotarło do Katerburga. W tych okolicach „Maks” rozpoczął przygotowania do wymordowania Rybczy. Zgromadził posiłki z miejscowych chłopów ukraińskich, a chcąc dokonać napadu z zaskoczenia, występowali jako partyzanci sowieccy.

Tego dnia komendant wojskowy Samoobrony Rybczy – Jan Niewiński, czuł dziwny niepokój. Nakaz Matki Boskiej? Przeczucie? Sam nie wiedział. Założył narty, w 20-stopniowy mróz wyjechał przed wieś, by przez lornetkę zlustrować okolicę. W pobliżu Katerburga spostrzegł tabory UPA i gromadzących się na furmankach ukraińskich chłopów. Wiedział, co to znaczy. Wydał rozkaz zarządzenia alarmu bojowego, wszyscy członkowie „Samoobrony” zajęli stanowiska bojowe na linii obrony. Banda UPA podeszła na ok. 500 m od linii obrony i zatrzymała się. Z oddziału wyjechał na koniu parlamentariusz z białą flagą i przedstawił się jako wysłannik dowódcy sowieckiego zgrupowania partyzanckiego. Zażądał noclegu dla oddziału, motywując to rzekomo ważnym zadaniem do wykonania. Na co Niewiński odparł: „Nie wiem kim jesteście, czy partyzantką sowiecką czy banderowcami. Bez względu na to kim jesteście nikogo do wsi na noc nie wpuścimy”. Parlamentariusz zaklął, obiecał zameldować dowódcy i odjechał. Po pewnym czasie wrócił i powiedział, że bez względu na to, co usłyszał i tak wejdą. Wtedy Niewiński dał znak i ze stanowisk wstali obrońcy z gotową bronią w ręku. Upowiec spojrzał w lewo, w prawo, i odjechał. Po czym cały oddział wycofał się w kierunku Wiśniowca.

Tam w zespole pałacowym książąt Wiśniowieckich i klasztorze Dominikanów chroniła się ludność polska z okolicznych wiosek. Tamtejsza „Samoobrona” uwierzyła, że są to partyzanci sowieccy i wpuściła bandę do środka. Należy wspomnieć, że teren schronienia był otoczony wysokim murem ułatwiającym obronę. Po opanowaniu poszczególnych obiektów banderowcy rozpoczęli okrutną rzeź Polaków. 22-metrową studnię na terenie klasztoru zapełniono wrzucając ofiary żywcem. Spalono też wszystkie budowle, z zespołem pałacowym włącznie.

Po dokonaniu masakry w Wiśniowcu bandy Maksa przeszły na teren województwa tarnopolskiego do powiatu Brody i tam kontynuowały ludobójstwo między innymi w Berezowicy Małej, Hucie Pieniackiej, Palikrowach i innych miejscowościach Małopolski oraz dokonały zagłady klasztoru w Podkamieniu.

Gdy zapytałem 93-letniego dziś Jana Niewińskiego, jak ocenia wycofanie się banderowców spod Rybczy, nawet bez próby zdobycia wsi, odparł: „Traktuję to wydarzenie, podobnie jak inni Rybczanie, jako widomy cud. Jeśli zaatakowaliby nas, nie dalibyśmy rady obronić się. Byliśmy już bardzo osłabieni. Wytrzymalibyśmy może kilka, może kilkanaście godzin. Czekałby nas los Wiśniowca. O ocaleniu musiała zadecydować Opatrzność Boska. Sądzę, że sprawiły to nasze modlitwy”.

Zbigniew Lipiński

 


ⓘ Informacja o publikacji
Artykuł Zbigniewa Lipińskiego pt. „Rybcza – wieś cudownie ocalona” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 8 (955) z dnia 18 lutego 2014 roku, s. 11. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Zbigniew Lipiński / „Nasza Polska”. Zdjęcia: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 8 (955)/2014, s. 11.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Wojskowe honory dla esesmana z SS Galizien. Ukraina pożegnała Zenona Wróblewskiego.

Ius primae noctis: prawo pierwszej nocy. Prawda czy mit

Porzucanie dzieci w starożytnym Rzymie. List Hilariona do żony

Kolejna rocznica na Reducie Ordona, która odbyła się na szczątkach jej obrońców.

Wolf Messing – jasnowidz Stalina, który przewidział klęskę Hitlera

Zmarła Danuta Szlajmer „Siódemka”. Powstanka miała 99 lat

Kłomino – opuszczone miasto widmo w Polsce. Zostały cztery budynki i garstka ludzi

Czy Muzeum Żydów Polskich „POLIN” chce wybielić komunistyczną prokurator?

Inne kategorie

Czytaj także