Platforma Obiecanek

7 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

05 lipca 2015 r.

Platforma Obiecanek

7 min. czytania

Paweł Siergiejczyk

05 lipca 2015 r.

Artykuł to krytyczna analiza czerwcowej konwencji programowej Platformy Obywatelskiej i deklaracji premier Ewy Kopacz o nieobiecywaniu rzeczy niemożliwych. Autor zestawia te zapewnienia z dziesięcioma zobowiązaniami podpisanymi przez Donalda Tuska w 2007 roku i pokazuje, ile z nich zrealizowano po ośmiu latach rządów PO. Tekst ocenia też dobór „nowych twarzy” partii odpowiedzialnych za prace programowe – od Janusza Lewandowskiego po Jarosława Wałęsę.

Dziesięć zobowiązań Tuska z 2007 roku

„Nigdy w życiu nie będziemy obiecywać rzeczy niemożliwych po to, żeby wygrać wybory” – oświadczyła premier Ewa Kopacz na konwencji wyborczej swojej partii.

Kilka tysięcy działaczy PO, którzy 20 czerwca zjechali do Warszawy, nie usłyszało nowego programu wyborczego, lecz zapowiedź jego tworzenia przez najbliższe tygodnie. Oznacza to, że partia rządząca Polską od ośmiu lat dopiero w przedwyborczej panice zabiera się do prac programowych – po których zresztą nie należy zbyt wiele oczekiwać.

Sprawdź także: Grzegorz Lorek wraca do PiS. Kim jest poseł z Piotrkowa?

Skoro szefowa Platformy zapewnia, że jej ugrupowanie nigdy nie obiecuje rzeczy niemożliwych, warto przypomnieć postępowanie jej poprzednika i politycznego mentora. W październiku 2007 roku, w ostatnim dniu kampanii przed wyborami, które wyniosły PO do władzy, Donald Tusk na oczach milionów telewidzów sygnował swoim podpisem dziesięć zobowiązań Platformy. Nigdy się ich nie wyparł ani nigdy więcej do nich nie nawiązał, możemy więc uznać, że wciąż obowiązują. Przypomnijmy owe dziesięć punktów:

  1. Przyspieszymy i wykorzystamy wzrost gospodarczy.
  2. Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki, zwiększymy emerytury i renty.
  3. Wybudujemy nowoczesną sieć autostrad, dróg ekspresowych, mostów i obwodnic.
  4. Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej i zlikwidujemy NFZ.
  5. Uprościmy podatki – wprowadzimy podatek liniowy z ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych.
  6. Przyspieszymy budowę stadionów na Euro 2012.
  7. Szybko wypełnimy naszą misję w Iraku.
  8. Sprawimy, że Polacy z emigracji będą chcieli wracać do domu i inwestować w Polsce.
  9. Podniesiemy poziom edukacji i upowszechnimy Internet.
  10. Podejmiemy rzeczywistą walkę z korupcją.

Polska po Tusku

Dziś, po ośmiu latach rządów PO, obietnice te brzmią jak gorzkie szyderstwo. Poza wycofaniem żołnierzy z Iraku i niezwykle kosztowną budową stadionów na Euro 2012 – a obie te sprawy wynikały z zewnętrznych zobowiązań Polski, nie z dobrej woli Platformy – wszystkie punkty podpisane przez Tuska okazały się „rzeczami niemożliwymi”, by posłużyć się określeniem Ewy Kopacz. Wzrost gospodarczy radykalnie zwolnił, co rzecz jasna można w nieskończoność zrzucać na światowy kryzys, ale odpowiedzialny polityk powinien wiedzieć, że obiecywanie przyspieszenia wzrostu w sytuacji, gdy za rządów PiS sięgał on blisko 7 procent produktu krajowego brutto (najwięcej w dziejach III RP), było po prostu „rzeczą niemożliwą”.

Wśród zobowiązań Tuska były jednak i takie, które dałoby się wypełnić – wymagałoby to tylko silnej woli politycznej i nieuleganiu naciskom wpływowych grup, także w partii rządzącej. Można było zbudować sieć autostrad i nowoczesnych dróg, bo pieniądze na to były (zwłaszcza z UE), tyle że zabrali się do tego nieudacznicy, którzy w dodatku bardzo długo tolerowali korupcję przy przetargach na te inwestycje. Można było zlikwidować Narodowy Fundusz Zdrowia i wybrać choćby znacznie tańszy model finansowania służby zdrowia bezpośrednio z budżetu państwa, ale kolejni ministrowie – Ewa Kopacz i Bartosz Arłukowicz – nawet się o tym nie zająknęli.

Przeczytaj również: Rozwój Plus Morawieckiego ma klub parlamentarny. Rozłam w PiS

Uproszczenia podatków również się nie doczekaliśmy – raczej dalszego ich komplikowania – za to „liberalna” Platforma okazała się pierwszą od wielu lat partią rządzącą, która zdecydowała się podnieść obciążenia podatkowe, zwłaszcza VAT. Realną ulgę prorodzinną, czyli taką, na której korzystają nie tylko dobrze zarabiający, wprowadzono dopiero w ósmym roku rządów PO, gdy jej liderom zajrzało w oczy widmo utraty władzy. O obietnicy „rzeczywistej walki z korupcją” nawet nie warto wspominać – wystarczy przypomnieć sobie kolejne afery z udziałem posłów, ministrów czy samorządowców Platformy. A mianowany przez Tuska szef Centralnego Biura Antykorupcyjnego wmieszał się w dziwne gry polityczne i Ewa Kopacz jakoś nie spieszy się z jego odwołaniem – tak jak jej poprzednik spieszył się z dymisją Mariusza Kamińskiego.

„Nowe twarze” starej partii

Na czerwcowej konwencji nie doczekaliśmy się więc nowego programu PO, ogłoszono za to nazwiska polityków, którzy będą odpowiadać za „poszczególne obszary prac programowych”. Tych dziesięć osób ma najwyraźniej stać się nowymi „twarzami Platformy”, choć w rzeczywistości ich dobór świadczy głównie o kadrowych słabościach partii rządzącej. Cóż bowiem nowego mogą zaproponować wicepremier i minister obrony Tomasz Siemoniak w kwestiach bezpieczeństwa, a wiceszef MSZ Rafał Trzaskowski w sprawach polityki zagranicznej i europejskiej? Również nowy minister zdrowia, prof. Marian Zembala, będzie miał co robić we własnym resorcie, zwłaszcza wobec narastających protestów pracowników służby zdrowia – po co mu zatem dodatkowa funkcja koordynatora programu zdrowotnego Platformy? Zresztą czy PO ma w ogóle jakieś poglądy na służbę zdrowia, skoro Zembala sięga dziś po rozwiązania PiS-owskiego ministra Zbigniewa Religi, które swego czasu podważała minister Ewa Kopacz?

Czystą fikcją jest natomiast powołanie marszałka województwa małopolskiego Marka Sowy na koordynatora prac w obszarze „polityki wiejskiej”, skoro resort rolnictwa i wszystkie jego agendy kontroluje PSL. Być może chodziło tu jednak o ukłon w stronę Kościoła, zwłaszcza kurii krakowskiej – marszałek Sowa jest wszak rodzonym bratem księdza Kazimierza Sowy, swego czasu wpływowego w otoczeniu kardynała Dziwisza. Czyżby Platforma zamierzała w ten sposób zabiegać o łaski „Kościoła łagiewnickiego”, który dziś znacznie przychylniej spogląda na PiS – zwłaszcza po wyborze krakowianina Andrzeja Dudy na prezydenta i w perspektywie premierostwa Beaty Szydło, której syn studiuje w krakowskim seminarium duchownym?

Zachęcamy do lektury: Kim są maślarze i kim są harcerze

Zgodnie z obowiązującą dziś „równościową” modą połowę koordynatorów prac programowych PO stanowią kobiety. Za „politykę miejską” odpowiadać będzie prezydent Łodzi Hanna Zdanowska, za „program dla młodych” – gdańska posłanka Agnieszka Pomaska (szefowa sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej), za „politykę rodzinną” – tarnowska posłanka Urszula Augustyn (od niedawna wiceminister edukacji i pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa w szkołach), za „politykę senioralną” – posłanka Elżbieta Achinger, również z Tarnowa, a za edukację – szczecińska posłanka Zofia Ławrynowicz, z zawodu nauczycielka.

Partia Wałęsy i Lewandowskiego

Najbardziej charakterystyczny jest jednak wybór polityka odpowiedzialnego za nowy program gospodarczy PO. Funkcję tę miał podobno objąć nadzwyczaj ambitny Jan Vincent-Rostowski, lecz po ostatniej odsłonie afery taśmowej stracił posadę szefa doradców pani premier, trzeba więc było szukać kogoś innego. I znaleziono… Janusza Lewandowskiego, co tylko dowodzi „krótkiej ławki” Platformy w dziedzinie ekonomii. Skoro bowiem „nowe otwarcie” partii rządzącej firmuje polityk, który w pierwszej połowie lat 90. stał się prekursorem wyprzedaży majątku państwowego w ręce obcego kapitału, a zarazem autor programu Narodowych Funduszy Inwestycyjnych – jednego z największych oszustw III RP – to cóż to mówi o Platformie? W każdej innej partii polityk z takim „dorobkiem” byłby dawno skończony, ale nie w PO, gdzie Donald Tusk nie tylko tolerował, ale wręcz awansował swojego przyjaciela z Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Wyłącznie dzięki Tuskowi Lewandowski trzykrotnie otwierał pomorską listę Platformy do europarlamentu i zdobywał mandat w Brukseli, wyłącznie dzięki Tuskowi przez pięć lat był komisarzem UE ds. budżetu, a jego ostatni awans – na szefa Rady Gospodarczej przy premierze – również wynika z lojalności Ewy Kopacz wobec Tuska.

Na czerwcowej konwencji przemawiał także nowy szef Instytutu Obywatelskiego, Jarosław Wałęsa. Syn byłego prezydenta dotąd nie dał się poznać jako polityk mający coś istotnego do powiedzenia (choć przez cztery lata był posłem, a od sześciu lat jest europosłem) – słynie raczej z motocyklowych eskapad. Jego awans na szefa partyjnego think tanku ma zatem charakter wyłącznie propagandowy. Po prostu na fali spóźnionej czystki po aferze taśmowej trzeba było szybko zdjąć z tej funkcji Bartłomieja Sienkiewicza, a prawdziwych intelektualistów popierających Platformę ze świecą dziś szukać. Zresztą sam Instytut Obywatelski stanowi jedynie „intelektualne alibi” dla partii, którą już w 2009 roku jeden z jej założycieli, Andrzej Olechowski, nazwał „bezideową partią władzy”. Jedyne, co jest w tym Instytucie prawdziwe, to partyjne pieniądze – pochodzące z budżetu państwa – idące na jego utrzymanie.

Wszystko wskazuje na to, że zbliża się kres rządów PO. Zanim jednak nastąpi, czeka nas kampania wyborcza, w której rządząca od ośmiu lat partia kolejny raz spróbuje omamić wyborców. W najbliższych czterech miesiącach z pewnością usłyszymy nowe obietnice Platformy – być może równie „hojne” jak te Donalda Tuska z 2007 roku. I być może wielu Polaków jeszcze się na nie nabierze. Na szczęście tych, którzy przejrzeli na oczy, jest znacznie więcej.

Paweł Siergiejczyk

Napisane przez

Cykl

Osoby

Tematy

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij
Najnowsze

„Brońmy Marlenkę!” Pod ratuszem płacz nad dziczką, przy Wiejskiej abortomat. Pytamy, czy pani protestuje też w obronie zabijanych dzieci?

Centralny Port Komunikacyjny w 2032 r.? Najwięcej wątpliwości budzi kolej

Szczecin: Policjanci z zarzutami. Mieli dokonać samosądu na gwałcicielu dziecka

Natan Sieroń. Kim był 29-letni policjant z Bolesławca, który zginął na służbie?

Waloryzacja emerytur w 2027 roku. Zobacz tabelę wyliczeń Twojego świadczenia po podwyżce

Abortomat naprzeciwko Sejmu. Aktywistki chcą „zhakować” Kodeks karny

Żółto-niebieskie miejsca pod szkołami. Ukłon w stronę Ukrainy? Wyjaśniamy

Kara dla przychodni, zero konsekwencji dla polityków KO. NFZ potwierdza omijanie kolejki w Piasecznie

Inne kategorie

Czytaj także