Jeszcze kilka lat temu państwo w ramach „Czystego Powietrza” i innych programów dopłacało Polakom do wymiany starych pieców węglowych na gazowe. Gaz miał stanowić czyste i nowoczesne rozwiązanie. Teraz jednak Bruksela uznała, że to też paliwo kopalne, a więc zło, które należy wyeliminować. Dopłat do kotłów gazowych już nie będzie. Nowe domy od 2030 roku mają być zeroemisyjne, a do 2040 roku kraje UE mają dążyć do całkowitego wycofania pieców na gaz. Niektóre media już straszą „obowiązkową likwidacją” kotłów. Sprawdzamy, ile w tym prawdy.
Czy piece gazowe zostaną zakazane?
Za zmianami w kwestii pieców stoi unijna dyrektywa dotycząca charakterystyki energetycznej budynków, w skrócie EPBD. Uspokajamy na wstępie: nikt nie wejdzie Polakom do domu i nie wyrwie sprawnego pieca. Dyrektywa nie wprowadza automatycznego nakazu demontażu kotłów gazowych w istniejących już budynkach. Piece można nadal naprawiać, a w razie awarii wymienić na nowe. Trzeba to jednak zrobić już za własne pieniądze.
Kierunek zmian jest jednak jasny. Najważniejsze daty wyglądają następująco:
- od 2025 roku obowiązuje zakaz publicznych dopłat do samodzielnych kotłów na gaz, olej i węgiel;
- od 2028 roku nowe budynki publiczne muszą być zeroemisyjne;
- od 2030 roku zeroemisyjne muszą być wszystkie nowe budynki, czyli bez pieca na paliwa kopalne;
- do 2040 roku państwa UE mają dążyć do wycofania kotłów na paliwa kopalne;
- do 2050 roku cały zasób budynków w Unii ma być zeroemisyjny.
Wyjątkiem są systemy hybrydowe, czyli kocioł gazowy połączony np. z pompą ciepła lub kolektorami słonecznymi. W ich przypadku nadal można otrzymać dofinansowanie, ale tylko w części dotyczącej odnawialnego źródła ciepła.
Koniec dopłat do pieców gazowych
Polska zdążyła się już dostosować do unijnych przepisów. Od 31 marca 2025 roku w ramach programu „Czyste Powietrze” niemożliwe jest uzyskanie dopłaty do kotła gazowego. Zniknęła także ulga termomodernizacyjna na zakup i montaż kotłów gazowych i olejowych.
To szczególnie absurdalne, gdy przypomnimy sobie, co działo się wcześniej. Przez lata przecież państwo wręcz zachęcało do pozbywania się „kopciuchów” i przejścia właśnie na gaz. Setki tysięcy Polaków skorzystało z dotacji, a wielu z nich wzięło na ten cel kredyty. Dziś słyszą, że ich nowe piece to przeżytek, a za kilka lat gaz będzie tak drogi, że opłacalność ogrzewania nim stanie pod znakiem zapytania.
Gaz będzie droższy
Największą ironią tej sytuacji jest fakt, że Bruksela wcale nie musi zakazywać pieców gazowych. Wystarczy bowiem sprawić, że ogrzewanie nimi domów przestanie się opłacać. Temu ma służyć ETS2, czyli nowy system opłat za emisję CO2 z ogrzewania budynków i transportu. Opłatę poniosą formalnie dostawcy paliw, ale w praktyce przerzucą te koszty na klientów.
System miał ruszyć w 2027 roku, ale po sprzeciwie Polski jego start przesunięto ostatecznie na 1 stycznia 2028 roku. Najbardziej odczują go gospodarstwa domowe, które są ogrzewane węglem i gazem. A przecież ceny gazu już dziś są najwyższe od lat.
Pompa ciepła to nie cudowne rozwiązanie
Unijni urzędnicy twierdzą, że przyszłość leży po stronie pomp ciepła. Problem w tym, że w polskich warunkach nie zawsze się one sprawdzają. W starych, słabo ocieplonych domach, przy silnych mrozach i drogim prądzie rachunki za ich eksploatację często okazują się wyższe, niż obiecywano. Do tego dochodzą wysokie koszty zakupu i montażu, na które nie stać wielu rodzin.
To kolejny przykład tego, jak Unia Europejska ustala priorytety. Zamiast walczyć o tanią energię i konkurencyjność, zajmuje się nakrętkami przy butelkach i narzuca obywatelom kosztowne rozwiązania. Ostrzegają przed tym nawet przedsiębiorcy. Rafał Brzoska mówił niedawno politykom, że są „kompletnie niegotowi” na wyzwania przyszłości, a uczestnicy tej samej debaty wskazywali, że energia w Europie jest kilka razy droższa niż w Chinach.



