Ceny gazu w Europie są najwyższe od grudnia 2022 r. Na giełdzie w Amsterdamie za megawatogodzinę trzeba płacić już ok. 86 euro, a tylko w październiku gaz zdrożał o blisko 18 proc. Największym problemem jest to, że Europa wchodzi w zimę z wyjątkowo pustymi magazynami, podczas gdy na Bliskim Wschodzie wciąż trwa konflikt, który ogranicza dostawy LNG. Polski rząd uspokaja, że nasze magazyny są pełne. Z tym, że co z tego, skoro ceny i tak dyktuje rynek europejski?
Ile kosztuje gaz w Europie?
Wiele osób w Polsce obawia się nadejścia większych mrozów, bowiem ogrzanie domów staje się coraz bardziej kosztowne. Jak nie galopujące ceny węgla, to mocno rosnący rachunek za gaz. Głównym punktem odniesienia dla cen gazu w Europie jest holenderska giełda TTF w Amsterdamie. We wtorek 13 października kontrakty na gaz wzrosły w Amsterdamie o 1,9 proc., do ok. 85,97 euro za megawatogodzinę.
To najwyższy poziom od grudnia 2022 r., czyli od czasu kryzysu energetycznego, który uderzył w stary kontynent po wybuchu wojny na Ukrainie. Gaz drożał szósty dzień z rzędu, a od początku października jego cena wzrosła o blisko 18 proc. Jeszcze w poniedziałek kontrakty kosztowały ok. 81,75 euro za MWh. W środę ceny lekko się cofnęły, ale nadal utrzymują się w okolicach 84-85 euro.
Dlaczego gaz drożeje?
Głównym czynnikiem, przez który gaz drożeje, jest problem z dostępnością jego podaży. Zapasy w Unii Europejskiej znajdują się obecnie na bardzo niskim poziomie. Według danych Gas Infrastructure Europe unijne magazyny są wypełnione w 73,6 proc. Dla porównania, średnia z ostatnich pięciu lat wynosi 88,6 proc. Analitycy ostrzegają, że obecnie magazyny są znacznie „bardziej puste” niż zwykle ma to miejsce przed sezonem grzewczym.
Najgorzej jest w Niemczech, gdzie magazyny wypełnione są zaledwie w ok. 60 proc. przy panującej tam pięcioletniej średniej przekraczającej 87 proc. Także we Francji poziom zapasów, ok. 87 proc., jest niższy od średniej wynoszącej 95 proc.
Do tego dochodzi sytuacja na Bliskim Wschodzie. Wojna, która trwa od końca lutego, znacznie ograniczyła dostawy LNG, czyli skroplonego gazu, który jest transportowany statkami między innymi przez Cieśninę Ormuz. Przed wybuchem wojny ten przesmyk odpowiadał za ok. jedną piątą światowych dostaw LNG. Według analityków Timera Energy mniejsze zapasy sprawiają, że popyt w Europie w trakcie zimy znacznie wzrośnie, natomiast o te same dostawy gazu trzeba będzie konkurować z Azją. Biorąc pod uwagę zbliżające się ochłodzenie, zapotrzebowanie na gaz do ogrzewania pomieszczeń będzie wzrastać.
Co z gazem w Polsce?
Od razu uspokójmy, że Polska wypada na tym tle znacznie lepiej. Krajowe magazyny są wypełnione w ok. 99 proc., co daje ok. 36,5 TWh gazu. Nasz kraj może się poszczycić jednym z najlepszych wyników w Unii Europejskiej. Jak można się było domyślić, rząd chętnie się tym chwali. Wiceminister energii Konrad Wojnarowski przekonywał, że zapełnienie magazynów na poziomie 99 proc., przy średniej unijnej na poziomie ok. 70 proc., „pozwala myśleć o bezpieczeństwie dostaw nie tylko w tym sezonie, ale i w kolejnych latach”.
Warto jednak pamiętać o dwóch rzeczach. Po pierwsze, pełne magazyny to w dużej mierze zasługa wcześniejszych inwestycji, takich jak gazociąg Baltic Pipe i terminal LNG w Świnoujściu, które pozwoliły uniezależnić się od rosyjskiego gazu. Po drugie, nawet pełne magazyny wystarczają tylko na część sezonu. Ich pojemność przekłada się na około 40-55 dni średniego krajowego zużycia, więc Polska i tak musi na bieżąco dokupować gaz po cenach dyktowanych przez europejski rynek.
Czy Polacy zapłacą więcej za gaz?
No i tutaj pojawia się bardzo ważne rozróżnienie, które rząd wolał przemilczeć. Pełne magazyny może i chronią przed fizycznym brakiem gazu, ale nie sprawiają, że ceny gazu są niższe na tle innych państw UE. Polska kupuje gaz po cenach rynkowych, które wyznacza wspomniana giełda TTF. Jeżeli ceny w Europie będą utrzymywać się na wysokim poziomie, odczują to przede wszystkim firmy, a w dłuższej perspektywie także gospodarstwa domowe.
Najbardziej narażony jest przemysł, który już teraz mocno cierpi z powodu wzrostu cen energii. Pisaliśmy o tym m.in. przy okazji zwolnień w firmie Cersanit. Rząd na razie ogranicza się do zapewnień o bezpieczeństwie dostaw, ale nie przedstawił konkretnych działań, które miałyby złagodzić skutki podwyżek dla odbiorców.




