DoRzeczy/ Dr Roszkowska: Zaniechanie leczenia COVID-19 skazało na śmierć kilkadziesiąt tysięcy Polaków

Karol Kwiatkowski9 grudnia, 20218 min

– Z ciężkim sercem, stawiam oskarżenie, że w majestacie prawa, nasza grupa zawodowa polskich lekarzy, z powodu śmiercionośnych wytycznych dotyczących terapii pierwszej fazy, zaniechania badania i leczenia, skazała na śmierć kilkadziesiąt tysięcy Polaków – mówi w rozmowie z DoRzeczy.pl dr Marta Roszkowska.

Lekarka opowiada jak zaczęła leczyć chorych na COVID-19. – Dość szybko zorientowałam się, że kluczowe jest uderzenie w pierwszej fazie choroby, w fazie wirusowej. Błędem jest mówienie, że choroba w większości przypadków ma łagodny przebieg i wymaga tylko leczenia objawowego. Nigdy nie wiemy, jak choroba się rozwinie – mówi.

COVID-19 jest chorobą podstępną, trzeba wykazać się wielką czujnością i rygorystycznie „prowadzić” pacjenta

– stwierdza dr Roszkowska.

Przypomina jak wyglądała jeszcze niedawno sytuacja w ochronie zdrowia. – Pacjenci byli osamotnieni, przychodnie stały się twierdzami nie do zdobycia z często odłożonymi słuchawkami telefonów, odległymi terminami teleporad i ewentualnych testów. O badaniu fizykalnym nie można było nawet marzyć. Często o zdrowiu i życiu pacjenta decydował średni i niższy personel medyczny – podkreśla.

Lekarka została zapytana o wytyczne ministerstwa zdrowia w sprawie leczenia pacjentów chorych na COVID-19.

– Wytyczne, jak mamy leczyć, przyszły do nas lekarzy gdzieś „z góry”. Jest tam napisane tak: pierwsza faza – leczymy objawowo – paracetamol lub inne NLPZ (niesteroidowe leki przeciwzapalne bez recepty). Przepraszam bardzo, ale ten paracetamol dla niektórych pacjentów to był wyrok śmierci – opisuje wytyczne.

Tłumaczy dlaczego paracetamol może być zabójczy. – Dlatego, że jest to lek przeciwzapalny, objawowy. Można go sobie wziąć co najwyżej przez dwa dni, żeby głowa nie bolała i żeby lepiej się spało. Potem na wszystkie dolegliwości należy stosować preparaty leczące, trzeba jak najszybciej wdrożyć prawdziwe leczenie, czyli leczenie przeciwwirusowe, hamujące replikację wirusa. To leczenie jest dostępne, ponieważ co najmniej cztery różne preparaty tego typu używane są na całym świecie – podkreśla.

Roszkowska jest krytycznie nastawiona do ekspertów z Rady Medycznej przy premierze i stwierdza, że chyba nie za bardzo się orientują, co się dzieje w opiece ambulatoryjnej.

A przecież kluczowe jest uderzenie w pierwszym momencie, najlepiej w pierwszych dwóch dniach. Gdy w ciągu pierwszych dni poda się im odpowiedni lek antywirusowy, zupełnie inaczej się tych pacjentów prowadzi później. Przestają gorączkować, lepiej się czują, mijają im bóle

– wyjaśnia metody leczenia.

– Leczenie powinno zacząć się natychmiast, aby wszystkimi dostępnymi sposobami hamować replikacje wirusa. Po 7-10-14 dniach może być za późno – stwierdza lekarka.

– Z ciężkim sercem, stawiam oskarżenie, że w majestacie prawa, nasza grupa zawodowa polskich lekarzy, z powodu śmiercionośnych wytycznych dotyczących terapii pierwszej fazy, zaniechania badania i leczenia, skazała na śmierć kilkadziesiąt tysięcy Polaków. W tym miejscu, chciałabym się też upomnieć o kolegów z pierwszej linii szpitalnej, przyjmujących najcięższych pacjentów. Codzienny zalew kilkudziesięciu nawet chorych w stanach preagonalnych, trwający przez wiele miesięcy, rujnował ich zdrowie fizyczne i psychiczne. Oprócz syndromu wypalenia zawodowego, uważam ze niektórzy cierpieli na zespół stresu bojowego – mówi dr Roszkowska.

Według niej istnieją leki zwalczające tę odmianę koronawirusa i nie tylko paracetamol powinno się stosować podczas kuracji. – Znamy pewne grupy leków przeciwwirusowych, są one do naszej dyspozycji, możemy nimi walczyć. Osobiście wypracowałam dla moich pacjentów dwa schematy leczenia, wcale nie mowę, że najlepsze, modyfikuję je w zależności od sytuacji: jeden schemat dla młodych do 30 roku życia i drugi dla starszych i tzw. „spóźnionych”. Nie chcę wchodzić w szczegóły, bo nie będę tym wywiadem leczyła pacjentów. Krótko mówiąc nie możemy się poddawać reżimowi leczenia paracetamolem. Paracetamolowa narracja zaczęła się już dużo wcześniej. Ona przyszła do nas jakby „z zewnątrz”. Stosowały je głownie Anglia, Irlandia i Skandynawia, ale też i inne kraje europejskie. W laryngologii miałam do czynienia z tzw. „spadami paracetamolowymi” co najmniej od 15 lat. Chodzi o pacjentów leczonych paracetamolem wiele tygodni na schorzenia, w których istnieje wręcz przeciwskazanie jego stosowania – wyjaśnia.

– Słowacy na przykład sprowadzili iwermektynę. Może od nich powinniśmy się uczyć, może powinniśmy się uczyć od profesora Raoulta z Francji, kiedy podawać hydroksychlorochinę i jak nią leczyć chorych, albo posłuchać doktora Bodnara z Przemyśla, jak leczyć amantadyną. Wielką jego zasługą jest, że dał sygnał, iż lek ten działa i że ustalił jego nowe dawkowanie! Osobiście amantadynę zapisuję od ok 30 lat na zespół Ramsaya-Hunta z bardzo dobrym efektem – stwierdza.

Cały wywiad z dr Martą Roszkowską, który przeprowadził Olivier Bault, można przeczytać na portalu Do Rzeczy.

Źródło: DoRzeczy

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

11 − 5 =