WiadomościPremier: widmo kryzysu energetycznego testem dla Unii Europejskiej

Magdalena Targańska22 października, 20214 min

Widmo kryzysu energetycznego to test dla Unii Europejskiej, czy stoi po stronie zwykłych obywateli czy giełdowych spekulantów oraz agresywnie pogrywającego sobie Gazpromu – uważa premier Mateusz Morawiecki.

„Ceny energii w całej Unii w ostatnich tygodniach idą w górę w ekspresowym tempie. Skutki odczuwa przemysł, ale też zwykli obywatele. To nie jest kwestia przejściowych wahań na rynku, ale sprawa o charakterze strategicznym, która zadecyduje o przyszłości następnych pokoleń” – ocenił Morawiecki w opublikowanym w piątek podcaście.

Zdaniem szefa rządu „nie powinniśmy pytać, czy transformacja energetyczna jest potrzebna, ale powinniśmy pytać, jaka transformacja energetyczna jest potrzebna”.

„To musi być transformacja sprawiedliwa i solidarna, a nie taka, której koszty zostaną przerzucone na słabszych” – stwierdził. Zauważył, że obecnie „ceny, zwłaszcza na rynkach gazu, dosłownie szaleją”.

W ocenie premiera, zgoda na budowę Nord Stream 2, bierna postawa Unii w tej sprawie, dają Gazpromowi, Rosji gigantyczne przewagi konkurencyjne. Zdaniem Morawieckiego „Rosja wykorzystuje gaz, jako narzędzie politycznego nacisku”.

„Musimy dostosować unijną politykę klimatyczną do możliwości wszystkich państw, a nie do oczekiwań tych najbogatszych” – wskazał premier, który od czwartku przebywa na dwudniowym szczycie UE w Brukseli, podczas którego unijni liderzy rozmawiają m.in. o rosnących cenach energii, praworządności, migracji i handlu.

Jak powiedział szef rządu w podcaście, „po pierwsze Unia powinna wprowadzić maksymalne stawki za emisję CO2, na jakiś czas przynajmniej”. Zdaniem Morawieckiego to one w dużej mierze napędzają inflację na rynkach energetycznych.

„Po drugie, wspólnota powinna wycofać się z nowego systemy ETS dla budownictwa i transportu, bo po jego wprowadzeniu, ceny energii ponownie wystrzelą w górę, a to odczuje w swoich portfelach większość mieszkańców Unii” – tłumaczył premier.

Jak dodał, jedna z polskiej propozycji zakłada, aby państwa członkowskie zdefiniowały swoje minimalne poziomy produkcji energii elektrycznej, które pozwolą utrzymać bezpieczeństwo sieci przesyłowej.

„Od blisko dwóch tygodni wciąż mówimy o demokracji i praworządności. Widmo kryzysu energetycznego, to test dla Unii, czy stoi po stronie zwykłych obywateli czy giełdowych spekulantów oraz agresywnie pogrywającego sobie Gazpromu” – powiedział. (PAP)

 

autor: Aneta Oksiuta

 

Udostępnij:

Magdalena Targańska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

15 − 1 =