Paweł SkuteckiPrzedsmak świata pozafejsbukowego, czyli jak się uśmiechać bez Insta?

Nasza Polska4 października, 20216 min

Z serwisami pana Słodziaka stało się dokładnie tak jak z wódką. Niby wszyscy wiedzą, że kiedyś się skończy, ale zawsze to budzi olbrzymie zdziwienie i konsternację. Nie wiadomo jak na razie jak długo będzie trwał detoks od Facebooka, Instagrama i paru innych serwisów, ale jedno wiem na pewno: świat nie będzie już taki sam. 

To co zrobił Mark Zukerberg to czysty geniusz i czyste zło. Jest mistrzem. Mistrzem zła. O skali, o rozmachu tej wieży Babel niech świadczy to, że kiedy dzisiaj pojawiły się problemy techniczne, pan Mark Zuckerberg w ciągu kilku godzin zbiedniał o… siedem miliardów dolarów. MILIARDÓW DOLARÓW. Robi wrażenie? Na nim pewnie nie, bo jego majątek netto szacuje się na prawie 123 miliardy dolarów. Kolos na glinianych nogach, jak wszystkie dotcomy? Niekoniecznie. Facet zbudował globalny monopol, który realnie wpływa na wszystko, od światowej gospodarki do wyborów w poszczególnych państwach. Mało tego: stworzone przez niego narzędzia służą do globalnej inżynierii etycznej, moralnej, kulturowej, technologicznej i każdej innej.

A teraz cała ta misterna konstrukcja zachwiała się, bo od kilku godzin najpopularniejsze adresy nie odpowiadają. Miliony Polaków przestały mieć co robić w ten piękny wieczór. Nie żartuję. Na Facebooku można było spotkać 18 milionów Polaków. Masa. Armia. Każdy z nich codziennie zostawiał średnio jednego lajka. Do tego dołóżmy ponad 9 milionów użytkowników Instagrama, gdzie średnia wieku jest nieco niższa. Doliczmy miliony użytkowników WhatsUp. Plus Messenger. 

Można oczywiście żartować z tych, którzy nagle zostali bez kontaktu z bliskimi, bez „wiedzy tajemnej” dostępnej wyłącznie na zamkniętych grupach dyskutantów, bez podniet zgoła mało intelektualnych serwowanych przez instagramowe influencerki. Można, ale po co? Problem jest bardzo realny i będzie miał realne konsekwencje. Z tych milionów użytkowników, rozmawiamy tylko o Polsce, tysiące osób jest zwyczajnie uzależnionych od któregoś lub kilku naraz serwisów, które dzisiaj zamilkły. Część osób pójdzie spać, część porozmawia z żywymi ludźmi, część sięgnie po książkę, ale część włączy telewizor w poszukiwaniu szybkich, mocnych, ciągłych bodźców. Ile z tych osób zadzwoni niebawem po pomoc do psychologa, psychiatry, psychoterapeuty, to zależy wyłącznie od tego, jak długo będzie trwała ta awaria. 

O ile to jest awaria. Bo nie można wykluczyć, że to po prostu element wojny toczącej się w świecie, o którym nie mamy pojęcia, między rywalami, których nie potrafimy zdefiniować. Gdyby puścić wodze wyobraźni, to przecież można zapytać, czy jest możliwe, żeby któryś z potężnych reżimów z Chinami, Pakistanem, Indiami czy Iranem na czele był w stanie zrobić takiego psikusa? Albo w drugą stronę, czy media tradycyjne – mam na myśli telewizję, bo zapomnijmy na chwilę o zabawkach starszych panów w stylu radia czy papierowej gazety – mogłyby zrealizować starą maksymę, że ten uczynił, komu przyniosło korzyść? A może ruch głębokiej rebelii antysystemowej, który tak szybko i dynamicznie urósł kwestionowaniu pandemii, byłby w stanie zaatakować swoje korzenie? A może właśnie koncerny farmaceutyczne obcinając w ten sposób dostęp do niekoncesjonowanej informacji zapewniają sobie monopol na prawdę? 

Można snuć mnóstwo domysłów, mniej lub bardziej racjonalnych i wiarygodnych. Niby sensu w takim fantazjowaniu nie ma, ale zawsze to ćwiczy umysł, co gorąco polecam w ten piękny jesienny wieczór. 

Paweł Skutecki

Felietony i komentarze nie zawsze odzwierciedlają poglądy i opinie redakcji. 

Udostępnij:

Nasza Polska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

siedemnaście − 1 =

Posty powiązane