ZagranicaKorea Płd./ W kraju wciąż działają tysiące ferm hodujących psy na mięso

Karol Kwiatkowski29 sierpnia, 20217 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Większość mieszkańców Korei Południowej nie chce jeść psów i opowiada się za prawnym zakazem handlu ich mięsem, ale w kraju wciąż działają tysiące psich ferm – ocenia w rozmowie z PAP Nara Kim z organizacji broniącej praw zwierząt Humane Society International (HSI).

W maju do USA przybyło 171 z grupy 300 psów uratowanych od pewnej śmierci w jednej z południowokoreańskich rzeźni. Na fermie były stłoczone w metalowych klatkach i skrajnie niedożywione. Wiele chorowało, inne umierały z głodu. Ocalałe zwierzęta dostały teraz szansę na lepsze życie, ale dla aktywistów to nie koniec pracy.

„Nieważne ile psów uratujemy z tej brutalnej branży, nigdy nie będzie łatwiej oswoić się z tym, w jak surowych, przerażających warunkach się znajdowały” – zaznaczyła wtedy szefowa HSI Kitty Block, dodając, że na zamkniętej fermie prowadzono również ubój.

Według szacunków koreańskiej grupy obrońców praw zwierząt KARA co roku w Korei Płd. zjadanych jest nawet milion psów. Działacze starają się wygasić hodowlę, którą określają jako szczególnie brutalną. Popyt na psie mięso spada i fermy są zamykane, ale w kraju wciąż pracują ich tysiące, wiele bez licencji – podkreśla Kim.

HSI namawia rolników do zamykania hodowli i oferuje pomoc w przebranżowieniu. Jak dotąd uczestniczyła w zamknięciu 17 ferm i uratowała prawie 2,5 tys. czworonogów. Większość ocalałych trafia do USA, Kanady i Wielkiej Brytanii, gdzie aktywiści szukają dla nich kochających właścicieli.

Duża liczba uratowanych psów nie może liczyć na znalezienie domu w Korei Płd., ponieważ w kraju „nie ma wystarczającej akceptacji dla adopcji”. Jednym z powodów jest stygmatyzacja psów hodowanych na mięso. Przedstawiciele branży przez lata promowali fałszywe przekonanie, że „psy mięsne” są „pozbawione duszy, głupie, niebezpieczne” i generalnie różnią się od psów-towarzyszy – podkreśla z kolei Nara Kim.

Psie mięso jest częścią tradycyjnego jadłospisu, ale w ostatnich latach coraz więcej osób widzi w psach przyjaciół, a nie element inwentarza. Sondaż przeprowadzony na zlecenie HSI w 2020 roku wykazał, że prawie 84 proc. mieszkańców kraju nie zamierza jeść psów.

„Większość Koreańczyków w ogóle nie je regularnie psów” – podkreśla Kim. Zwraca przy tym uwagę, że konsumpcja psiego mięsa ma w tym kraju charakter sezonowy i w większości odbywa się w okresie boknal, uznawanym tradycyjnie za najgorętsze dni roku.

Wielu Koreańczyków, jeśli już spożywają psie mięso, to w duszonej potrawie znanej jako bosintang. Kierują się błędnym przekonaniem, że poprawia ono witalność w warunkach gorącej i wilgotnej pogody – wyjaśnia Kim.

Hodowla psów i handel ich mięsem znajdują się w szarej strefie, a władze zaostrzyły przepisy dotyczące dobrostanu zwierząt. W 2018 roku władze zamknęły największą w kraju ubojnię psów, a południowokoreański sąd orzekł w jednym przypadku, że ich zabijanie na mięso jest nielegalne, i wymierzył za to grzywnę.

Nie wprowadzono jednak jak dotąd całkowitego zakazu, o jaki zabiega HSI, choć za takim rozwiązaniem opowiadało się w 2020 roku prawie 59 proc. mieszkańców Korei Płd. Poparcie dla zakazu wzrosło o 24 punkty procentowe w ciągu trzech lat – wynika z badań wykonanych na zlecenie organizacji.

Z miłości do zwierząt słynie południowokoreański prezydent Mun Dze In, który w kampanii wyborczej opowiadał się za stopniowym wygaszaniem handlu mięsem psów. Mun opiekuje się kotem i kilkoma psami, z których jeden – kundel o imieniu Tory – został przez niego przygarnięty ze schroniska, gdzie trafił po uratowaniu z fermy psów hodowanych na mięso.

Oprócz Korei Południowej, psie mięso spożywane jest na stosunkowo szeroką skalę również w Chinach kontynentalnych i Wietnamie, a także w Nigerii i Ghanie. W ubiegłej dekadzie obrońcy praw zwierząt informowali też, że mięso psów i kotów potajemnie spożywają setki tysięcy Szwajcarów, głównie w okresie bożonarodzeniowym.

Andrzej Borowiak (PAP)

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

jeden × pięć =