ZagranicaPolski dziennikarz wypuszczony z aresztu w Birmie jest już w drodze do domu

Karol Kwiatkowski26 marca, 20217 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Robert Bociąga, dziennikarz aresztowany w Birmie 11 marca podczas fotografowania demonstracji, wyleciał w czwartek z Rangunu i jest już w drodze do Polski – dowiedziała się PAP.

W czasie rozmowy przeprowadzonej w oczekiwaniu na lot do kraju, Robert Bociąga powiedział PAP, że przed podróżą zwrócono mu zarekwirowany sprzęt i że czuje się dobrze.

Dziennikarz wyszedł na wolność w środę, spędziwszy 13 dni w policyjnym areszcie w leżącym w środkowej części kraju mieście Taunggyi, stolicy stanu Szan.

Od 2020 roku współpracował z międzynarodowymi mediami, a w Birmie relacjonował protesty przeciwko przewrotowi wojskowemu między innymi dla niemieckiej agencji informacyjnej dpa oraz amerykańskiej stacji CNN.

11 marca w czasie fotografowania ulicznej demonstracji w Taunggyi został otoczony i pobity przez żołnierzy, a następnie zatrzymany przez policję i przewieziony do aresztu. Jak zaznaczył, podczas przesłuchania był traktowany lepiej niż Birmańczycy. Dostęp do pomocy prawnej zapewniła mu działająca w terenie organizacja pozarządowa. Ostatecznie w poniedziałek sąd ukarał dziennikarza na podstawie przepisów imigracyjnych grzywną 200 tys. kiatów (ok. 550 zł) za brak ważnej wizy i nakazał jego deportację.

“Z ulgą przyjęliśmy wiadomość, że pan Bociąga opuścił dziś rano Mjanmę” – napisało w oświadczeniu przesłanym w czwartek PAP federalne ministerstwo spraw zagranicznych Niemiec. Ambasada RFN w Rangunie reprezentuje w sprawach konsularnych Polskę, która nie ma w Birmie swojej placówki. “W koordynacji z polską ambasadą w Bangkoku oraz prawnikami niemiecka ambasada intensywnie dążyła do uzyskania dostępu konsularnego i szybkiego rozwiązania sprawy” – napisano w oświadczeniu. “Jesteśmy przekonani, że dziennikarze wszędzie na świecie muszą mieć możliwość wykonywania swojej pracy bez restrykcji, gróźb i represji” – dodali niemieccy dyplomaci.

Polskie MSZ podziękowało na Twitterze ambasadzie Niemiec w Rangunie za “wsparcie w udzieleniu pomocy obywatelowi RP”.

Szybki dostęp do pomocy prawnej polski dziennikarz uzyskał dzięki organizacji International Bridges to Justice (IBJ), zapewniającej adwokatów osobom oskarżonym w sprawach kryminalnych. Miriam Chinnappa, dyrektorka IBJ ds. Birmy, podkreśliła w rozmowie z PAP, że sytuacja Roberta Bociągi była bardzo niepewna, lecz sprawę udało się rozwiązać dzięki doświadczeniu i dobrej reputacji jej prawników. “Jedno z naszych biur od prawie czterech lat mieści się w Taunggyi” – wyjaśniła. “Informację o zatrzymaniu polskiego obywatela otrzymaliśmy od pracownika sądu. Naszej prawniczce udało się wynegocjować z policją dostęp do Roberta, a po uzyskaniu informacji o stawianych mu zarzutach skontaktowała się z niemiecką ambasadą”.

Jak podkreśliła, szybka reakcja w podobnych sprawach ma fundamentalne znaczenie ze względu na bezpieczeństwo zatrzymanych. “Na długo przed wprowadzeniem stanu wyjątkowego i nawet w zwykłych okolicznościach zdarza się, że zatrzymani nie są stawiani przed sądem i bywają maltretowani podczas przesłuchań” – zaznaczyła.

Chinnappa oceniła, że na korzyść polskiego dziennikarza mógł zadziałać fakt, że był cudzoziemcem. “Niewykluczone, że władze chciały zamknąć sprawę tak szybko, jak to możliwe, i wypuścić go po zasądzeniu minimalnej grzywny, żeby uniknąć międzynarodowej reakcji. Ale wszystko mogło się potoczyć inaczej, gdyby do oskarżenia doszło w dużym mieście, takim jak Rangun albo Mandalaj” – powiedziała.

Redaktor naczelny agencji dpa Sven Goesmann wyraził wdzięczność IBJ i dyplomatom za pomoc swojemu współpracownikowi. “Sytuacja dziennikarzy w Birmie jest coraz bardziej napięta i grozi im tam coraz więcej niebezpieczeństw. Stosujemy specjalne środki ostrożności, żeby umożliwić dalszą pracę naszym birmańskim reporterom, którzy nadal są w terenie” – zapewnił w rozmowie z PAP.

Według działającego w Birmie i Tajlandii Stowarzyszenia Pomocy Więźniom Politycznym od chwili dokonania zamachu stanu wojskowe władze zatrzymały blisko 40 dziennikarzy relacjonujących protesty przeciwko armii. Wielu z nich postawiono zarzuty na podstawie przepisów o zniesławieniu i działalności wywrotowej.

Tomasz Augustyniak (PAP)

Udostępnij:

Karol Kwiatkowski

Wiceprezes Zarządu Fundacji "Będziem Polakami" - wydawcy Naszej Polski. Dziennikarz, działacz społeczny i polityczny.

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

dziewiętnaście − pięć =