PolskaPrzedsiębiorca z branży hotelarskiej na Warmii i Mazurach: czujemy się jak kozły ofiarne

Magdalena Targańska24 lutego, 20214 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Chyba nikt z hotelarzy na Warmii i Mazurach nie spodziewał się takich rozwiązań, czujemy się jak kozły ofiarne. Trzeba było coś zamknąć, to zamknięto hotele – powiedział przedsiębiorca z branży turystycznej i członek Regionalnej Organizacji Turystycznej Tomasz Dowgiałło.

Minister zdrowia Andrzej Niedzielski zapowiedział w środę, że w związku z dużym wzrostem zachorowań na COVID-19 na Warmii i Mazurach w regionie tym, jedynym w Polsce, wprowadzone zostaną ponowne obostrzenia. Nauka w klasach I-III ma wrócić do trybu zdalnego. Zamknięte zostaną galerie, muzea, kina, hotele, korty, baseny i inne miejsca użyteczności publicznej.Prezes spółki zarządzającej hotelami grupy Anders Tomasz Dowgiałło powiedział PAP, że ponowne zamknięcie hoteli po krótkim czasie, gdy mogły one funkcjonować, jest niezrozumiała.

„Chyba nikt z hotelarzy na Warmii i Mazurach nie spodziewał się takich rozwiązań, czujemy się jak kozły ofiarne, coś trzeba było zamknąć to zamknięto hotele. Absolutnie rozumiem powagę sytuacji, nie neguję zakażeń, ale nie ma argumentów naukowych, żeby hotele zamykać. W naszym przypadku otwarcie hotelu kosztowało 100 tys. zł. Zostali zatrudnieni dodatkowi pracownicy, by obsłużyć ruch i spełnić wymogi sanitarne stawiane przez rząd. W tej chwili po tygodniu działania, hotel musimy zamknąć”– wyjaśnił Dowgiałło. Jak ocenił, takie decyzje są „mocno krzywdzące, demoralizujące i chaotyczne”.

Dodał, że na koszty przygotowania obiektu hotelowego do przyjęcia gości złożyły się koszty związane z ogrzaniem hotelu, przygotowaniem basenu, zrobieniem zaopatrzenia.

„Nie wiem, co będzie z ludźmi. Nie wiem, co im powiedzieć. Nie mam pieniędzy, by ich zostawić, nie wiemy, kiedy ponownie ruszymy. To są bardzo indywidualne i trudne rozmowy. Przyjąłem do pracy ludzi, którzy zrezygnowali z pracy w innych miejscach, bo podjęli je na czas niedawnego zamknięcia hoteli. Pracowali w innych lokalach gastronomicznych, pizzeriach i teraz zrezygnowali z nich, wracając do nas z chęcią, a my znów nie mamy dla nich pracy”– mówił Tomasz Dowgiałło.

Jak wskazał, obecnie „prowadzący hotele są ze sobą na gorącej linii i są podłamani sytuacją. Nie wiemy, do kiedy obiekty hotelowe będą zamknięte i wielu z nas może nie dotrwać ponownego otwarcia, bo będą już w stanie bankructwa”.

 

Autor: Agnieszka Libudzka

Udostępnij:

Magdalena Targańska

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

eight + two =