Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ja i właścicielka kwiaciarni otrzymaliśmy od sanepidu karę administracyjną po 30 tys. zł – mówi w rozmowie z „Wyborczą” Tomasz Fornalski, właściciel najsłynniejszego ostatnio lodowiska w Polsce, na które biletem wstępu były kupony po kwiaty.
Szczecińskie lodowisko na Osiedlu Majowym zamieniło się w „Kwiaciarnię Lodogryf” i w miniony piątek – 1 stycznia – rozpoczęło działalność. Bilet wstępu to kupon na kwiaty – 17 zł za duży kwiatek, 12 zł za mały. Kwiaty należało odbierać osobiście na środku tafli – pisze Wyborcza.
3 stycznia sanepid przeprowadził kontrolę i stwierdził, że kwiaciarnia na lodzie to cały czas lodowisko. Inspektorzy kazali obiekt zamknąć.
– Nie ma przepisów mówiących o tym, że na płycie lodowiska nie może działać kwiaciarnia. Nie ma również nakazu zamykania lodowisk. Mogą działać, nie można na nich tylko jeździć na łyżwach rekreacyjnie. Kwiaciarnie również mogą działać. Zatem zupełnie nie rozumiem, dlaczego ja i właścicielka kwiaciarni otrzymaliśmy od sanepidu karę administracyjną po 30 tys. zł – mówi właściciel lodowiska.
– Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ludzie mogą modlić się w zamkniętym kościele, a nie mogą jeździć na łyżwach na świeżym powietrzu. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego mogą tłoczyć się w hipermarketach i gromadzić przy półkach, a nie mogą korzystać z lodowiska, gdzie przecież nikt nie chucha sobie w twarz. Na płycie naszego lodowiska, która ma 1800 m kw., mogło być najwyżej 120 osób. To były nasze wytyczne, których pilnowaliśmy – mówi Tomasz Fornalski.
Źródło: Wyborcza.pl
2 comments
jakub
7 stycznia, 2021 at 3:27 pm
tu nikt już nic nie rozumie. Trzeba powiedzieć. BASTA.
Horban
7 stycznia, 2021 at 6:24 pm
A to sanepid ma uprawnienia do dawania jakichkolwiek kar? Pewnie z nadania Horbana.