ZagranicaDwa razy dwa to może być pięć. Byle nie zniechęcać uczniów?

Paweł Skutecki1 stycznia, 20215 min
Potrzebujemy Twojej pomocy, żeby wciąż tworzyć niezależne, wolne media. Jak możesz nam pomóc?

 

Za pomocą Pay Pal'a:
Za pomocą przelewu tradycyjnego:

 

Fundacja „Będziem Polakami”
ul. Podhalańska 3
85-123 Bydgoszcz
PKO BP PL04 1020 1462 0000 7902 0326 0783
Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Nauczyciele w jednej ze szkół w Goeteborgu nie poprawiają uczniom błędów w równaniach matematycznych, aby „nie zniechęcać dzieci”. Takie podejście wywołało w Szwecji debatę i pytania, czy jest to właściwa metoda nauczania.

O sprawie poinformowała gazetę „Goeteborgs-Posten” matka dziewczynki mającej kłopoty z matematyką w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Sprawdziła ona zeszyt z ćwiczeniami córki i spostrzegła, że 95 proc. zadań jest niekompletnych lub błędnie wykonanych. Nauczyciel ich nie poprawił ani nie ocenił. „Na trzech stronach napisano +dobrze+, ale to akurat zadania wykonane w domu w ramach pracy domowej pod naszym nadzorem” – powiedziała matka.

Kobieta udała się do nauczyciela, ten odparł jednak, że podobnie postępują inni pedagodzy. Następnie matka uczennicy skontaktowała się z dyrektorem szkoły. Ten w mailu odpowiedział, że „ogólnie matematyka jest przedmiotem, w którym zadania można wykonać prawidłowo lub błędnie, ale z tego powodu wielu uczniów traci chęć do nauki”. Według dyrektora ważne jest nie tylko „poprawianie i pokazywanie błędów”, ale też „dbałość o zainteresowanie przedmiotem”.

Z argumentacją dyrektora nie zgadza się matka. „To nauczyciel musi wykazać się kreatywnością i czerpać radość z nauczania. Jeśli dziecko robi poważny błąd, należy je nauczyć, co jest poprawne. W prawdziwym życiu zawsze będzie dobrze lub źle. Trzeba nauczyć dzieci radzenia sobie z sukcesami i porażkami od samego początku, zanim będzie za późno” – stwierdził rodzic.

Nie pomogła interwencja niezadowolonej nadzorującego naukę w szkołach kierownika gminnego wydziału ematki edukacji, który odesłał ją do dyrektora, a ten znów do nauczyciela.

Po artykule w „Goeteborgs-Posten” wybuchła debata. Zajmujący się sprawami edukacji polityk Liberałów Isak Skogstad stwierdził, że postępowanie nauczyciela, który nie poprawia błędów to „prawdziwa zdrada uczniów”.

„Jeśli dziecko na początku pozostanie w tyle istnieje ryzyko, że będzie miało niepowodzenia później” – stwierdził. Według eksperta metody stawiające na pierwszym miejscu dobre ucznia samopoczucie, a dopiero później wymagające opanowania programu są charakterystyczne dla lat 90. „Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę ze znaczenia wiedzy przedmiotowej. Artykuł pokazuje, że nieprawidłowe metody i teorie wciąż są stosowane w szkole” – podkreślił Skogstad.

Według reprezentującej socjaldemokrację przewodniczącej parlamentarnej komisji ds. edukacji, Gunilii Svantorp poruszona w artykule skarga matki dotyczy metody pracy nauczyciela, która powinna być omawiana na poziomie szkoły. „My tworzymy prawo i zapewniamy zasoby” – stwierdziła.

W komentarzu, jaki ukazał się w związku z tą sprawą w gazecie „Goeteborgs-Tidningen/ Expressen” Csaba Perlenberg pisze, że „pedagogika, która boi się konfliktów opiera się na błędnym przekonaniu, że wszystko musi być zabawne i stymulujące”.

„To tak nie jest. Trudne kroki trzeba powtarzać nudnymi powtórzeniami” – twierdzi autor. „Wszystko inne wiąże się z ryzykiem ukształtowania dorosłych, którzy myślą, że wszystko, co robią jest +niesamowite+, +fantastyczne+ i +najlepsze+, gdy wcale tak nie jest. Czerwony długopis to najlepszy prezent nauczyciela dla uczniów” – podkreśla.

Ze Sztokholmu Daniel Zyśk (PAP)

 

Udostępnij:

Paweł Skutecki

Zostaw odpowiedź

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane

dziesięć + 12 =