Polscy kierowcy zamiast z rodzinami święta spędzą w ciężarówkach

Magdalena Targańska24 grudnia, 20207 min

Choć tegoroczne Boże Narodzenie dla wszystkich jest inne, szczególnie trudne będzie dla kilku tysięcy kierowców ciężarówek – w większości Polaków – którzy w Dover i okolicach czekają na przeprawę przez kanał La Manche i spędzą je w samochodach lub na parkingach.

W Dover, które od kilku dni jest kompletnie zakorkowane przez ciężarówki, mieszały się w środę wieczorem smutek i rezygnacja z frustracją, a nawet wściekłością. Smutek i rezygnacja, bo wszyscy mają świadomość, że na powrót do Polski na święta nie było już żadnych szans. Frustracja i wściekłość – z powodu braku informacji, braku dostępu do łazienek czy toalet, decyzji francuskich władz, przez którą powstał ten korek, bezradności brytyjskiej policji.

„To bardzo specyficzny zawód. Niektórzy kierowcy robią krótkie kursy, tam i z powrotem, ale spora część wyjeżdża w trasę na kilka tygodni, a później wraca do domu na tydzień czy dwa. To bardzo odbija się na życiu rodzinnym, stąd wśród kierowców jest tylu rozwodników” – opowiada PAP jeden z polskich kierowców, Przemek. On w trasie jest od początku listopada.

„Z jednej strony, każdy wie, z czym łączy się ta praca. Z drugiej – tu jest teraz mnóstwo osobistych dramatów. To, że na Sylwestra wiele razy byłem w trasie, to drobiazg, ale Boże Narodzenie każdy jednak chce spędzać w domu, z rodziną. Ja w tym roku miałem pierwszy raz od pięciu lat spędzać święta z córką z pierwszego małżeństwa. Ale w końcu musiałem jej powiedzieć, że nie przyjadę. I takie rzeczy bolą bardziej niż cokolwiek innego” – mówi.

Część kierowców, zapytana o to, jak sobie wyobraża spędzenie świąt w takiej sytuacji, ze smutkiem, ale jednak spokojnie odpowiada, że usiądzie koło samochodów, coś razem zjedzą, wypiją i jakoś to będzie. Ale u niektórych widać było buzującą wściekłość, którą podsyca wypijane dla zabicia czasu piwo. Już w środę rano, kiedy mimo tego, że Francja otworzyła granicę, kolejka na prom się nie ruszyła, doszło do przepychanek między sporą grupą kierowców a policją. „Jak długo można tak trwać, skoro nie mamy nawet toalety, do której można pójść. Zwierzęta tu mają lepiej. Jeśli coś się nie ruszy, to ludzie po prostu nie wytrzymają” – ostrzega jeden z nich.

Jak podawały w środę rano brytyjskie media, w hrabstwie Kent, skąd odpływają promy do Francji i gdzie znajduje się wjazd do tunelu pod kanałem La Manche, w kolejkach czekało już ok. 6000 ciężarówek. Te korki to efekt niedzielnej decyzji władz Francji, które z powodu rozprzestrzeniającej się w Anglii nowej odmiany koronawirusa, zamknęły na 48 godzin granicę dla przyjazdów z Wielkiej Brytanii, przy czym nie dotyczyło to tylko ruchu pasażerskiego, ale też transportu towarów. W środę granica została otwarta, ale tylko dla osób mających negatywny wynik testu na obecność koronawirusa, a w środę do wieczora uruchomione zostały tylko dwie mobilne stacje testowania. W Dover, mimo obietnicy – jeszcze nie.

Polskim kierowcom, którzy stanowią największą grupę wśród czekających na wyjazd z Wielkiej Brytanii, pomagają służby konsularne, a także organizacje polonijne i wiele osób prywatnych.

„Sytuacja jest bardzo trudna, bo liczby czekających na wyjazd kierowców idą w tysiące, a każdy chciałby być z rodziną na święta. Dostajemy dużo telefonów, również od rodzin, z pytaniami, kiedy ta sytuacja zostanie rozwiązana. Staramy się być tutaj codziennie, aby dostarczać jedzenie, wodę i tę naszą pomoc będziemy kontynuowali przez najbliższe dni, a dzisiaj i jutro do tego standardowego jedzenia dokładamy ciasta świąteczne. To oczywiście nie zastąpi ciepła rodzinnego, ale jest symbolem solidarności i cieszymy się, że jesteśmy świadkami dużej mobilizacji różnych organizacji i ludzi dobrej woli, którzy dostarczają kierowcom jedzenie, środki czystości, ale też dodają im wsparcia” – mówił PAP w środę wieczorem konsul RP w Londynie Mateusz Stąsiek.

Według władz brytyjskich rozładowanie kolejek w Dover i okolicach potrwa co najmniej 3-4 dni.

(PAP)

Udostępnij:

Magdalena Targańska

Leave a Reply

Koszyk