Epidemia pretekstem do cenzury

Paweł Skutecki27 marca, 20207 min

Unia Europejska, tak samo jak i poszczególne rządy we własnym zakresie, od dawna próbuje „uregulować” przestrzeń wymiany myśli. W dzisiejszej nowomowie „regulacja” jest synonimem bezwzględnej cenzury. Tym razem urzędnicy i politycy mają w rękach świetny pretekst: epidemię. A gdyby i ona była była za słaba, to jest wspierana „Putinem”. Taki miks wystarczy, żeby Europejczykom zakneblować usta?

ACTA, ACTA2 i inne, mniej znane ogólnoeuropejskie, czy wręcz światowe, regulacje jak na razie nie odnoszą skutku. Wciąż możemy w internecie rozmawiać o wszystkim, dzielić się nawet najbardziej fantastycznymi pomysłami i teoriami. Sieć jest kotłem, w którym mieszają się fakty, dane naukowe i poglądy z okolic „drugiej strony rozumu”, ale także filmy i zdjęcia dokumentujące wydarzenia, które oficjalnie nigdy nie miały miejsca. Jeszcze. Koncerny korzystające z pozycji monopolisty nie trudzą się wymyślaniem prawa. Wystarczy „złamanie regulaminu” czy „standardów społeczności”, żeby stracić konto na YouTube, Facebook czy bez żadnego uzasadnienia wypaść z indeksowania Google. Jednak tego typu globalne koncerny nie robią nic za darmo. Prowadzą własną politykę, gospodarczą i ideologiczną. Rządy i związki rządów mogą z nimi handlować, ale zawsze jest to wymiana. A chciałyby wreszcie móc samodzielnie tworzyć siatkę pojęciową swoich obywateli.

Wczoraj pojawiła się informacja, że szefowa Komisji Europejskiej chce aktywniej włączyć się w tę walkę. – UE musi wzmocnić walkę z fake newsami w kontekście pandemii koronawirusa, gdyż zagrażają one bezpieczeństwu naszych obywateli – poinformowała Ursula Von der Leyen. Von der Leyen wzięła udział w „wideoszczycie” unijnych liderów. Była pytana m.in. o to, jak UE powinna sobie radzić z rosnącą falą fake newsów w UE dot. epidemii koronawirusa. Odpowiedziała, że wspólnota musi zintensyfikować walkę z dezinformacja, systematycznie wyłapywać fake newsy i je demaskować. Jej zdaniem ten problem sam nie zniknie. – Myślę, ze musimy w tej kwestii przyspieszyć prace. Uważam, że w strukturach KE, na polu cyberbezpieczeństwa, walka z fake newsami musi zostać wzmocniona – powiedziała.

Komisja Europejska poinformowała w połowie marca, że wraz z początkiem rozprzestrzeniania się koronawirusa w UE obserwuje narastającą falę dezinformacji i propagandy na ten temat. – Zauważyliśmy, że nastąpił wzrost takich działań spoza UE, wśród innych (krajów – PAP), szczególnie z Rosji lub z ośrodków, które działają w oparciu o Rosję, bądź są połączone w inny sposób ze źródłami prokremlowskimi – powiedział wówczas na konferencji rzecznik KE Peter Stano. Z dokumentów Komisji Europejskiej wynika, że rosyjskie media zorganizowały „szeroką kampanię dezinformacyjną” przeciwko Zachodowi, aby w związku z pandemią kronawirusa wywołać panikę i nieufność do rządów krajów członkowskich i samej Unii Europejskiej, jako niezdolnej do zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom.

Oczywiście nie można wykluczyć, że faktycznie Rosja jest aktywnym graczem o umysły Europejczyków. Problem w tym, że dzisiaj naprawdę nie trzeba nic robić, żeby „wywołać nieufność do rządów” i „samej Unii Europejskiej”. Nie licząc zatrudnionych tam urzędników coraz trudniej znaleźć kogoś, kto by pokładał zaufanie w tych instytucjach.

Można się spodziewać, że bezwzględnie wykorzystując epidemię Komisja Europejska będzie próbowała ograniczyć wolność słowa. Czy tym razem próba będzie skuteczna? Europejczycy są już „rozmiękczeni”. Rozumieją konieczność ograniczenia ogromnego zakresu praw i swobód obywatelskich na rzecz bezpieczeństwa. Ograniczenia w teorii tymczasowego, ale… czy kiedykolwiek w historii tego typu ograniczenia po jakimś czasie całkowicie znikały? Podobnie będzie z wolnością słowa. Na naszych oczach może odejść do historii. Uważnie przyglądajmy się temu, co za chwilę zaproponuje Komisja Europejska, a czemu przyklaśnie ochoczo zarówno polski rząd, jak i większość opozycji.

[reklama]

Udostępnij:

Paweł Skutecki

Leave a Reply

Koszyk