Wywiad z Marią Weber. Tragiczny los „Marcysi”, czyli Emilii Malessy

9 min. czytania

Redakcja

21 stycznia 2014 r.

Okładka książki Marii Weber Emilia Malessa Marcysia 1909-1949

9 min. czytania

Redakcja

21 stycznia 2014 r.

Emilia Malessa „Marcysia” kierowała w czasie okupacji komórką łączności zagranicznej Armii Krajowej, organizowała szlaki kurierskie do Londynu i pracownie fałszujące dokumenty. Po wojnie, aresztowana przez UB, uwierzyła w „słowo honoru” kpt. Józefa Różańskiego, że ujawnieni przez nią ludzie nie poniosą konsekwencji. Gdy obietnica okazała się kłamstwem, walczyła o uwolnienie kolegów głodówkami i pismami, a w 1949 r. odebrała sobie życie. Z Marią Weber, autorką biografii „Emilia Malessa «Marcysia» 1909-1949”, nagrodzonej Nagrodą Klio, rozmawia Mateusz Rawicz. Mówią o krótkim małżeństwie „Marcysi” z cichociemnym Janem Piwnikiem „Ponurym”, o zdradzie „Jaracha”, która niemal zniszczyła wydział „Zagroda”, o współpracy z Elżbietą Zawacką „Zo” i o tym, czy zeznania Malessy można nazwać zdradą. Rozmówczyni wyjaśnia też, dlaczego środowisko AK odwróciło się od „Marcysi”. Rozmowa ukazała się w cyklu „Rozmowa NP”.

Z Marią Weber, autorką książki biograficznej „Emilia Malessa «Marcysia» 1909-1949”, rozmawia Mateusz Rawicz

„Marcysia” i „Ponury”

Dlaczego zainteresowała się Pani „Marcysią”?

Maria Weber: Na postać „Marcysi” trafiłam przez przypadek, zafascynowała mnie jej postawa, ogromne poczucie odpowiedzialności i tragiczny koniec życia.

Były w jej życiu również szczęśliwe chwile, małżeństwo z Janem Piwnikiem…

Maria Weber: Ale to szczęście trwało krótko. Dłużej się znali, niż byli małżeństwem. „Marcysia” odwiedzała „Ponurego” na Wykusie w Górach Świętokrzyskich, on bywał w Warszawie. Wzięli ślub w listopadzie 1943 r. w kościele ewangelickim w Warszawie, przy dzisiejszej Al. Solidarności, a już na początku 1944 r. Piwnik został przeniesiony na Nowogródczyznę, gdzie zginął w czerwcu 1944 r.

Jak się poznali?

Maria Weber: Najbardziej znana wersja pochodzi z książki Cezarego Chlebowskiego „Pozdrówcie Góry Świętokrzyskie” i mówi, że poznali się podczas zrzutu „Ponurego” i jego kolegów, ale ta historia nie ma odzwierciedlenia w dokumentach. Prawdopodobnie poznali się dopiero w Warszawie, gdy „Ponury” dotarł wraz z kolegami cichociemnymi po zrzucie i dostał się w „opiekuńcze” ręce „Marcysi”. Możliwe też, że poznali się później, ponieważ „Ponury” przez jakiś czas pracował w komórce AK, która przejęła zrzuty i opiekę nad cichociemnymi. Te zadania należały przez krótki czas do wydziału Malessy „Zagrody” i zapewne spotkali się, aby omówić sprawy organizacyjne.

Łączność zagraniczna AK, „Zagroda” i zdrada „Jaracha”

Na czym polegała praca w komórce łączności zagranicznej?

Maria Weber: Najpierw była to komórka łączności zagranicznej w Służbie Zwycięstwu Polski, później w Związku Walki Zbrojnej, a następnie Dział Łączności Zagranicznej w AK. Podstawowe zadanie polegało na zorganizowaniu przez „Marcysię” łączności kurierskiej ze Sztabem Naczelnego Wodza. Komórka miała różne kryptonimy, najważniejsze to „Zagroda” i „Załoga”. Przesyłano kurierów z mapami, raportami i dłuższymi informacjami, bo krótkie przekazywano drogą radiową. „Marcysia” wymyśliła skuteczny sposób umieszczenia dużej ilości informacji na mikrofilmach, które były przechowywane np. w szczotce do włosów, brzytwie, puderniczce czy w bateriach. Zorganizowała pracownię fotograficzną, pracownię legalizacyjną wytwarzającą fałszywe dokumenty, organizowała „przechowalnie” dla kurierów.

Była nie tylko świetną organizatorką, ale i prawdziwym dowódcą, jak o niej mówiła jej zastępczyni, cichociemna Elżbieta Zawacka „Zo”…

Maria Weber: Przeszła do historii jako cichociemna, ale nią nie była – wykorzystała lot cichociemnych i wylądowała z nimi w Polsce. Obie panie walczyły w Powstaniu, ale w różnych miejscach, ponieważ po wsypie „Jaracha” w marcu 1944 r., która prawie zniszczyła „Zagrodę” musiały się ukrywać.

Kim był „Jarach”?

Maria Weber: Wtyczką gestapo, nie wiadomo dokładnie jak się nazywał, używał kilku nazwisk, np. Mazurkiewicz czy Zazdel. Najprawdopodobniej to ostatnie było prawdziwe. Zatrudniony w komórce w 1943 r., był zastępcą „Marcysi”, zajmował się łącznością na trasie „Zachód”. Znał pseudonimy i adresy kurierów, zdradził i zniknął, niszcząc prawie cały wydział – aresztowano wtedy ponad 100 osób. Wydano na niego wyrok śmierci, poszukiwano go również po wojnie, ale nigdy nie udało się trafić na jego ślad. Malessa nie została przez niego wydana, ale zmieniła mieszkanie, zeszła do głębszej konspiracji i dalej kierowała działalnością nadwątlonej wsypą komórki. Zawacka ujawniła się dopiero w czasie Powstania, walczyła w Wojskowej Służbie Kobiet pod dowództwem Marii Wittek. Z Warszawy wyszła z ludnością cywilną, jako pierwsza z pracowników Wydziału Łączności Zagranicznej dostała się do Krakowa. Kilka dni później dotarła do niej Malessa ze swoją łączniczką „Kropką” i przysposobionym synkiem Michałkiem „Siunią”. Zaczęły odbudowywać wydział, choć nie udało się go przywrócić do świetności sprzed wsypy z 1944 r. Udało im się wysłać kurierskim szlakiem, opracowanym i sprawdzonym przez Elżbietę Zawacką, Jana Nowaka-Jeziorańskiego, który z narzeczoną dotarł do Londynu.

Emilia Malessa w rękach Różańskiego

Dlaczego w październiku 1945 r. Emilia Malessa zrezygnowała z działalności konspiracyjnej?

Maria Weber: Po rozwiązaniu AK w styczniu 1945 r. „Marcysia” przeszła ze swoją komórką do organizacji NIE – Niepodległość. Zmienił się skład personalny, większość pracownic ujawniła się i odeszła do normalnego życia, tylko część została. Następnie była w Delegaturze Sił Zbrojnych na Kraj, a potem nie wiedząc o tym, znalazła się w Zrzeszeniu „Wolność i Niezawisłość”. Nikt jej nie pytał o zgodę, w pewnym momencie jej szefowa, Zofia Popławska „Maria”, powiedziała jej, że działa w WiN. Od chwili powstania zrzeszenia do momentu, w którym się o tym dowiedziała upłynął prawie miesiąc. Jeszcze będąc w Delegaturze zaczęła mieć wątpliwości co do sensu dalszej pracy, uważała, że łączność zagraniczna przestała być potrzebna, rząd w kraju został uznany przez aliantów. W ostatnim etapie swojej pracy wysyłała kurierów już tylko po to, aby wyprowadzać ludzi na Zachód. Jej szlaki były wykorzystywane również przez inne organizacje, prawie pozbawione konspiracji i łatwo je było inwigilować, co NKWD i UB zresztą czyniły, poznając wiele szczegółów jeszcze przed jej aresztowaniem. W połowie października 1945 r. zrezygnowała z pracy konspiracyjnej, ale nie namawiała płk Rzepeckiego, żeby rozwiązał komórkę łączności. Przygotowała ją dla następców. Nie zdążyła jej przekazać, kilka godzin wcześniej została aresztowana.

Kapitan UB Józef Różański, namawiając ją na ujawnienie komórki i pracowników, zaświadczył „słowem honoru”, że nikomu z nich nic się nie stanie. Po zeznaniach mieli zostać zwolnieni. „Marcysia” ujawniła adresy i kontakty konspiracyjne. Dlaczego zdecydowała się na taki krok?

Maria Weber: Nie znamy protokołu z tej rozmowy z 2 listopada 1945 r., kiedy Różański dał jej słowo honoru, a ona zobowiązała się do czegoś. Do czego się zobowiązała, tego nie wiemy. Powołała się później na tę umowę w piśmie do ministra Stanisława Radkiewicza. Zdecydowała się opowiedzieć o swojej działalności konspiracyjnej z kilku powodów. Po pierwsze, równolegle z nią aresztowano kurierów, którzy od razu zeznawali. Po drugie, na jej postawę wpłynął zapewne szantaż ze strony Różańskiego – jak zeznasz, to damy Ci urlop i pojedziesz do synka. Były jeszcze inne powody, dla których zeznawała.

Różański często obiecywał albo groził: ujawnisz, to np. spotkasz się z kimś z rodziny, nie ujawnisz, to aresztujemy kogoś z Twoich bliskich…

Maria Weber: Tak stało się w przypadku Witolda Waligórskiego, niedoszłego następcy Malessy. Kiedy MBP dowiedziało się, że to przedwojenny pracownik polskiego wywiadu, żeby go zmusić do zeznawania, aresztowano jego córkę. Takie metody, łącznie z aresztowaniem ludzi starych i schorowanych stosowano wielokrotnie. Kolejna przyczyna to konfrontacja między aresztowanym kilka dni po „Marcysi” Rzepeckim a „Marcysią”, podczas której pułkownik wydał jej rozkaz ujawnienia komórki. Różański na przesłuchaniu pytał ją o jej komórkę „Załogę”, ale również o WiN. Powiedziała, że Rzepeckiego nie zna, raz go spotkała, Sanojcę poznała wcześniej, wymieniła jeszcze nazwisko Zofii Popławskiej. Nie podała nazwiska ani pseudonimu podpułkownika Jachimka, powiedziała tylko, że istnieje osoba do zadań specjalnych.

Przeczytaj również: Tajemnice życia i historii. Sędzia Maria Trzcińska i prawda o KL Warschau

Czy można powiedzieć, że jej zeznania były zdradą i doprowadziły do aresztowania praktycznie całego I Zarządu WiN?

Maria Weber: Dane te były znane Różańskiemu. „Marcysia” zeznawała pod wpływem groźby i przymusu. Nie przyczyniła się do aresztowania władz WiN. Podała jedynie kilka nazwisk, bez adresów, bo ich nie znała. Czy zresztą można mówić o zdradzie w jej przypadku? Raczej o ujawnieniu w sytuacji beznadziejnej.

Zdrada czy ujawnienie w sytuacji beznadziejnej

Kto zdradził?

Maria Weber: Nie wiadomo, są różne przypuszczenia.

Jakie?

Maria Weber: W książce przedstawiam kilka możliwości.

Wiedziała o tym, że informacje przekazane Różańskiemu mogą być mu znane?

Maria Weber: Mogła tak przypuszczać, wiedziała o aresztowaniach przeprowadzonych latem 1945 r. Kiedy Różański dał jej słowo honoru, ujawniła wyłącznie swoja komórkę, podała część nazwisk i adresów, wszystkich nie znała, bo to była konspiracja. W więzieniu zorientowała się, że Różański nie ma zamiaru wypuszczać jej pracowników, zaczęła głodówki, pisała pisma do niego i do władz.

Różański dał „słowo honoru” także zarządowi WiN. Powiedział, że ujawnieni przez nich współpracownicy będą wypuszczeni po złożeniu zeznań…

Maria Weber: Najpierw Sanojca, a później Rzepecki zaczęli opowiadać o WiN. W pierwszym zeznaniu Rzepecki przyznał się tylko, że zrzeszenie istnieje i on nim kieruje. Podczas kolejnych, ujawnili dodatkowe informacje, robili to jeszcze przed ich ujawnieniem przez Malessę, ona zaczęła zeznawać 10 listopada 1945 r. Po wezwaniu na przesłuchanie poprosiła o papier i maszynę do pisania. Przez kilka tygodni spisywała wiedzę o swojej komórce. Podczas procesu zachowała się najbardziej godnie ze wszystkich AK-owców.

Proces i śmierć „Marcysi”

Podczas procesu nikt z pracowników jej komórki już nie siedział…

Maria Weber: Wszystkich zwolniono, ale w więzieniu zostali kurierzy i grupa wywiadowcza „Liceum”, ujawniona przez zdrajcę znajdującego się wewnątrz niej. Walczyła o nich do końca, niestety nie udało się. Płk Rzepecki, szef WiN nic nie zrobił w ich sprawie.

Dlaczego popełniła samobójstwo?

Maria Weber: W 1947 r. w liście do ciotki przysposobionego synka „Siuni” napisała, że jeśli jej się nie uda doprowadzić do ich uwolnienia, popełni samobójstwo. Jednak mimo że napisała te słowa, uważam, że jeszcze wtedy miała nadzieję na pozytywne załatwienie sprawy. Do 1949 r. podejmowała wiele starań w sprawie uwolnienia więźniów, głodowała na Rakowieckiej. Była schorowana i zrezygnowana, środowisko AK się od niej odwróciło. Jednak głównym powodem była utrata nadziei na uwolnienie kolegów z WiN, o których tak konsekwentnie walczyła.

Książka Marii Weber otrzymała nagrodę Klio w kategorii varsaviana. Nagroda jest przyznawana przez wydawców książki historycznej za wybitny wkład w popularyzację historii.

Rozmawiał Mateusz Rawicz

Przeczytaj również: Jak oczerniano Wyklętych – wywiad Mateusza Rawicza

 


ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Mateusza Rawicza pt. „Tragiczny los „Marcysi”” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 4 (951) z dnia 21 stycznia 2014 roku, s. 14. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – Mateusz Rawicz / „Nasza Polska”. Zdjęcie: lubimyczytac.pl, archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 4 (951)/2014, s. 14.

Napisane przez

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Sławomir Zapała z miłości do Warszawy nagrał „Syrenkę” z Powstańcami. Szczery wywiad udzielony Naszej Polsce o Kajrze, synu Kordianie, ojcostwie i rodzinie

Jacek Pulikowski: czym jest rodzina i co ją niszczy. Przez 40 lat nie spotkał pary bliskiej rozwodu, która codziennie się modli

Poseł Konfederacji w wywiadzie dla „Naszej Polski” o Gibale: majstersztyk wizerunkowy, ale to człowiek z Platformy i Ruchu Palikota

Film akcji napędzany ponadczasowymi wartościami – rozmowa z twórcami filmu „Sygnał”

[WYWIAD] Prezydent Przemyśla: ludzie są zszokowani naszą pomocą

Rosjanie myśleli, że to będzie blitzkrieg. Mylili się – rozmowa z red. Arturem Żakiem

Ukraińcy doceniają polską pomoc – rozmowa z red. Arturem Żakiem

ONZ jest po prostu potrzebne – rozmowa z Edgarem Kobosem

Inne kategorie

Czytaj także