Żołnierze Wyklęci – polskie podziemie antykomunistyczne, które po 1944 r. nie złożyło broni przed sowiecką okupacją – przez dziesięciolecia byli przez literaturę PRL oczerniani. Od „Popiołu i diamentu” Andrzejewskiego (1948), przez „Odwety” Kruczkowskiego, aż po Bahdaja i Nienackiego – komunistyczna propaganda piętnowała ich jako bandytów. Dopiero „Wilki” Zbigniewa Herberta (1992) otworzyły nowy rozdział. Mariusz Solecki w „Literackich portretach Żołnierzy Wyklętych” opisuje sześć dekad zakłamywania pamięci.
Na skróty
- Fascynacja i potrzeba oczyszczenia z indoktrynacji PRL
- „Popiół i diament” Andrzejewskiego – kamień węgielny propagandy
- Bahdaj, Nienacki, Domino – paszkwile znanych nazwisk
- Periodyzacja PRL: stalinizacja, odwilż, stabilizacja, schyłek
- „Wilki” Herberta (1992) – nowy rozdział literatury
- Twórcy III RP: Holewiński, Urbankowski, Cherezińska
Z Mariuszem Soleckim, autorem książki „Literackie portrety Żołnierzy Wyklętych”, rozmawia Mateusz Rawicz:
Fascynacja i potrzeba oczyszczenia z indoktrynacji PRL
– Co sprawiło, że postanowił Pan napisać o obrazie powojennego podziemia w literaturze?
– Fascynacja i potrzeba oczyszczenia. W końcowych klasach szkoły podstawowej u schyłku lat 80. zaczytywałem się w historiach partyzanckich, we wszystkim, co było pod ręką. Chłonąłem więc z wypiekami na twarzy nie tylko „Kamienie na szaniec”, „Zośkę i Parasol” Kamińskiego, ale też „Pokolenie” Czeszki, „Barwy walki” Moczara i stadami „tygrysy”. Obok powstańców z AK zaludniali więc moją chłopięcą wyobraźnię bojcy z GL/AL typu Janek Krasicki. Było tam także miejsce dla czerwonych „świętych”, jak Hanka Sawicka (jej imię nosiła drużyna harcerska, do której należałem) czy Wanda Zieleńczyk (do dzisiaj potrafię zaśpiewać piękny melodycznie, mocny werbalnie hymn GL jej autorstwa…). Po wyczytaniu u wspomnianego Moczara o „mordzie” pod Borowem pałałem autentyczną nienawiścią do NSZ. Głupota, naiwność, wiara dziecka w słowo pisane. Trzeba się było oczyścić z indoktrynacji, wypluć z siebie rzekę wmówień – pisanie bywa doskonałą terapią. Szkoda jednak zmarnowanych lat, również w liceum, gdy przecież można już było o pewnych sprawach mówić. Fascynacja narodziła się wraz z odkrywaniem tematu Żołnierzy Wyklętych, czyli pod koniec lat 90. Poczułem się oszukany „bratobójczą wojną”. Poznając sylwetki „Zapory”, Pileckiego, „Uskoka”, zachodziłem w głowę, dlaczego nie uczyli mnie w szkole o takich nieugiętych bohaterach. Do pisania dojrzewałem długo, pierwsze zdania przyszłej książki powstały w grudniu 2008 r.
„Popiół i diament” Andrzejewskiego – kamień węgielny propagandy
– Pisze Pan, że oczernianie Żołnierzy Wyklętych zaczęło się od wydania w 1948 r. „Popiołu i diamentu”. Wcześniej nie ukazywały się utwory szkalujące podziemie antykomunistyczne?
– Nie dotarłem do utworów sprzed 1948 r., choć nie można wykluczyć istnienia takowych, zwłaszcza tekstów drobnych – wierszy, opowiadań, rozproszonych w prasie reżimowej. Bohdan Urbankowski wskazywał np. na dramat Adama Ważyka „Stary dworek” z 1945 r., ale sam uznał, że sztuka nieprzychylna AK (jej akcja dzieje się w czasach przed rozwiązaniem organizacji) formalnie nie podejmuje jeszcze wątku powojennej partyzantki. Inna sprawa, że to właśnie „Popiół i diament” – kamień węgielny komunistycznej propagandy rozpowszechnianej przez tubę literatury – doskonale nadawał się na otwarcie książki odkłamującej Wyklętych. Czy niezaszczytna palma pierwszeństwa faktycznie należy się Andrzejewskiemu, skoro w 1948 r. ukazały się również „Odwety” Leona Kruczkowskiego i „Ballada o Puszczy Świętokrzyskiej” Mieczysława Jastruna? Jedno nie ulega kwestii: zmasowany atak na uczestników drugiej konspiracji dokonał się na skonsolidowanym froncie literackim, w epice, liryce i dramacie.
Bahdaj, Nienacki, Domino – paszkwile znanych nazwisk
– Wśród piszących paszkwile o podziemiu niepodległościowym nie brakuje znanych nazwisk, np. wydawanego do dziś Zbigniewa Domino. Warto przypomnieć Czytelnikom tych twórców.
Przeczytaj artykuł o tym, Łukasz Ciepliński „Pług” – biografia, grypsy do syna i śmierć
– Zapewne warto, choćby dla wypełnienia luki w historii literatury, co zresztą w jakimś stopniu uczyniłem, ogłaszając drukiem „Literackie portrety Żołnierzy Wyklętych”. Jeżeli jednak ktoś chce zachować dobre, choć nieprawdziwe wyobrażenie o ulubieńcu niegdysiejszej młodzieży, Adamie Bahdaju, Zbigniewie Nienackim, twórcy „Pana Samochodzika”, czy o wspomnianym przez Pana autorze zekranizowanej niedawno „Syberiady polskiej”, to niech lepiej nie sięga po moją książkę. Po co mają mnie odsądzać od czci i wiary za wrzucenie do beczki miodu łyżki dziegciu?

Periodyzacja PRL: stalinizacja, odwilż, stabilizacja, schyłek
– Podzielił Pan PRL na kilka okresów…
– Starałem się osadzić analizowane utwory w kontekstach historycznych, których były artystyczną emanacją. Proponowana przeze mnie periodyzacja wskazuje na to, że w dobie stalinizacji (1948–1954) bohaterowie podziemia antykomunistycznego w obszarze literatury zatopieni są w otchłani najgłębszej czerni. Ani jeden pisarz nie pozwala sobie w tym okresie na dostrzeżenie choćby śladowego rysu pozytywnego w sylwetkach chłopców z lasu. Tu działa chyba groza wszechwładnych panów z UB, którym wolą nie podpaść sterroryzowani psychicznie literaci. W rozdziale „Odwilż” (1955–1957) dochodzę do zaskakującego również dla mnie wniosku, że w PRL-owskiej kulturze nie wykorzystano prawie wcale powiewu wolności do zrehabilitowania Żołnierzy Wyklętych, a przecież wychodzili wtedy z więzień. Długa stabilizacja (1958–1980) podtrzymuje, pogłębia i umacnia antywzorce wykreowane przez stalinowców literatury. Dopiero faza schyłkowa Polski ludowej (1981–1989) owocuje w literaturze pierwszymi tekstami ukazującymi partyzantów powojnia w nieco lepszym świetle, ale są to zaledwie dwie powieści: „Wszystko nie tak” Dionizego Sidorskiego i „Całopalenie” Józefa Mortona. Spośród tych prozaików większą odwagą wykazał się Morton, ponieważ podjął temat podziemia narodowego, szczególnie znienawidzonego przez komunistów.
„Wilki” Herberta (1992) – nowy rozdział literatury
– Utwory literackie o podziemiu niepodległościowym zaczęły ukazywać się po 1990 r. Którego z twórców można uznać za prekursora tej tematyki?
– Jeżeli chodzi o format twórcy, to Zbigniewa Herberta. Jego „Wilki” z 1992 r. otwierają nowy rozdział w pisarstwie artystycznym poświęconym Żołnierzom Wyklętym. To dzięki Herbertowi można mówić o „pokoleniu Wilków”, czyli o uczestnikach drugiej konspiracji, ze spokojem zostawiając Bratnemu „pokolenie Kolumbów” (pierwsza konspiracja akowska). Jeśli zaś idzie o pisarza wciąż niedocenianego, to za prekursora interesującej nas problematyki uznałbym Janusza Krasińskiego. Wszak w tym samym roku, co słynny wiersz Herberta, ukazała się powieść Janusza Krasińskiego „Na stracenie”. Na jej kartach sportretowany został odnaleziony niedawno na Łączce mjr Hieronim Dekutowski „Zapora”. Możemy więc mówić o duecie prekursorskim, w którym – z wiadomych względów – pierwsze skrzypce gra twórca Pana Cogito.
Twórcy III RP: Holewiński, Urbankowski, Cherezińska
– Przez ćwierć wieku ukazało się wiele utworów literackich poświęconych podziemiu, choć niektórzy twierdzą, że zbyt mało. Na które szczególnie warto zwrócić uwagę? Który z tekstów ocenia Pan najwyżej?
– Kiedy finalizowałem swoją książkę na przełomie lat 2012 i 2013, z radością odnotowywałem powstawanie kolejnych utworów o Żołnierzach Wyklętych. W mojej optyce na każdy nowy tekst artystyczny dotyczący Niezłomnych warto zwrócić uwagę. Swoje walory mają opisane przeze mnie powieści „Urodzony z wiatru” (2003 r.) Marka Lubasia-Harnego, „Zwycięzcy” (2007 r.) Stanisława Murzańskiego, „Z cienia” (2010 r.) Sebastiana Reńcy. Ale przecież na ośmiu omówionych przeze mnie tekstach nie wyczerpuje się twórczość III RP inspirowana armią powojnia. Wacław Holewiński ma na koncie kilka powieści z tego nurtu, w tym jedną o Pannach Wyklętych, uhonorowaną Nagrodą Mackiewicza za 2013 r. („Opowiem ci o wolności”). Owszem, pozostaje odosobniony w swoim oddaniu sprawie podziemia niepodległościowego, ale przecież idą mu w sukurs inni, tworzący krótsze bądź dłuższe utwory o bohaterach antykomunistycznego ruchu oporu: Bohdan Urbankowski („Boruta”), Łukasz Orbitowski („Ogień”), Wojciech Wencel („De profundis”), Przemysław Dakowicz („Łączka”). Są w tym gronie także kobiety: Elżbieta Cherezińska („Legion”) oraz Joanna Gajewska i Weronika Zaguła, autorki książki „Rycerze lasu”, przybliżającej dzieciom fenomen Żołnierzy Wyklętych. Doprawdy, trudno mi wyróżnić artystycznie jeden tekst.

– Dlaczego historia podziemia, pełna wyrazistych postaci, dramatów, cieszy się wśród literatów, mimo wszystko, niewielką popularnością?
– Uważa Pan, że to mało: blisko 20 powieści, kilka dramatów, kilkadziesiąt wierszy na przestrzeni ćwierćwiecza? O godnych pożałowania, albo czegoś gorszego, alowcach znam raptem 4–5 powieści, wliczając w to wzmianki o nich pojawiające się na marginesie PRL-owskiej beletrystyki, którą zgłębiałem, szukając fabuł przedstawiających Żołnierzy Wyklętych. Jeśli podane przeze mnie cyfry mimo wszystko nie świadczą o popularności, o jakiej moglibyśmy sobie marzyć, a na jaką zasługiwaliby „Łupaszko” i jemu podobni, to w geście bezradności rozkładam ręce. Widocznie dla niektórych pisarzy frapujące wątki z czasów antyreżimowej irredenty są niezbyt atrakcyjne. Zresztą nic na siłę. Żyjemy w strefie wolnego słowa. Może to kwestia dojrzenia do tematu?
ⓘ Informacja o publikacji
Wywiad Mateusza Rawicza pt. „Jak oczerniano Wyklętych” ukazał się pierwotnie w wydaniu papierowym tygodnika „Nasza Polska” nr 11 (958) z dnia 11 marca 2014 roku, s. 10. Reprint na portalu naszapolska.pl w ramach digitalizacji archiwum redakcji. Wszelkie prawa do oryginalnego tekstu zastrzeżone – „Nasza Polska”. Zdjęcie: archiwum „Nasza Polska”, skan wydania nr 23 (970)/2014, s. 10.



