Politycy, naukowcy i biznesmeni oczyszczą Bałtyk z tysięcy ton broni chemicznej?

4 min. czytania

Redakcja

09 grudnia 2021 r.

4 min. czytania

Redakcja

09 grudnia 2021 r.

Na dnie Bałtyku spoczywa jedna z najgroźniejszych spuścizn II wojny światowej – dziesiątki tysięcy ton broni chemicznej i setki tysięcy ton amunicji konwencjonalnej. Przez dekady temat leżał odłogiem; teraz polska inicjatywa „Bałtyk dla pokoleń”, uruchomiona przez Eneę i sieć UN Global Compact, chce to zmienić. Tłumaczymy, skąd wzięła się zatopiona broń chemiczna w Bałtyku, dlaczego iperyt i inne bojowe środki trujące wciąż stanowią tykającą bombę ekologiczną oraz co realnie da się z tym zrobić. Pokazujemy, kto stoi za projektem – od spółek Skarbu Państwa, przez naukowców z Instytutu Oceanologii PAN, po Ministerstwo Aktywów Państwowych – i dlaczego oczyszczanie dna łączy się z planami inwestycji w morską energetykę wiatrową. To wprowadzenie do problemu, o którym mówi się zbyt rzadko, a który dotyczy bezpieczeństwa całego regionu.

Na dnie Morza Bałtyckiego leży około 40 tysięcy ton broni chemicznej i nawet pół miliona ton broni konwencjonalnej. W każdej chwili może dojść do katastrofy o niewyobrażalnych skutkach. Nikt dotychczas na poważnie nie myślał o oczyszczeniu akwenu z tej wciąż tykającej bomby ekologicznej. Teraz może to się zmienić w efekcie polskiej inicjatywy pod nazwą „Bałtyk dla pokoleń”.

Projekt „Bałtyk dla pokoleń” – kto za nim stoi

Enea i United Nations Global Compact Network Poland (organizacja związana z ONZ) inaugurowali właśnie projekt „Bałtyk dla pokoleń”, którego celem jest uświadomienie Europejczykom powagi zagrożenia, ale także wypracowanie konkretnych rozwiązań na osi politycy, naukowcy i biznes. Kampania została oficjalnie otwarta w gdańskim Narodowym Muzeum Morskim.

Gdzie leży zatopiona broń chemiczna w Bałtyku

Głównym problemem jest to, że dzisiaj nikt nie wie, gdzie szukać zatopionej broni chemicznej i konwencjonalnej. Profesor Jacek Bełdowski z Instytutu Oceanologii Polskiej Akademii Nauk twierdzi, że znane jest położenie jedynie kilku procent faktycznie zalegającej w Bałtyku broni.

Sprawdź także: Sinice w Bałtyku atakują plaże. Zamknięto siedem kąpielisk [AKTUALIZACJA]

Dlaczego państwowe spółki chcą oczyścić dno

Pomysł na oczyszczenie dna Morza Bałtyckiego wyszedł m.in. z polskich przedsiębiorstw państwowych. – Planując inwestycje wspólnie z PGE, dotyczące offshore na polskim Bałtyku, dostrzegamy problem. Chcemy wspierać pomysły na jego rozwiązanie, tak by inwestycje związane z szeroko rozumianą transformacją energetyczną i OZE nie przesunęły się w czasie – mówił prezes zarządu Enea SA Paweł Szczeszek. Patronat nad projektem objęło polskie Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Iperyt na dnie Bałtyku – dlaczego to realny problem

Największą część zatopionych bojowych środków trujących stanowi iperyt siarkowy. Trafił on do Bałtyku po 1945 roku, gdy alianci pozbywali się niemieckiego arsenału chemicznego, głównie w rejonie Głębi Bornholmskiej i Głębi Gotlandzkiej. Kłopot w tym, że metalowe beczki i pociski powoli korodują, a mapy zrzutów pozostają niepełne. Rybacy co jakiś czas wyciągają w sieciach zbrylony iperyt – kontakt z nim grozi poważnymi poparzeniami skóry i dróg oddechowych. Im dłużej odkładamy inwentaryzację i zabezpieczenie tych składowisk, tym większe ryzyko, że korozja zrobi swoje szybciej, niż zdążymy zareagować. Dlatego projekt taki jak „Bałtyk dla pokoleń” nie jest ekologiczną fanaberią, lecz kwestią bezpieczeństwa mieszkańców całego wybrzeża.

Broń chemiczna w Bałtyku – najczęściej zadawane pytania

Ile broni chemicznej zalega w Bałtyku?

Szacuje się około 40 tysięcy ton amunicji chemicznej oraz nawet pół miliona ton broni konwencjonalnej, zatopionych po II wojnie światowej. Znane jest położenie zaledwie kilku procent tych składowisk, co ogromnie utrudnia ich zabezpieczenie.

Co to jest iperyt i dlaczego jest groźny?

Iperyt siarkowy, czyli gaz musztardowy, to bojowy środek trujący o działaniu parzącym. Powoduje ciężkie poparzenia skóry, oczu i dróg oddechowych. W Bałtyku występuje najczęściej w postaci zbrylonej, którą rybacy czasem wyciągają w sieciach wraz z połowem.

Gdzie zatopiono broń chemiczną na Bałtyku?

Największe składowiska leżą w Głębi Bornholmskiej i Głębi Gotlandzkiej, a mniejsze ilości w Głębi Gdańskiej i innych rejonach morza. Amunicję zrzucano tam po 1945 roku, gdy alianci pozbywali się przejętego niemieckiego arsenału chemicznego.

Czy skażenie Bałtyku jest monitorowane?

Tak, choć w ograniczonym zakresie. Polskie i międzynarodowe zespoły badawcze – m.in. w projekcie CHEMSEA – prowadziły monitoring dna Morza Bałtyckiego, badając Głębię Gdańską, Zatokę Gdańską i inne rejony pod kątem zatopionej amunicji chemicznej. Na niedostateczny nadzór nad tymi składowiskami zwracała uwagę także Najwyższa Izba Kontroli. Projekt „Bałtyk dla pokoleń” ma tę wiedzę poszerzyć i przełożyć na konkretne działania.

Czy zatopiona broń zagraża Morzu Bałtyckiemu?

Tak. Korodujące pojemniki z czasem uwalniają toksyny do wody i osadów dennych, co może skazić ekosystem Bałtyku oraz zagrozić rybołówstwu. Dlatego projekty takie jak „Bałtyk dla pokoleń” apelują o inwentaryzację i trwałe zabezpieczenie tych składowisk.

Napisane przez

Udostępnij

Cykl

Osoby

Tagi

Nie masz jeszcze konta na naszym Portalu? ZAREJESTRUJ SIĘ

Udostępnij

Napisane przez

Najnowsze

Płacili za leczenie, którego nie było. NFZ dał się oszukać w Garwolinie na ponad 700 tys. zł

Lekarz Arsalan Azzaddin zatwierdzał własne dyżury. Wykazano mu 7530 godzin pracy i ponad 2 mln zł

Herbapol wycofuje znaną herbatę z pokrzywy. Toksyny groźne dla wątroby

Dieta planetarna weszła do szkolnych stołówek. Mięso ograniczone, obowiązkowy obiad ze strączków

Nie żyje lek. Tomasz Pawlikowski. Ceniony urolog z Rybnika miał 57 lat

Nie żyje Piotr Momot. Chirurg szczękowo-twarzowy miał 38 lat

NFZ przesuwa 6-7 mld zł płatności na 2027 rok. Brakuje 14 mld zł.

Francja: wspomagane samobójstwo legalne. Szpitale katolickie mówią nie

Inne kategorie

Czytaj także