Amerykanie co chwilę prezentują nowe technologie, Chińczycy budują kopalnie i fabryki, a Unia Europejska w tym czasie zajmuje się papierowymi słomkami i nakrętkami przy butelkach. Takie porównanie przedstawił w Parlamencie Europejskim słowacki europoseł Milan Mazurek. Polityk w mocnych słowach wypunktował absurdy narzucane państwom UE przez Brukselę.
Milan Mazurek bez litości dla unijnych standardów
Stany Zjednoczone i Azja coraz bardziej odjeżdżają Europie. Amerykanie przyciągają do siebie miliardowe inwestycje tanią energią i ulgami podatkowymi, a Chiny budują fabryki szybciej, niż w Unii zdąży się zebrać komisja, która rozpatrzy wniosek o pozwolenie. Bruksela zaś w tym czasie dokłada państwom UE kolejne regulacje, raporty i obowiązki dla działających w nich firm.
Wszystko to dzieje się pod ładnie brzmiącymi hasłami o ochronie klimatu i środowiska. Zwykły obywatel ma pić przez papierową słomkę, płacić więcej za prąd i ogrzewanie, a w przyszłości przesiąść się do drogiego samochodu elektrycznego. Tymczasem politycy, którzy mu to narzucają, bez wahania latają samolotami nawet na krótkich trasach. Sam Parlament Europejski co miesiąc przenosi się z Brukseli do Strasburga i z powrotem, a setki europosłów oraz tysiące towarzyszących im asystentów oraz urzędników podróżują w tę i z powrotem, generując dodatkowy ślad węglowy. Ekologia w unijnym wydaniu najwyraźniej obowiązuje wszystkich poza tymi, którzy ją ustanawiają.
Właśnie na ten rozdźwięk zwrócił uwagę reprezentujący Słowację europoseł Milan Mazurek. W swoim wystąpieniu w Parlamencie Europejskim zestawił unijne priorytety z tym, co robią światowe potęgi, i zwrócił się bezpośrednio do unijnych komisarzy.
„W Ameryce Musk zaprezentował latający samochód. Wy macie papierowe słomki i plastikowe nakrętki przymocowane do butelek”
– Milan Mazurek, europoseł
Europoseł zestawił też inwestycje Chin w afrykański przemysł z polityką Unii, która zamiast wspierać przemysł i innowacje, skupia się na klimacie i prawach osób transpłciowych. Najmocniej zabrzmiały jednak słowa o migracji. „Widzimy, że chcecie prowadzić wojnę z Rosją” – mówił Mazurek. Dodał, że unijne elity „przegrały wojnę z młodymi imigrantami”, i to „nawet na ulicach Paryża i Brukseli”.
„Zajmujecie się tu niewiarygodnymi bzdurami, podczas gdy cały świat nam ucieka”
– Milan Mazurek, europoseł
Kim jest Milan Mazurek?
Milan Mazurek ma 32 lata i od 2024 roku jest posłem do Parlamentu Europejskiego. Reprezentuje słowacką partię Republika, w której pełni funkcję wiceprzewodniczącego. W Brukseli należy do frakcji Europa Suwerennych Narodów (ESN), najbardziej prawicowej grupy w obecnym Parlamencie Europejskim. Wcześniej zasiadał w słowackim parlamencie z ramienia partii Mariana Kotleby, z której odszedł w 2021 roku.
W jego CV nie brakuje jednak kontrowersji. W 2019 roku został skazany za rasistowskie wypowiedzi na temat Romów i jako pierwszy poseł w historii Słowacji z tego powodu utracił swój mandat. Słowacki europoseł jest zdecydowanym eurosceptykiem. Krytykuje centralizację Unii, Zielony Ład, politykę migracyjną i progresywne ideologie.
Nakrętki zamiast robotów
Kontrowersyjna przeszłość Mazurka nie zmienia jednak faktu, że w wielu sprawach trafił w sedno. Przykład nakrętek przecież dobrze znamy. Od lipca 2024 roku w całej UE obowiązuje przepis, zgodnie z którym nakrętka musi być na stałe przymocowana do plastikowej butelki. Tymczasem w Chinach ruszają fabryki, z których co 10 minut ma schodzić robot humanoidalny. Unia w tym czasie rozkłada przepisy dla takich maszyn na lata 2025-2028.
Europa przegrywa też wyścig o tanią energię. Polityka klimatyczna i system ETS podnoszą koszty prowadzenia biznesu, a ceny gazu są najwyższe od lat. W rezultacie przemysł przenosi się tam, gdzie produkcja jest tańsza, czyli do Azji i Ameryki.
Przegrana wojna na ulicach
Słowa o „przegranej wojnie” z młodymi imigrantami brzmią ostro, ale ostatnie tygodnie pokazały, że coś jest na rzeczy. We Francji spłonął zabytkowy ratusz w Limoges, zatrzymano setki osób, a policja liczyła rannych. Problem przedmieść, na których kolejne pokolenia imigrantów nie chcą się integrować ze społeczeństwem, ciągnie się od lat, a Paryż jest tego smutnym przykładem.
Bruksela zamiast przyznać się do błędów woli jednak szukać winnych na zewnątrz. Każdy kryzys tłumaczy się działaniami Kremla. Oczywiście, Rosja z pewnością wykorzystuje słabości Zachodu, ale to nie ona otworzyła granice Europy i nie ona wymyśliła przepisy o nakrętkach. Mazurek co prawda mówi to w sposób dość mocno skrajny, ale wielu Europejczyków zadaje sobie dziś to samo pytanie, czyli dlaczego Unia zajmuje się drobiazgami, podczas gdy świat ucieka jej do przodu.



