Francja w ogniu. Spłonął zabytkowy ratusz w Limoges, 1200 zatrzymanych i 150 rannych policjantów

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

18 października 2026 r.

zamieszki we Francji

5 min. czytania

Filip Dzięciołowski

18 października 2026 r.

Miały być protesty przeciwko drożyźnie, a skończyło się na płonących urzędach, splądrowanych sklepach i walkach z policją. W sobotę na ulice francuskich miast wyszło ok. 550 tys. osób. W godzinach popołudniowych w wielu miejscach demonstracje przerodziły się w zamieszki. Zamaskowani napastnicy wdarli się do ratuszy w Marsylii i Lille, a w Limoges podpalono zabytkowy, ponad 140-letni ratusz, który w dużej części spłonął. Premier Sébastien Lecornu mówi o 1200 zatrzymanych i 150 rannych policjantach i żandarmach. Za zamieszki obwinia zorganizowane grupy skrajnej lewicy.

Dlaczego Francuzi wyszli na ulice?

Sobotnie demonstracje poprzedziło kilka tygodni protestów uczniów i studentów. Licealiści skarżyli się m.in. na zły stan szkół, brak nauczycieli i przepełnione klasy. Z czasem do młodzieży dołączyli nauczyciele, rodzice i związki zawodowe, a postulaty protestujących szybko uległy zmianie. Głównym hasłem stały się rosnące koszty życia i wysoka inflacja. Demonstranci protestowali też przeciwko cięciom w usługach publicznych i rosnącym nierównościom społecznym.

Na sobotę 17 października zaplanowano ogólnokrajową mobilizację pod hasłem „Żółci i młodzi”. Wezwanie, nawiązujące wprost do ruchu „żółtych kamizelek” z lat 2018-2019, poparły m.in. związki zawodowe, w tym centrala CGT. W tle przewija się kryzys finansów publicznych Francji, zapowiedzi oszczędności w budżecie, a także zbliżające się wybory prezydenckie w 2027 r.

Ile osób protestowało?

Dane o frekwencji jak zwykle się różnią. Według MSW w całej Francji demonstrowało ok. 550 tys. osób, z czego ok. 110 tys. w samym Paryżu. Centrala związkowa CGT mówi o 800 tys. uczestników. Protesty odbyły się m.in. w Paryżu, Marsylii, Lyonie, Nicei, Nantes, Bordeaux, Lille, Tuluzie, Strasburgu i Limoges.

Przez większą część dnia marsze przebiegały spokojnie. Sytuacja wymknęła się spod kontroli po południu, gdy do akcji wkroczyły zamaskowane grupy. Podpalały samochody i barykady, rzucały petardy w policjantów i plądrowały sklepy. Policja odpowiadała gazem łzawiącym i armatkami wodnymi.

Co się stało w Limoges?

Najbardziej symbolicznym obrazem soboty stał się płonący ratusz w Limoges. Budynek oddano do użytku w 1883 r., a jego architektura nawiązywała do paryskiego ratusza. Zanim napastnicy wtargnęli do środka, podpalili stojący przed nim samochód straży miejskiej i wybili szyby. Ogień objął jedno skrzydło, a następnie dach. Prefekt departamentu Haute-Vienne ocenił, że budynek jest „w dużej mierze stracony”. W sieci krążą nagrania, na których widać, jak wali się wieża ratusza.

Mer Limoges Guillaume Guérin z ugrupowania centroprawicowych Republikanów przekonywał, że policja nie dysponowała odpowiednimi środkami, aby opanować tłum i odizolować najbardziej agresywne osoby. Według niego funkcjonariusze opuścili budynek, gdy zaczęli się do niego wdzierać napastnicy, którzy grozili im śmiercią. Mer podkreślił, że atak był zorganizowaną akcją, a nie spontanicznym zrywem. W mieście spalono lub poważnie uszkodzono też kilka radiowozów i pojazdów straży miejskiej, a w centrum splądrowano sklepy.

Jak wyglądały zamieszki w innych miastach?

W Marsylii tłum zdołał przełamać zabezpieczenia i wedrzeć się do ratusza. Podobnie było w Lille, gdzie demonstranci zdewastowali pomieszczenia urzędu miasta. W Bordeaux zaatakowano prefekturę departamentu Gironde i zdewastowano posterunek policji. W Lyonie splądrowano i podpalono biuro informacji turystycznej. Agencja AFP informowała o dziesiątkach splądrowanych sklepów, m.in. butiku Hermès w Marsylii i sklepie Apple w Lille. Grabieże odnotowano też w Calais, Angers, Besançon i Tuluzie.

W Paryżu podpalono kilka samochodów, a ponad 300 osób próbowało przedrzeć się na Pola Elizejskie. Po zakończeniu manifestacji grupy wandali plądrowały sklepy przy bulwarze Magenta. Mer Paryża Emmanuel Grégoire ocenił, że całe ulice miasta zostały zdewastowane, choć „zdecydowana większość demonstrantów” chciała maszerować w spokoju.

Co mówią władze Francji?

Premier Sébastien Lecornu przekazał, że zatrzymano ok. 1200 osób. Około 150 policjantów i żandarmów zostało rannych. Jak stwierdził, to „cud, że liczba ofiar nie była wyższa”. Według premiera za przemocą na ulicach stoi „bardzo dobrze zorganizowana” grupa skrajnej lewicy, której celem były Pałac Elizejski, siedziba rządu i parlament. Lecornu ocenił, że radykałowie traktują zamieszki jako „rozgrzewkę” przed wyborami prezydenckimi.

Zapewniał jednak, że państwo nie da się zastraszyć. Minister spraw wewnętrznych Laurent Nuñez obwinił „kilkuset lub kilka tysięcy” wandali, otwarcie podburzanych przez skrajną lewicę. Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin mówił o zamieszkach „niespotykanej dotąd skali”.

Prezydent Emmanuel Macron zapowiedział surowe kary. Napisał na X, że „nie ma miejsca dla przemocy” i że sprawcy zniszczeń zostaną ukarani.

Jak reaguje opozycja?

Francuska prawica jest dość podzielona w kwestii trwających wydarzeń. Z jednej strony liderka Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen twierdzi, że uczestnicy zamieszek splamili demonstracje, a postulaty protestujących zostały „zawłaszczone przez skrajną lewicę”. Zupełnie inaczej widzi to natomiast szef Francji Nieujarzmionej Jean-Luc Mélenchon. Przekonywał, że „wszystko przebiega spokojnie”, i zarzucał telewizjom pokazywanie „obrazów przemocy z dziesiątek miast”, a za chaos obwiniał policję. CGT twierdzi z kolei, że polityczną odpowiedzialność za eskalację przemocy ponosi rząd, i wezwała do kolejnego strajku 3 listopada.

Głos zabrał też wiceprezydent USA J.D. Vance, który sytuację we Francji przypisał niekontrolowanej migracji.

„Zachodni liberałowie sprowadzili Trzeci Świat do Francji i innych krajów w imię różnorodności i współczucia. Zignorowali fundamentalne kwestie asymilacji i kompatybilności. Ostrzegano ich, że to do tego doprowadzi, a oni nie słuchali”

– J.D. Vance, wiceprezydent USA, wpis na X

Jak zamieszki komentuje polska prawica?

Wydarzenia we Francji wywołały także poruszenie w Polsce. Europosłanka PiS Jadwiga Wiśniewska zwróciła uwagę na zniszczenie zabytku, który przetrwał dwie wojny światowe.

„Francja płonie! Runęła ponad 140-letnia wieża zegarowa ratusza w Limoges – przetrwała dwie wojny światowe, została spalona przez demonstrantów w trakcie zamieszek! Francjo, dokąd zmierzasz?”

– Jadwiga Wiśniewska, europosłanka PiS, wpis na X

W polskim internecie krążą nagrania z podpaleń i grabieży, a wielu komentujących przestrzega, by Polska nie powtórzyła błędów Francji. Sobotnie wydarzenia pokazują, jak łatwo można zamienić protest w sprawie cen i szkół w falę przemocy, nad którą państwo całkowicie traci kontrolę.

Źródła: Interia, Rzeczpospolita. Opracowanie: Nasza Polska.

Cykl

Tagi

Udostępnij
Najnowsze

Największy atak dronów na Petersburg. Płonie terminal naftowy, trafione centrum danych VK

Rosyjskie drony uderzyły w polski zakład na Wołyniu. Jedna osoba nie żyje, ośmioro rannych

Kliczko uderza w Zełenskiego. „Gdzie są miliardy?”. Spór o obronę Kijowa

Zdezerterował z karabinem i zabijał po drodze. Rosjanin miał zastrzelić rybaka i pięciu śpiących żołnierzy

„Matka wszystkich bomb” spadnie na Iran? USA mają gotowe plany użycia MOAB

Ukraiński wywiad: Rosja rozważa scenariusze wojny z Polską i krajami bałtyckimi

Zmasowany atak Rosji na Ukrainę. 39 rakiet balistycznych, 600 tys. ludzi bez prądu

Merz zapewnia Izrael o wsparciu Niemiec. Dla Polski od lat ma jedną odpowiedź: „brak podstaw prawnych”

Inne kategorie

Czytaj także