Urząd skarbowy nie daje nikomu taryfy ulgowej i przygląda się bacznie nawet osobom, które są poszkodowane w wyniku upadku giełdy kryptowalut Zondacrypto. Fiskus każe im bowiem płacić 19 proc. podatku od wymiany kryptowalut na złotówki, nawet jeżeli osoby te nie wypłaciły z platformy ani grosza. Tak wynika z dwóch interpretacji Krajowej Informacji Skarbowej, które pojawiły się w czerwcu oraz lipcu 2026 r.
Od blokady wypłat do bankructwa
Zondacrypto, wcześniej działająca pod nazwami BitBay i Zonda, była największą polską giełdą kryptowalut, która powstała w 2014 roku. Operatorem platformy była estońska spółka BB Trade Estonia OÜ. Giełda przestała działać w kwietniu 2026 roku, pozostawiając tysiące inwestorów bez dostępu do środków, które były na niej zdeponowane. 17 kwietnia śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Regionalna w Katowicach. Później sprawę przejęła i dziś prowadzi ją Prokuratura Krajowa w Katowicach.
27 sierpnia 2026 r. Sąd Rejonowy Harju w Tallinie (Estonia) uznał spółkę BB Trade Estonia OÜ za niewypłacalną. Syndykiem w sprawie spółki został Margus Lentsius. To bardzo zła wiadomość dla osób, które liczyły na odzyskanie swoich pieniędzy – upadłość w praktyce przesądza o skali możliwego odzysku, a termin zgłaszania roszczeń do 27 października 2026 r. samej masy majątkowej w żaden sposób nie powiększy. Problemem jest jednak to, że majątek spółki, który ujawniono, wynosi ok. 167 tys. euro. Natomiast jej zobowiązania opiewają na co najmniej 431,9 mln euro. Z zestawień samej giełdy wynika, że pod koniec 2025 r. w jej cyfrowych portfelach było zaledwie ok. 2 proc. kryptoaktywów, które były powiązane z kontami klientów. Prokuratura wiosną szacowała straty klientów na co najmniej 350 mln zł – to osobny, wcześniejszy szacunek śledczych, nie kwota z estońskiego postępowania upadłościowego.
W ramach tego śledztwa, na przełomie sierpnia i września, zatrzymano m.in. prezesa PKOl Radosława Piesiewicza oraz kolejne osoby powiązane ze sprawą, w tym Rafała Zaorskiego. Są to jednak osobne wątki tego śledztwa, które nie dotyczą sporu w kwestii podatków, o którym piszemy niżej.
Co przekazał fiskus ws. Zondacrypto?
Podstawą sporu ws. podatku, jaki muszą zapłacić klienci Zondacrypto, stanowią dwie konkretne interpretacje indywidualne dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej. Jedna pochodzi z 23 czerwca 2026 r. (sygn. 0113-KDIPT2-3.4011.399.2026.1.AK), a druga z 22 lipca 2026 r. (sygn. 0115-KDIT1.4011.479.2026.1.MK).
W obu sprawach klienci giełdy argumentowali, że zamiana kryptowaluty na złotówki w panelu giełdy, bez możliwości faktycznej wypłaty, nie stanowi przychodu. KIS uznała te stanowiska za nieprawidłowe: kto „sprzedał” kryptowalutę za złotówki (lub inną walutę fiducjarną, czyli np. dolary, euro) w systemie Zondy, według KIS uzyskał przychód i musi zapłacić 19 proc. podatku od dochodu. Dotyczy to nawet sytuacji, gdy dany inwestor nigdy nie wypłacił środków. W tym miejscu pojawia się więc pytanie, dlaczego?
To wynika z konstrukcji ustawy o PIT. Przychód, jaki dany podmiot osiąga z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej (czyli np. Bitcoina), jest wyłączony z klasycznej metody kasowej. Co za tym idzie, organy przyjmują, że obowiązek podatkowy rodzi się w momencie przeprowadzenia transakcji w panelu giełdy, a nie dopiero, gdy środki wpłyną na konto bankowe. Rozlicza się to w formularzu PIT-38. Natomiast wymiana kryptowaluty na inną kryptowalutę (czyli przykładowo Ethereum na Dogecoina) pozostaje neutralna podatkowo i nie trzeba za to odprowadzać daniny.
26 maja 2026 r. wiceminister finansów Jarosław Neneman, w odpowiedzi na interpelację poselską nr 16866 ze strony posła Dariusza Mateckiego, odmówił wydania interpretacji ogólnej dla wszystkich poszkodowanych klientów Zondy. Argumentował wtedy, że „nie można jeszcze definitywnie stwierdzić”, czy środki zgromadzone na Zondacrypto są w całości lub części nie do odzyskania.
Dwie wersje państwa
Prokuratura bada obecnie wątek, czy aby nie doszło do sytuacji, że po drugiej stronie zleceń klientów mogły w ogóle nie znajdować się prawdziwe kryptowaluty. KIS w czerwcu i lipcu przyjęła z kolei, że transakcje kupna i sprzedaży, jakie były zawierane w panelu giełdy, były faktycznie prawdziwe, stąd podatek od nich jak najbardziej się należy. Dla klientów upadłej giełdy efekt w obu przypadkach jest identyczny: zapis w systemie giełdy, która – jak wynika z jej własnych danych – nie posiadała tych aktywów, rodzi obowiązek zapłaty 19-procentowego PIT.
Eksperci się nie zgadzają
Piotr Juszczyk z inFakt już w kwietniu mówił o „dramatycznym paradoksie” całej tej sytuacji. Wskazywał, że prawo każe płacić podatek, bo transakcja formalnie „się odbyła”, ale żeby go zapłacić, trzeba najpierw mieć pieniądze. Jego zdaniem inwestorów powinna ratować zasada postawienia środków do dyspozycji podatnika, czyli że jeśli giełda blokuje wypłatę, to można uznać, że przychód jeszcze faktycznie nie powstał.
Robert Nogacki z Kancelarii Prawnej Skarbiec zwrócił uwagę na jeszcze inną kwestię. Po interpretacjach KIS i ogłoszeniu upadłości napisał, że fiskus opodatkował wymianę, w ramach której tak naprawdę nie było czego wymieniać. Jeśli giełda jedynie zapisywała klientom salda, mając w portfelach ułamek zadeklarowanych aktywów, to zapis w panelu nie jest w praktyce odpłatnym zbyciem waluty wirtualnej, ponieważ nie istniał realny przedmiot zbycia.
Jak fiskus sprawdzi nierozliczone transakcje krypto?
Giełda z racji tego, że jest nieczynna, nie wystawi klientom formularza PIT-8C, jak robią to chociażby domy maklerskie. Urzędy skarbowe mają jednak inne tropy, dzięki którym mogą sprawdzić, kto się nie rozlicza z aktywności na Zondacrypto. Fiskus może prześwietlić przelewy, które szły przez operatora płatności Zondy i z powrotem, co jest widoczne na kontach bankowych klientów, a także dane transakcyjne zabezpieczone już wcześniej przez prokuraturę. W przyszłości dojdzie do tego również unijna dyrektywa DAC8, która nakłada na giełdy kryptowalut obowiązek raportowania do KAS. Pierwsze raporty za 2026 r. trafią tam jednak dopiero do 31 stycznia 2027 r., ale nieczynna od kwietnia Zonda i tak raczej ich nie prześle.
Skala całego problemu nie jest publicznie znana. Wiadomo jednak, że w tej sprawie złożono tysiące zawiadomień karnych, a w estońskim postępowaniu upadłościowym po zaledwie kilku tygodniach syndyk miał już zgłoszonych ponad 2 tys. wierzytelności.
Co mogą zrobić klienci upadłej giełdy?
Jeżeli posiadaliście jakieś środki na giełdzie Zondacrypto, niezależnie czy to w złotówkach, dolarach, Bitcoinie czy innych kryptowalutach, to należy zgłosić wierzytelność syndykowi. Ostateczny termin złożenia zgłoszenia wierzytelności to 27 października 2026 r. Spóźnione roszczenie, nawet jeśli zostanie uznane, trafia na koniec kolejki wierzycieli.
Kluczowa okazać się może też własna dokumentacja, czyli eksport CSV z historii operacji na koncie, zrzuty ekranu z panelu giełdy, mailowe potwierdzenia przelewów oraz korespondencja z supportem Zondy. Bez tego ani syndyk, ani urząd skarbowy nie będą mieli czego formalnie uznać.




