Roman Giertych twierdzi, że Jarosław Kaczyński może mieć niebawem poważne problemy w związku z aferą Zondacrypto. W opublikowanym nagraniu poseł KO straszy prezesa PiS, że jego kontakty z Michałem Moskalem mogą okazać się wstępem do kolejnych oskarżeń ws. powiązań z całą sprawą. Brzmi to groźnie, dopóki nie przypomnimy sobie, jaką rolę pełni w niej sam Giertych. Jest on bowiem obrońcą Przemysława Krala, byłego prezesa upadłej giełdy kryptowalut, na której klienci stracili według prokuratury co najmniej 350 mln zł. A jedyne, co łączy prezesa PiS z Zondacrypto, to słowa właśnie tego podejrzanego.
Giertych straszy Kaczyńskiego odnośnie Zondacrypto
Sprawa upadku wywodzącej się z Polski giełdy Zondacrypto coraz mniej dotyka samych kryptowalut oraz poszkodowanych klientów, natomiast z każdym kolejnym tygodniem staje się coraz bardziej sprawą o podłożu politycznym. Rząd Donalda Tuska za wszelką cenę próbuje wykorzystać tę sprawę do oczerniania opozycji i przekonania opinii publicznej, że wina leży po stronie prezydenta Nawrockiego, który wetował szkodliwe dla tej branży ustawy, a także polityków PiS.
Roman Giertych od kilku tygodni robi, co może, aby wciągnąć Jarosława Kaczyńskiego w sam środek tej afery. W zeszłym tygodniu nazwisko prezesa PiS wybrzmiało w zeznaniach byłego szefa Zondacrypto Przemysława Krala, który opowiadał o swoim spotkaniu z posłem PiS Michałem Moskalem (więcej o tym piszemy poniżej).
W poniedziałek 12 października Giertych opublikował na Instagramie nagranie, w którym co prawda nie przedstawia żadnych nowych dowodów, za to z przekąsem zapowiada, że Kaczyński niedługo będzie miał się z czego tłumaczyć. To jednak kontynuacja strategii, którą poseł KO stosuje od sierpnia. Już wtedy Giertych zwracał się na X do polityków prawicy z pytaniem: „Postawię wam pisowcy takie ogólne pytanie: lubicie nagrania?”, co miało sugerować, że w aferze Zondacrypto pojawią się materiały obciążające polityków z Nowogrodzkiej. Do dziś jednak żadne takie nagranie nie zostało upublicznione.
Dziennikarz śledczy Wirtualnej Polski Szymon Jadczak, który zajmuje się sprawą Zondacrypto, ocenił wtedy, że pogłoski o nagraniach pochodzą z otoczenia samego Giertycha. Jego zdaniem mecenas, wypowiadając się w ten sposób o toczącym się śledztwie, „naprawdę sam się pcha na zarzuty karne”.
Z pełną odpowiedzialnością mówię, że nie ma żadnych nagrań obciążających polityków PiS na tym etapie sprawy, a informacje te pochodzą od Romana Giertycha i wspieranych przez niego trolli internetowych, którzy w ten sposób próbują siać dezinformację i wpływać na przebieg postępowania.
Szymon Jadczak, dziennikarz śledczy WP, „Newsroom” WP, 1 września 2026 r.
Czy PiS jest związany z aferą Zondacrypto?
8 października Onet opublikował artykuł dotyczący zeznań Przemysława Krala, w których ten opisał w prokuraturze spotkanie z posłem PiS Michałem Moskalem, do którego doszło w sierpniu 2025 r. na Ibizie. Zorganizował je były funkcjonariusz CBA Artur Chodziński, współpracownik Krala, który miał również opłacić posłowi przelot. Według Krala Chodziński przedstawił Moskala jako polityka, którego PiS wyznaczyło do zajmowania się kryptowalutami. Sam Moskal miał potwierdzać, że Jarosław Kaczyński „oczekuje od niego zaangażowania się w tę tematykę”. To jednak jedyny raz, gdy w tej sprawie pada nazwisko prezesa PiS.
Moskal stanowczo temu zaprzecza. Poseł nazwał ujawnienie zeznań próbą politycznego powiązania sprawy z prezesem.
Nigdy przed przełomem sierpnia i września 2026 r. nie rozmawiałem z Prezesem Jarosławem Kaczyńskim.
Michał Moskal, poseł PiS, wpis na X, październik 2026 r.
Moskal zapewnia też, że nikt w partii nie zlecał mu przygotowania programu dotyczącego kryptowalut, a spotkanie dotyczyło ewentualnego sponsoringu konferencji fundacji, w której działa. Do współpracy, jak twierdzi, finalnie nie doszło. Po ujawnieniu informacji dotyczących wyjazdu na Ibizę Moskal zawiesił swoje członkostwo w klubie PiS.
Sam Kaczyński już pod koniec sierpnia mówił, że nie miał „zielonego pojęcia” o spotkaniu swojego młodego kolegi z Kralem. Prezes PiS nie ukrywa przy tym swojego negatywnego stosunku do kryptowalut: „Jestem zdecydowanym przeciwnikiem kryptowalut w ogóle”.
Kim jest Przemysław Kral?
Przemysław Kral był prezesem Zondacrypto, giełdy kryptowalut dawniej znanej jako BitBay. Posiada status podejrzanego o udział w oszustwie i współpracuje z prokuraturą, licząc na status tzw. małego świadka koronnego. Ta instytucja pozwala podejrzanemu, który obciąża innych, liczyć na nadzwyczajne złagodzenie kary.
Nie oznacza to oczywiście, że Kral kłamie, ale może sugerować, że ma bardzo konkretny interes w tym, by jego zeznania były dla śledczych jak najcenniejsze. Polityczne nazwiska zdecydowanie podnoszą ich wartość. Do tej pory nikt nie przedstawił jednak niezależnego potwierdzenia jego relacji w części dotyczącej Kaczyńskiego.
Tymczasem skutki upadku giełdy są jak najbardziej realne. W śledztwie zatrzymano już m.in. prezesa Polskiego Komitetu Olimpijskiego Radosława Piesiewicza, a sąd aresztował kolejnych podejrzanych, w tym Rafała Z., znanego polskiego spekulanta. Jak niedawno ustalono, przez lata prawdziwych właścicieli giełdy miał ukrywać formalny właściciel Paweł Sobków. Poszkodowani klienci wciąż czekają na pieniądze, a fiskus żąda od nich podatku nawet wtedy, gdy nic nie odzyskali.
Dlaczego to Giertych broni prezesa Zondacrypto?
I tu dochodzimy do sedna absurdu całej sytuacji. Roman Giertych, poseł Koalicji Obywatelskiej, od maja 2026 r. jest obrońcą Przemysława Krala, i to, jak sam deklaruje, pro bono. Broni więc człowieka, który kierował giełdą, na której tysiące Polaków straciło oszczędności. Gdy doszło do załamania się płynności finansowej na platformie, Kral wsiadł w samolot i uciekł do Izraela. Czy tak zachowuje się człowiek, który twierdzi, że ma czyste ręce? Natomiast Giertych jako obrońca publicznie wykorzystuje wyjaśnienia swojego klienta do politycznych ataków na lidera opozycji.
Pełnomocnik głównego podejrzanego zapowiada kłopoty dla prezesa partii, co wygląda jedynie na zagranie polityczne i próbę zdyskredytowania, a nie oskarżenia na bazie konkretnych dowodów. Obóz PiS od początku zwraca uwagę, że Giertych to „prawa ręka Tuska”, który broni oszustów, a nie oszukanych.
O tej aferze Giertych woli nie pamiętać
Giertych tak chętnie zapowiada rozliczenia, chociaż sam ma za sobą głośną sprawę. W 2020 r. prokuratura badała jego działania w śledztwie dotyczącym wyprowadzenia pieniędzy z dewelopera Polnord. Zarzucano mu m.in. działanie na szkodę spółki i przywłaszczenie mienia wielkiej wartości. W ramach tego śledztwa przeszukano nawet jego nieruchomość we Włoszech.
W styczniu 2025 r., już za obecnej władzy, prokuratura umorzyła postępowanie wobec Giertycha. Uznała, że był wyłącznie prawnikiem stron transakcji i nie podejmował decyzji biznesowych. Zarzuty wobec innych osób w tej sprawie utrzymano. Sam Giertych podkreśla, że został oczyszczony, a do tematu Polnordu dziś już woli nie wracać.






